„Źle się dzieje w państwie duńskim”

Może i nie duńskim, ale na świecie, a ten świat jest coraz bliżej Irlandii, na którą wpływa w całkiem mocny sposób albo zaraz zacznie.

Od miesięcy stykam się z opiniami, że nic strasznego się jeszcze nie dzieje, a miało być źle, później się pogorszyć i stać się coś takiego, co wywróci wszystko do góry nogami, jednak nie nastało. Ale nastanie, chociaż tempo zwolniło, a może trochę zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowej sytuacji – trudniejszej ekonomicznie. Niestety sygnały płynące ze świata nie napawają, przynajmniej mnie optymizmem, więc wolę się pozytywnie rozczarować, niż powiedzieć za kilka miesięcy, że przecież było to do przewidzenia, a nikt nie wyraził takiej opinii.

Wielu ekonomistów, z którymi rozmawiałem w ostatnich dniach, ale też czytałem ich analizy, twierdzi, że jesteśmy u progu najgłębszej recesji, jaką znała światowa gospodarka i wchodzimy właśnie w okres załamania rynków. Specjaliści dodają też, że szanse, iż wyjdziemy z tego wszystkiego obronną ręką, są wręcz symboliczne, co oznaczać może kryzys niespotykanych rozmiarów.

O takim zjawisku, czyli najpotężniejszym kryzysie od dziesięcioleci mówią też dyrektorzy największych banków, a swoje opinie opierają na wynikach gospodarczych liderów, czyli Chin i USA. W obu przypadkach widać już wyraźne spowolnienie ich gospodarek, wzrastające stopniowo bezrobocie, a to stać ma się wstępem do ekonomicznego tsunami, które zmiecie z powierzchni tysiące firm i miliony miejsc pracy.

Zastanawiające jest, że ludzie cały czas wierzą, iż uda się z tego wszystkiego jakoś wyjść, z nadszarpniętym stanem naszych portfeli, ale za chwilę zacznie się to układać i będziemy mieli sygnały, że zmierzamy w dobrym kierunku. Podobnie mówi duża część polityków, a robią to tylko chyba w jednym celu, więc nie chcą wywoływać paniki, doprowadzić do wykupywania towarów ze sklepów i wycofywania pieniędzy z banków.

Jesień i zima w sezonie 2022 / 2023 ujawni jednak fatalny stan gospodarek i nawet zabiegi księgowe poszczególnych ministrów finansów, nie zdołają ukryć beznadziejnie wysokiego poziomu upadku. Obecnie wciąż mamy do czynienia z rosnącą inflacją, co przekłada się na wzrosty cen, ale to też wstęp do stagnacji, by ta przeszła w recesję. Następnie wywołane zostanie zjawisko pełnego kryzysu, chociaż może to wszystko poprzedzać stagflacja, czyli jednoczesne występowanie inflacji ze stagnacją, więc i niższa produkcja, co teoretycznie powinno zatrzymać wzrost cen, ale równocześnie ze wzrostem kosztów zakupów i ogólnego kosztu życia.

Jak na czas po dwóch latach pandemii, ale i pierwszych miesiącach wchodzenia w okres schłodzenia gospodarek, przedsiębiorstwa na całym świecie mają się nadzwyczaj dobrze, a to tylko dlatego, że po zniesieniu covidowych ograniczeń z radością ruszyliśmy na zakupy, zapragnęliśmy wypoczynku i szybko zapomnieliśmy o wyłączeniu gospodarczym świata. To jednak też pozory, a widać to na przykładzie małych przedsiębiorstw, które coraz częściej zaczynają odczuwać problemy finansowe, tracą sukcesywnie płynność finansową i o ile próbują jeszcze walczyć o przetrwanie, dla dużej części z nich ta walka jest już przegrana.

Jesień i zima staną się przyczynkiem kolejnych wzrostów cen na nośniki energii, czyli będzie to stanowić podstawowe obciążenie dla gospodarstw domowych, a przyniesie decyzje o rezygnacji ze zbędnych wydatków. Takie – nawiasem mówiąc, naturalne zachowanie doprowadzi na skraj opłacalności producentów wielu dóbr niekonsumpcyjnych, gdyż naszą uwagę przykują rachunki za prąd i ogrzewanie oraz zakup jedzenia. Nic poza tym.

Kluczem do całości problemu energetycznego, czyli głównego czynnika napędzającego inflację będzie przetrwanie zimy, a o ile się to uda i w tym czasie nie wpadniemy w głęboki kryzys, sprawa może zacząć zmieniać swój obrót, więc faktycznie będziemy mogli nieśmiało mówić o wychodzeniu z negatywnego gospodarczo okresu, ale pamiętając, że nie stanie się to szybko i ścieżka wzrostu nie będzie jednostajną. Tak raczej nie będzie i nadal możemy być nękani przejściowymi już wtedy okresami wzlotów oraz ekonomicznych upadków, ale szanse na odbicie od dna będą rosnąć.

Wszystko to zależne będzie jednak już wtedy od trzech czynników, więc jak te miesiące przetrwają gospodarki Chin oraz USA, a równocześnie, jak będą wyglądać ich stosunki polityczno-gospodarcze, więc ich prywatna wojna ekonomiczna zacznie zamierać, czy stanie się wręcz przeciwnie. Trzecim czynnikiem jest Federacja Rosyjska i oficjalnie wojna na Ukrainie, ale nie można tutaj myśleć tylko o tym, albowiem ma ona oddziaływanie bardziej lokalne. Rosja i jej działania koncentruje się teraz przecież na krajach Bliskiego Wschodu, a to może kierować nas na tory pogłębienia konfliktu niektórych tamtejszych państw z USA i tzw. wolnym światem. O ile Rosji uda się głębiej zmanipulować niektórych jej wcześniejszych sojuszników, oprócz Tajwanu, kolejnym zarzewiem konfliktu może stać się właśnie Bliski Wschód i jego złowrogie działania przeciwko NATO, a konkretnie USA. Taki obrót całej sprawy będzie miał natomiast w sobie tyle energii, że do wywołania konfliktu zbrojnego na światową skalę będzie już bardzo blisko, czyli gospodarka jedno, a odegranie się na znienawidzonym Zachodzie, to już całkiem coś innego. Część państw Bliskiego Wschodu nie ma nic do stracenia, bo od lat są izolowane przez „państwa demokratyczne”, a i indoktrynuje się tamtejszych mieszkańców, iż Zachód to samo zło i niewiernych zetrzeć należy na proch.

Ogólnie rzecz ujmując, prognozy dla świata są złe, niezauważalnie mało jest obecnie sygnałów pozytywnych, a opieszałość w działaniach polityków, którzy już dawno powinni wziąć się za naprawę gospodarek, pokazuje, że albo nie mają na to pomysłu, albo mają, ale całkiem inny niż życzą sobie tego społeczeństwa.

Dla Irlandii wygląda to tak, że gdyby kraje, z którymi ściśle współpracuje w wymianie towarowej, doczekały się recesji i dłuższego okresu zapaści ekonomicznej, to wyspa także otrzyma taki cios, a nie ze swojej winy odczuwać będzie implikacje wywołane przez kogoś, kto jest o tysiące kilometrów stąd.

Na zakończenie cytat, który kiedyś zapadał mi w pamięć, a są to słowa Margaret Mitchell, które znalazły miejsce w książce pt., Przeminęło z wiatrem.

– Równie dobrze można zarobić na upadku cywilizacji, co na jej budowie.

Czy ktoś na tym, co teraz się wyprawia, chce zarobić? Zobaczymy w niedalekiej przyszłości, a wystarczy bezczynnie stać i patrzeć.

Bogdan Feręc

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS: