Zemsta losu

To, iż kpię z mojego wieku, wyśmiewam z tego samego powodu moich równolatków, znane jest powszechnie, a zawsze im mówię, że starość zaczyna się w głowie.

Takie defetystyczne i przywołujące wiek słowa akurat mi nie grożą i chociaż czasami odczuwam ciężar prawie 50 lat na tym świecie, to nadal czuję się, jakbym miał ich 20, czyli mógł wszystko, a i zachowuję się prawie tak samo, jak 30 lat temu. No, nie i akurat mój anioł stróż postanowił zrobić sobie wolne, kiedy, jak rącza gazela, chciałem, co robiłem to już setki razy, hycnąć przez niewielki irlandzki kamienny murek.

Tu jednak odezwała się pomsta skryta w kamieniu i jak nie zacznie się odgrywać za moje wszystkie szaleństwa i wybryki, kolano wykręcać, chrzęstem kończynę dolną prawą wypełniać, co nawet usłyszałem i nerwem kolanowym poczułem, a we współpracy z grawitacją, pomsta trzepnęła mną o matkę ziemię.

Jeszcze lecąc, zakrzyknąłem z polska, A cóż to się dzieje!, czy coś takiego… i na tym się skończyło, bo asfaltowy chodniczek upomniał się o swoje, czyli przyjął mnie z otwartymi ramionami, jak na starego znajomego, ale mało lubianego przystało, bo lot zakończył się twardym lądowaniem. Orzeł wylądował i niestety walnęło mną całkiem porządnie, na chwilę zapomniałem, gdzie jestem, ale szok minął prawie natychmiast, czyli ponownie zagościły w moich ustach, jakże znane wszystkim polskie słowa, skierowane do kamiennej przeszkody, a o cenzuralnych wyrażeniach mowy wtedy nie było, więc poprzestanę na %#*&+@*, %*^$#&, %#*&+@*!!!

Tak doszliśmy do chwili, kiedy już się pozbierałem, strzepnąłem z odzienia resztki chodniczka i pyłu ulicy, siadłem na murku, a klepiąc go pochwalnie, powiedziałem, iż jest pierwszym, który rozłożył mnie na łopatki.

Po chwili przyszła też myśl, nawet nie wiem, dlaczego… i wewnętrzny głos szepnął mi do ucha, że skończyło się chojrakowanie, więc trzeba zachowywać się z większą godnością, czyli nie łazić na skróty, a normalnie, jak człowiek w sile wieku, chodnikiem dookoła murku. Przyszła też myśl kolejna, czyli, co mi tu będziesz wymyślać, niech no tylko ból minie, a znowu będę skakał po murkach i gwizdał na drogę prostą.

Prawdę mówiąc, to trochę się przestraszyłem, trochę zacząłem analizować krótką fazę lotu i cały czas się zastanawiam, jak to się w ogóle stało, że padłem na grunt? W zasadzie nie ważne, noga trochę boli, kolano zgina się w odpowiednią stronę, łokieć też zdarty, jednak wciąż, z lekkimi ograniczeniami, ale się poruszam, więc los, kolejny raz dał się oszukać i jak mawia jeden z potentatów medialnych…

A nie, jego miałem nie cytować, bo toruńska redakcja może mieć mi to za złe, więc…

Nic się nie stało, redaktor nic się nie stało… Czyli dalej przemy do przodu, a małe potknięcia być muszą, bo one w życiu też są ważne.

Czy tak zaczyna się starość?

To niech ona się zaczyna, a ja idę swoją drogą, oczywiście na skróty i po murkach, bo do starości, to mi jeszcze bardzo daleko i niech los oraz sama ona, czyli moja prywatna starość, o tym pamięta.

Niestety trzeba będzie iść do medyka, niech da jakieś naprzeciwko bólowe leki, sprawdzi, co tam się w tym kolanie dzieje, ale będą też dobre strony tego wydarzenia, bo przecież liczę na zwolnienie lekarskie i potężną kasę ciągnąć będę z Social Welfare, gdyż tymczasowym cripplem jestem. 😁

Bogdan Feręc

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS: