McDonald – dalej do Polski?

Ten felieton można potraktować, jako drugą część z tryptyku „McDonald”, a przyznam, że po głębszej analizie tego, co robi i mówi Sinn Féin, coraz słabiej zaczynam widzieć w tym wszystkim naszą ojczyznę.

Oczywiście nie będzie to tekst poświęcony samej Mary Lou McDonald, ale szefowa partii Sinn Féin odgrywa w nim ważną rolę. Chodzi o kurs polityczny, jaki pod rządami ugrupowania „My Sami”, bo tak tłumaczyć trzeba nazwę Sinn Féin, obrać może Irlandia, więc poniekąd oddali się jeszcze bardziej od Polski. Postawiłem wczoraj tezę, że Sinn Féin, kiedy przejmie władzę w kraju, zbliżyć się ma do Stanów Zjednoczonych Ameryki, o czym świadczy zachowanie ugrupowania. Na początku będzie ono delikatne, a uważam, że z biegiem czasu zacznie ewoluować i rozrastać, a o ile partia Mary Lou McDonald poważnie myśli o zjednoczeniu wyspy, ważną rolę odgrywać w tym wszystkim będzie właśnie Ameryka.

Wracając jednak do clou felietonu, straci na tym Polska, która już wcześniej traktowana była przez irlandzkie władze raczej oschle, a przynajmniej nie było na styku polityczno-gospodarczym nici porozumienia.

To nasza wina, naszych władz, które przez wiele lat nie potrafiły jej zrozumieć, więc nie mówię tu tylko o partii obecnie rządzącej, że potencjał Irlandii leży w innym miejscu, niż pokazują to oficjalne czynniki. Te zaś wykorzystywały Irlandię do własnych celów, jak były premier, który mówił, iż chce budować drugą Irlandię, ale chłopu nie poszło. Wydaje się, a mówiłem o tym wielokrotnie na antenie Radia Wnet, że tracimy jedną szansę za drugą, by zacieśniać polsko-irlandzką współpracę gospodarczą, z czego wynika wyłącznie spadek wymiany towarowej. Ważne tutaj jest, iż nasze polskie misje gospodarcze, chcą zainteresować Irlandczyków towarami, których oni w ogóle nie potrzebują, albo spotyka się tutaj błąkających bezradnie przedstawicieli, którzy może i wiedzą jak sprzedać, ale, do których drzwi zapukać już nie.

Niestety i mówię to z dużą przykrością, Polska nie rozumie Irlandii, nie rozumie jej mieszkańców, nie wie, jak z nimi postępować i jak nawiązać kontakty, by przerodziły się w wieloletnie związki biznesowe.

Mam na to wiele przykładów, wiele razy rozmawiałem z osobami, które przygotowywały misje gospodarcze do Irlandii, ale nic z tego, co ówcześnie prezentowałem, nie zostało wzięte pod uwagę. Spotykam się natomiast z napastliwością, a następnie unikaniem kontaktów ze mną, bo kiedy okazuje się, że to ja miałem rację, jakoś słabo idzie przyznanie się do tego. Nie o mnie jednak, bo jakoś to przeżyję, z mostu też się nie rzucę, a i nie popadnę w depresję, chociaż bardzo szkoda, żeby marnować potencjał, jaki mamy w Irlandii, a tym jest tutejsza Polonia. Tę kwestię zmuszony jestem z różnych powodów pominąć, ale obiecuję, że powstanie jeszcze jedna część, by tryptyk się dopełnił, ale dopiero, kiedy będę mógł już o tym powiedzieć, nie łamiąc prawa i zobowiązania, jakie złożyłem.

Wracając do szefowej Sinn Féin, której łatwiej patrzeć w kierunku Waszyngtonu, nie ma we mnie wiary, iż kiedy obejmie ster Republiki, chętniej spojrzy w kierunku Polski, bo tak raczej się nie stanie. Dlatego nadszedł właśnie moment, gdy władze w Warszawie mają jedną z ostatnich szans na zbliżenie się do Dublina i na przygotowanie gruntu współpracy. Jeżeli nie zostanie to zrobione do 2025 roku, a przyjąłem teraz, że wybory ogólne w Irlandii odbędą się terminowo, Sinn Féin nie będzie oglądać się na Polskę i kraje Europy Wschodniej, a pójdzie na całego na Zachód. Taki scenariusz wyłączy wiele możliwych do realizacji scenariuszy, a stanie się tak nie przez złośliwość lub niechęć, bo przez typową irlandzką naturę łączenia i współpracę z większymi oraz ekonomicznie silniejszymi. Tego też wydają się polskie władze nie wiedzieć, a może tę wiedzę ukrywają i mają jakiś tajny plan rozwinięcia współpracy bilateralnej z Irlandią, jednak jest to najściślej strzeżona tajemnica, by chytra strategia ujrzała światło dzienne, dopiero gdy zacznie się realizować.

Mam też świadomość, że kontakty międzypaństwowe, nie są tymi, jakie obserwowane są w życiu codziennym, czyli wiele kwestii należy wcześniej przedyskutować, zbudować podstawy negocjacyjne i otoczkę sprzyjającą kooperacji, a to zajmuje dużo czasu, więc może i zakulisowe rozmowy już się toczą, ale jakoś sam w to nie wierzę.

Tym samym kolejny raz twierdzę, że Polska i Irlandia, mogłyby zostać szczerze oddanymi sobie partnerami gospodarczymi, ale tylko wtedy, kiedy zaczną się rozumieć. Teraz nie ma ani po jednej, ani po drugiej stronie takiego wyczucia partnera, co prowadzi nasze stosunki gospodarcze w czeluści ekonomicznego niebytu, a w mojej ocenie ta gospodarcza rozpadlina będzie się tylko poszerzać. Posłużę się też cytatem Isaaca Newtona, który spopularyzowany został przez papieża Franciszka, że „ludzie budują zbyt dużo murów, a za mało mostów”.

Te mosty pomiędzy Polską a Irlandią należy zacząć budować już teraz, nie zwracać uwagi na nikogo, „i nie ważne, że nazwą ciebie głupcem” (Moja i Twoja nadzieja – Hey), bo mury już są, a i do tego znajdzie się odpowiedni cytat, czyli niechaj „mury runą i pogrzebią stary świat” (Jacek Kaczmarski – Mury). Natomiast na tych ruinach zacznijmy budować mosty, które opierać się będą politycznym zawieruchom i opcjom rządzącym, bo będą to nasze, choć niewielkie mosty, a to one niech staną się drogowskazem dla tych, którzy mają możliwości budowy potężnych konstrukcji.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Sinn Féin musi wyja
<br>Drugi nabór w r
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська