Uczucia mieszane. Czego chcą Ukraińcy?

Jadąc wczoraj do centrum, spotkałem na przystanku autobusowym znajomego Rosjanina Siergieja, a tego znam od ładnych kilku lat i zawsze nasze stosunki układały się normalnie, bo to chłop pracujący, nie ma specjalnie prorosyjskich przekonań, a jako mieszkaniec Irlandii, dawno stracił już ten typowo sowiecki sposób myślenia.

Zazwyczaj rozmawiamy w jego ojczystym języku, a to tylko dlatego, że znamy go dobrze, a i mnie przypominają się dawne czasy, kiedy używałem ruskiego, pracując w Polsce dla opcji niemieckiej na rzecz gospodarki Litwy i już wtedy Federacji Rosyjskiej. Wracając jednak do wtorku, tak samo stało się wczoraj, więc czekając z Siergiejem na przyjazd autobusu, rozmawialiśmy po rosyjsku, a że to język raczej rzadko używany w Irlandii, mogliśmy swobodnie wymieniać poglądy.

Wtedy właśnie przeszedł obok nas pewien niemłody już człowiek, który lekko zagubiony, próbował domyślić się z rozkładu jazdy, kiedy przyjedzie autobus. Usłyszał jednak naszą rozmowę, podszedł i powiedział czystym rosyjskim, z azerskim* akcentem, że usłyszał ruski język, a potrzebuje pomocy, bo po angielsku to on nawet senkju nie mówi.

Grigorij, bo tak ma na imię, wsiadł z nami do autobusu, pomogliśmy kupić mu bilet, a kiedy usiedliśmy na miejscach, zapytał, gdzie może wymienić dolary? Tu zapaliła mi się czerwona kontrolka i zacząłem się zastanawiać, skąd chłop ma dolary, uchodźca ukraiński, który przez Polskę przetransportowany został do Irlandii.

Ponieważ nie mówi po angielsku, zapytał, czy możemy mu pomóc w wymianie waluty, a ja z czystej zawodowej ciekawości, dosyć szybko się na to zgodziłem. Dolarów chciał wymienić pięćdziesiąt. Powiedział jednak, że najpierw musi ilość na pocztę, na dodatek główną w Galway, więc poszliśmy, gdzie przy jednym z okienek i odebrał zasiłek w kwocie 208 €. To tyle, co ja po dziesięciu latach pracy w Irlandii zasiłku chorobowego, a co ciekawe, stałego płacenia składek i podatków tutejszemu ministrowi finansów.

Po odebraniu „zasiłku wojennego”, a w portfelu Grigorija zobaczyłem też Kartę Medyczną, na którą ja nie mam najmniejszych szans, poszliśmy dalej, rozmawiając o życiu, Ukrainie i wojnie. Wtedy dowiedziałem się, że Ukrainiec, bo ma paszport ukraiński, osobiście widziałem, pochodzi z Gruzji, gdzie jak powiedział, ma dom. Tu przyszło kolejne zastanowienie, więc zacząłem drążyć temat, a wtedy okazało się, że nie chciał wracać do swojej ojczyzny, a wiele lat pracował w ukraińskim Azowstalu w Mariupolu, ale też w jednej z fabryk w Doniecku. Kiedy rozpoczęła się wojna, nie miał przekonania, iż pójdzie to wszystko w tym kierunku, a nawet do chwili wyjazdu myślał, iż to wszystko wkrótce się skończy.

63-latek, bo tyle ma wiosen, spotkał też po drodze jakieś Ukrainki, które spacerowały po Galway, a zakwaterowano je w mieszkaniach dla studentów, jak i jego.

Wtedy to ujawniła się ich prawdziwa natura i zaczęli narzekać, że mieszkania małe, że mało pieniędzy, że nie ma pracy, jaką by chcieli, albo bardzo mało płacą. Tak też było później, gdy panie poszły w swoją stronę, a Grigorijowi rozwiązał się język i zaczął podpytywać mnie o pracę. Powiedziałem, że właściwie może coś znaleźć, zarobi, ale bez języka jakieś 400 € na tydzień, jeśli natomiast jest fachowcem, to może liczyć na nieco więcej. Okazało się też, że Grigorij wcale nie chce pracy na cały etat, a to tylko dlatego, że zabiorą mu zasiłek, więc nie będzie dostawał już 208 €.

Kiedy wyraziłem swoje niezadowolenie z takiego podejścia do całej sprawy, odparł, że przecież trzeba jakoś żyć i chciałby pracować 5 godzin dziennie, żeby nie przekroczyć pewnej kwoty, co pozwoli mu na zachowanie zasiłku. Co interesujące, chciałby pracować raczej na czarno, co odpowiadałoby mu najbardziej, czyli mieć zasiłek i na dodatek nieopodatkowaną wypłatę.

Jakoś mnie to poruszyło i powiedziałem całkiem otwarcie, że z takim podejściem do życia w Irlandii, jest zwykłym złodziejem, a okrada m.in. mnie, bo to ja płacę podatki, z których teraz irlandzki rząd opłaca jego mieszkanie i wypłaca zasiłek.

Grigorij trochę się zmieszał, zaczął przepraszać, zapraszać na wódkę, a stwierdził też, że poznam fajne Ukrainki, które szukają „oparcia”. Tu też się chłop rozczarował, bo takiej zwykłej wódki od dawna nie piję, kobiety, które szukają sponsorów, też niespecjalnie mnie interesują, więc i w tym temacie, nie znaleźliśmy nici porozumienia.

W każdym razie nasze spotkanie zakończyło się propozycją odwiedzin, na które zaproszony zostałem na piątkowy wieczór.

Tak się właśnie zastanawiam, czy iść, czy też nie, ale moja dziennikarska ciekawość podpowiada, idź, będziesz miał materiał, żeby napisać kolejny felieton i poznać tę grupę ludzi, skrzywdzonych przez putinowski atak.

To teraz wrócę do tytułu, więc mieszanych uczuć, bo z jednej strony przykro jest oglądać ludzi, którzy w XXI wieku musieli uciekać ze swojego kraju przed wojną, ale jednocześnie mają raczej wygórowane oczekiwania i nie myślą jeszcze o związaniu się z tą kulturą oraz krajem, a tylko o wykorzystaniu systemu. Mam też zastrzeżenia do irlandzkich służb imigracyjnych i oczywiście rządu, iż przyjmują wszystkich, jak leci, a wystarczy, żeby człowiek miał w kieszeni ukraiński paszport. Pytam więc, czy nikt nie weryfikuje tego, kto wjeżdża, jako uchodźca wojenny do Irlandii? Skoro ja po 30 minutach znajomości wiedziałem, że Grigorij jest Gruzinem, to dlaczego został on wpuszczony do Irlandii jako uchodźca z Ukrainy? Czy państwo nie może go odesłać do ojczyzny? Wtedy będę wiedział, że Irlandia, dba o pieniądze, które z naszych kieszeni trafiają do Skarbu Państwa.

*  Azerski akcent akurat rozpoznaję, bo mam kilku znajomych z byłych republik sowieckich, również w Galway, a nauczyli mnie oni, jak rozpoznawać tamtejsze akcenty. Ja podobno mam moskiewski, twardy z polskimi naleciałościami.

Bogdan Feręc

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS: