Niektóre organizacje pozarządowe zawieszają przyjmowanie migrantów

We wspólnym oświadczeniu Izb Handlowej i Turystycznej z Killarney oraz Killarney Asylum Seekers Initiative (KASI), organizacje wspierane przez Unię Europejską, Departament Sprawiedliwości i HSE, oświadczyły, że ​​muszą zawiesić niektóre z ich działań.

Sorry, we’re full”, czytamy w oświadczeniu i jak dodają pracownicy obu instytucji, nie są już w stanie przyjmować większej ilości uchodźców oraz azylantów. Jak dodaje się w komunikacie, obie instytucje nie mają już miejsca na lokowanie nowych osób, więc z obawą podchodzą do najbliższej przyszłości, gdyż napływ uchodźców wojennych z Ukrainy, ale i osób starających się w Irlandii o azyl, nadal jest duży. Obie organizacje dodają, że Killarney jest jednym z miast, które przyjęło największą ilość migrantów w przeliczeniu na mieszkańca, więc oczekuje od władz krajowych, że zajmą się tym problemem.

Zarówno w Izbie Handlowej i Turystycznej, jak i w Killarney Asylum Seekers Initiative brakuje osób do obsługi uchodźców oraz azylantów, ale brakuje też innego wsparcia. Obie instytucje borykają się z brakiem powierzchni, jaka wymagana jest również w pierwszych chwilach po przybyciu kolejnych osób, gdyż dysponują niewielką powierzchnią biurową. To z kolei oznacza, że podczas przyjęcia uchodźców i azylantów, tworzą się długie kolejki.

Sheila Casey z KASI powiedziała:

– Jesteśmy w punkcie krytycznym. Nie radzimy sobie z sytuacją, służba zdrowia też sobie nie radzi, a i szkoły nie radzą sobie z ogromnym zapotrzebowaniem. Wydaje się, że nie przeprowadzono żadnych konsultacji między Międzynarodową Służbą ds. Zakwaterowania (IPAS) a agencjami w terenie. Nic nam nie powiedziano. Coś się psuje.

Jak wynika z szacunkowych danych w Killarney, które liczy sobie 10 363 mieszkańców, obecnie około 2500 osób to uchodźcy wojenni z Ukrainy i azylanci, którzy ubiegają się o prawo pobytu w Irlandii. Większość z nich zakwaterowano w hotelach i pensjonatach, a mieszkańcy zastanawiają się, czy nie wpłynie to na postrzeganie miasta, gdyż jest to miejscowość wypoczynkowa.

Większość migrantów do Killarney przybyła w ostatnich kilku miesiącach, co wywiera presję na władze lokalne, które znalazły się w trudnym położeniu. Problemy zgłasza też służba zdrowia z Killarney, gdyż musi radzić sobie z dodatkowymi pacjentami, ale presja wywierana jest również na służby socjalne.

Miasto nie może sprostać obecnym potrzebom, zaczęło wzywać władze krajowe, by pomogły w rozwiązaniu tej sytuacji, a jednocześnie zmieniły miejsca zakwaterowania uchodźców oraz azylantów, których powinny kierować do innych rejonów kraju.

Do niedawna mieszkańcy Killarney byli zadowoleni, że mogą pomagać uchodźcom z Ukrainy, jednak teraz dodają, że nie otrzymali właściwie żadnej pomocy i wsparcia, które jest już bardzo potrzebne. Organizacje pomocowe z Killarney twierdzą, że nie ma też komunikacji z IPAS, departamentami rządowymi lub organizacjami pozarządowymi, których zadaniem jest znalezienie odpowiedniego mieszkania dla uchodźców i azylantów. Zaznacza się również, że w wielu przypadkach Killarney identyfikowane jest przez instytucje rządowe, jako miejsce pobytu migrantów, ale tylko ze względu na potężną bazę hotelową. Nie ocenia się jednak innych możliwości miasta, w tym radzenia sobie z napływem dodatkowych osób, jakimi zająć musi się tamtejsza służba zdrowia oraz system edukacji i organizacje wsparcia.

Wszystko to wpłynęło też na świadczenie usług dla stałych mieszkańców Killarney, którzy zaniepokojeni są, iż wydłużył się czas oczekiwania na wizyty lekarskie, w tym do dentystów, a i szkoły pękają w szwach, bo znacznie zwiększyła się ilość uczniów.

Władze krajowe twierdzą, iż starają się rozwiązać problem i w najbliższych dniach odpowiednie departamenty zajmą się całościowo problemem.

Bogdan Feręc

Źr: The Liberal

Photo by Maria Teneva on Unsplash

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
ALDI planuje dalszy
Handel już poczuł