Język kluczem do politycznego sukcesu?

Sposób komunikacji w przekazie zarówno medialnym, jak i politycznym jest bardzo ważny, aby stał się czytelny dla dużej grupy potencjalnych odbiorców.

To z kolei można uznać za element, który powala na przekonanie do swoich racji większej ilości osób, a przynajmniej mieć nadzieję, że tak się właśnie stanie. Od lat zajmując się irlandzką polityką, poznaję ten język, a on wciąż ewoluuje, więc trzeba się go uczyć nadal, ale też przyglądam się mowie ciała i używanemu słownictwu, co pozwoliło mi postawić tezę, że sukcesem Sinn Féin jest prosty przekaz, a ten staje się jednocześnie szeroko rozumiany.

Nie mówię tu oczywiście o warstwie merytorycznej, bo Sinn Féin lubi posługiwać się pewnymi populistycznymi hasłami, którym trudno przypisać więcej, niż ziarno realizmu, ale o sposobie wyrażania myśli i języku, jakim zwraca się do swojego elektoratu, ale też potencjalnych wyborców.

Właśnie język używany przez członków Sinn Féin i to niezależnie, czy reprezentują oni najwyższe władze ugrupowania, czy są działaczami lokalnymi, jest tym, który łatwo zrozumieć, nie ma w nim zbyt wielu górnolotnych haseł i skomplikowanych zwrotów, a i nie jest on kierowany do wybranej grupy społecznej.

To nazywam prostotą języka i łatwością wyrażania myśli, jaka dotrzeć ma do ogółu społeczeństwa.

Na drugim końcu, czyli z „przekombinowanym” słownictwem postawiłem partię Aontú, a jej cechą charakterystyczną są zdania, które z jasnością niewiele mają wspólnego. Język używany przez lidera ugrupowania może i jest ładny, wyraża jego wyraźną wiedzę oraz wysoki poziom wykształcenia, daje się poznać znajomością wielorakich porównań, ale używa też słownictwa skomplikowanego oraz zwrotów specjalistycznych, które wcale nie muszą być w pełni rozumiane przez ludzi mieszkających w Irlandii. Oczywiście można podejrzewać, iż Aontú zwraca się do wyselekcjonowanej grupy w kraju, jednak to zamyka im drogę do zwiększenia popularności i zdobycia większej ilości mandatów, gdyż także członkowie partii przejęli słownictwo swojego szefa, próbując mu dorównać w festiwalu językowej fantazji.

Jako pośrednie ugrupowania powinienem ustawić wszystkie inne, więc Fine Gael, Fianna Fáil, Partię Zielonych, Partię Pracy, ale też Socjaldemokrację, chociaż w tym pierwszym przypadku mamy mieszankę słowną.

W Fine Gael postawiono na różnorodność słownictwa, czyli w wypowiedziach członków ugrupowania znajdą się słowa nieskomplikowane, jednoznaczne, ale też te, które podkreślać mają wiedzę oraz znajomość zagadnienia, czyli specjalistyczne. Pozwala to na objęcie zasięgiem całkiem pokaźnej ilości słuchaczy, a każdy z nich wyłowi odpowiednie dla siebie zwroty.

Trochę inaczej jest w Fianna Fáil, bo tutaj idziemy w kierunku przekazu z niższą, niż w Fine Gael, ale wyższą formułą wypowiedzi, jaką spotkamy w Sinn Féin, więc to słownictwo skierowane do ogółu, choć z ukierunkowaniem na klasę średnią i część wyższej.

Zieloni, to już całkiem inna grupa, bo w tej niejednokrotnie słychać próby błyśnięcia znawstwem języka, ale w mojej ocenie, trochę im to nie wychodzi i powinny skupić się na jasności wypowiadanych słów, zamiast wplatać w nieskomplikowany przekaz słów, których nie powinno czasami tam być. To wprowadza niekiedy zamęt, więc elektorat nie ma raczej pewności, czy powiedziano to, co akurat chciało się powiedzieć, czy może oznaczać coś całkiem odwrotnego.

Partia Pracy i Socjaldemokracja to z kolei język ludzi o jasnych i sprecyzowanych poglądach, nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale moim zdaniem, taki właśnie powinien być, żeby trafiał na grunt, na jakim swoje ziarno sieją oba ugrupowania. Kierują więc swój przekaz do klasy robotniczej, czasami do wyborców z małych miasteczek i wsi, więc odzwierciedla się czystością językową, pozbawioną politycznego zadęcia.

Jak więc ocenić sposób porozumiewania się polityki ze społeczeństwem? Cóż, to raczej proste, bo o ile chcą mieć dużą ilość odbiorców prezentowanych treści, nie mogą utrudniać zrozumienia słów, a co za tym idzie, wszystkiego tego, co mają społeczeństwu do powiedzenia.

Wydaje się jednocześnie, że ten złoty środek znalazła Sinn Féin, ale nie stało się to zaraz po objęciu władzy nad partią przez Mary Lou McDonald, bo pamiętam, że trochę czasu im zajęło, żeby zmienić ton wypowiedzi. Nawiasem mówiąc, nie mówię tu o zwrotach językowych, jakie używane są podczas utarczek słownych na posiedzeniach w parlamencie, bo to już całkiem inna historia.

Mogę też dodać, że większość polityków z Irlandii, rozpoznaję już po treści wypowiedzi i nie muszę ich ani słyszeć, ani widzieć informacji, kto wypowiedział jakieś słowa, czyli wystarcza mi sam tekst w formie zapisu słownego (transkrypcja). Mają swoje utarte zwroty, sposób i styl formułowania myśli, a po tych prawie 10 latach, kiedy są mi zawodowo bliscy, stali się trochę otwartą księgą.

Bogdan Feręc

Image by Gerd Altmann from Pixabay 

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
To dramat dla pracow
Luty był suchszy od