Niebo gwieździste nade mną…

Bo się będzie oszczędzać, głównie prąd w Irlandii, trzeba się zabezpieczyć na gorsze czasy, czyli te, w których brak prądu występować będzie, czyli albo przeżyjemy zimę nastrojowo, albo technologicznie.

W obu przypadkach będzie fajnie, bo o ile postawimy na nastrojowość, długie irlandzkie wieczory spędzać możemy przy świecach, a na dodatek szczelnie opatuleni kocami. Jest też możliwość koedukacyjnego rozgrzewania się, czyli pod kocyk w misie wpuścić trzeba osobę dodatkową, albowiem zyskujemy wtedy darmowe źródło ogrzewania.

Żeby zrobiło się jeszcze bardziej nastrojowo, przydatny będzie kieliszek lub dwa wina, a skoro będzie zimno, bo kaloryfery na prąd, bursztynowy płyn ogrzewa się w płomieniu świecy. To z kolei oznacza, że nie zużywamy nadmiarowego prądu, nie podwyższamy i tak samoistnie wysokiego rachunku za elektrykę, więc same plusy.

Jest jeszcze jeden sposób ogrzania, ale po pierwsze przeznaczony jest dla osób 18+, a po drugie, o ile zjawisko fizyczne przez efekt tarcia przyniesie pożądane rozgrzanie, to jednak są i zagrożenia w postaci przyrostu naturalnego. To akurat wiadomo z czasów poprzednich i w XIX oraz w początkach XX wieku, gdy światło ze świec było na porządku dziennym vel nocnym, wielodzietne rodziny też.

Jest też jeszcze jeden problem, bo skoro kraj ma oszczędzać prąd i to cały kraj, prawdopodobnie wyłączać będą oświetlenie ulic, a w dobie wysokich cen paliw, popularne staną się wędrówki piesze. Żeby jednak w ciemności nie zderzyć się z jakimś słupem ociemniałej ulicznej latarni albo ręcznie nie napastować przechodnia lub, co jeszcze gorsze przechodni z naprzeciwka, trzeba radzić sobie w jakiś sposób i to zanim ktoś zwietrzy dobry interes.

Tym natomiast stać się może sprzedaż kieszonkowych noktowizorów, a te, jakże przydatne staną się wieczorową porą, gdy po zakupach w nastrojowo przyciemnionym sklepie, wracać będziemy obładowani siatami mrocznymi ulicami Irlandii do również ciemnych domów. Taki noktowizor można wykorzystywać też przy obieraniu ziemniaczków na wieczorny posiłek, czy przy porannym robieniu kanapek dziecku do szkoły, a gówniarza uczulić, żeby do kibelka wieczorową porą, to jednak chodził, lecz trzymając się ściany, a nie zaraz 40-watową żarówkę na korytarzu włączał, bo rozrzutność i elektryczne szaleństwo się skończyło.

Teraz zamawiając takie noktowizory na jednym z chińskich portali sprzedażowych, zapłacimy za sztukę jakieś 20 € z kosztem przesyłki, a cena wydaje się wręcz śmieszna, czyli można zakupić kilkaset sztuk, co jeszcze obniży cenę ogólną. Wtedy, gdy chińszczyzna dotrze do naszego domu, czekamy spokojnie na jesień, zapadający szybko mrok, a i pierwsze wyłączenia prądu i na Done Deala wstawiamy ofertę sprzedaży noktowizorów, ale już po 6, a nawet 7 dych.

Można też, bo to przecież zbliżają się święta Bożego Narodzenia, obdarować urządzeniem widzącym w ciemności rodzinę, a ta będzie nam dozgonnie wdzięczna.

Jest, czy też będzie plus tego nadchodzącego zaciemnienia, bo ponownie zobaczymy gwiazdy.

Bogdan Feręc

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Rodziców musi być
Czy licówki można