Funkcjonariusze w komunikacji publicznej to ogromne koszty

Dziwi mnie ten krzyk i lament, który podniósł się w ostatni czasie, a dotyczy Jednostki Policji Transportowej.

Owszem, może i w większych miastach miałaby niekiedy rację bytu, ale tylko czasami. Przyjmijmy też, że funkcjonariusze Jednostki Transportowej pojawialiby się cyklicznie w pociągach, ale właściwie tylko tam, bo w autobusach miejskich i tramwajach są zbędni. Dlaczego, zapyta dociekliwy, a ja odpowiem, że będą wyłącznie generować koszty dla budżetu lub firmy transportowej.

Jest przecież w środkach transportu publicznego monitoring, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby ten zintegrować z policyjnymi kamerami. Samo w sobie nie będzie to wystarczające, bo osoby śledzące przekaz z kamer, nie zawsze i od razu zauważą niebezpieczeństwo, ale i tu jest rozwiązanie, znane z kontynentu europejskiego.

Ściśle rzecz ujmując z wielu europejskich taksówek, które zamontowane mają specjalne i ukryte przed wzrokiem pasażerów przyciski, a te informują odpowiednie służby o zagrożeniu dla kierowcy i wysyłają również wiadomość o lokalizacji.

Cóż więc stoi na przeszkodzie, aby w irlandzkich tramwajach i autobusach zamontować taki przycisk alarmowy, a kierowca informowałby za jednym naciśnięciem palca najbliższą jednostkę policji lub nawet patrol, że potrzebuje wsparcia funkcjonariuszy. Można też iść o krok dalej, bo zamontować też drugi przycisk, a ten wysyłałby sygnał, że kierowca lub motorniczy podejrzewają, iż może dojść do zagrożenia lub zachowań antyspołecznych. Wtedy funkcjonariusze z najbliższego patrolu zmotoryzowanego, nie wsiadają nawet do pojazdu, a z włączonymi sygnałami świetlnymi takiemu towarzyszą.

Piesze patrole Gardy, co też mogłoby zwiększyć bezpieczeństwo pasażerów, mogą przecież prewencyjnie i weekendowo wybierać się na przejażdżki komunikacją miejską, czyli zwiększy się ich widoczność w tramwajach oraz autobusach, o co też się postuluje, ale w formie permanentnej.

Proste? Tak, o ile zacznie się myśleć.

Jest też kwestia pociągów podmiejskich i międzymiastowych, a ta wydaje się nieco bardziej skomplikowana, i tu raczej nie obędzie się bez fizycznego nadzoru, chociaż można też wypróbować metody z komunikacji miejskiej, a do pociągu, po powiadomieniu Gardy, wsiadają policjanci i na najbliższej stacji, robią porządek dostępnymi im środkami.

Niestety irlandzcy politycy, głównie opozycyjni, ale i koalicyjni, w ogóle nie idą w tym kierunku, a dążą ze wszystkich sił, wspieranie związkowymi głosami transportowców, iż albo pojawi się Policja Transportowa, albo sytuacja będzie się pogarszać. Związek NBRU dodaje, że kierowcy nie są ani przeszkoleni, ani wyposażeni w odpowiednie narzędzia prawne, by interweniować w sytuacjach zagrożenia, ale powiedzieć trzeba, że nikt od nich niczego takiego nie wymaga.

Na ciekawe stwierdzenie pozwolił sobie dzisiaj również wicepremier Leo Varadkar, więc odsunął odpowiedzialność za zaprowadzenie ładu i porządku w środkach transportu publicznego od gabinetu, a powiedział, że to władze Gardy powinny zająć się wydzieleniem takiej jednostki ze swoich szeregów.

No, ciekawe, bo skoro w Gardzie brakuje policjantów, żeby pełnili służbę na ulicach, to, jak wydzielą odpowiednią ilość funkcjonariuszy, żeby rozjeżdżali się autobusami, tramwajami, koleją podmiejską i pociągami dalekobieżnymi, aby odstraszać bandytów i złodziejaszków?! Trochę powagi Panie premierze In spe i realizmu do propozycji, bo sprawa jest poważna.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Magdalena Gołaszews
CIS: w czwartek Komi
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська