Trójmorze rośnie w siłę. Dubrownik 2026 jako moment dojrzewania regionu
Są takie projekty w historii Europy, które zaczynają się powoli, zamieraj, a następnie widać ich odrodzenie, a wszystko zaczęło się 10 lat temu od rozmów na marginesach szczytów, od deklaracji, które brzmią dobrze, lecz niewiele znaczą. Potem przychodzi moment, w którym nagle wszystko zaczyna się zazębiać, więc polityka, pieniądze, infrastruktura i ambicje. Inicjatywa Trójmorza właśnie wchodzi w ten etap, czyli dostała impuls, który doskonale był widoczny podczas ostatniego szczytu tej grupy.
Dubrownik w 2026 roku nie stał się tylko kolejnym spotkaniem polityków, bo było potwierdzenie, że region między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym przestaje być „Europą pmiędzy”, a zaczyna być Europą „w centrum”. Prezydent Karol Nawrocki uczestnicząc w 11. Szczycie Inicjatywy Trójmorza, nie zostawił miejsca na półtony i podkreślił, że Polska nie tylko współtworzyła ten projekt, ale pozostaje jego jednym z najważniejszych motorów. Co ciekawe, nie jest to dyplomatyczna kurtuazja, a chłodna diagnoza rzeczywistości, bo Trójmorze to dziś nie idea. To organizm, który zaczął rosnąć.
Jeszcze dekadę temu Europa Środkowo-Wschodnia traktowana była jak młodszy kuzyn tzw. starej Unii Europejskiej, natomiast dziś zaczyna mówić własnym głosem i, co ważniejsze, zaczyna być słuchana. Jak zaznaczył Nawrocki, obszar Inicjatywy Trójmorza należy do najszybciej rozwijających się regionów świata. Liczby są konkretne, ponieważ to około 2 bilionów euro rocznie i niemal 20 procent PKB całej Unii Europejskiej. Trzynaście państw tworzących inicjatywę to dziś, liczona łącznie, siódma gospodarka świata, czyli to już nie jest peryferie, a całkiem poważny rynek.
Ten zaś przyciąga uwagę, inwestorzy nie przyjeżdżają z grzeczności, bo pojawiają się tam, gdzie widzą wzrost, stabilność i potencjał. A Trójmorze zaczyna z kolei oferować wszystkie trzy te rzeczy naraz.
W tej układance Polska gra rolę szczególną. Nie tylko jako państwo założycielskie, ale jako coś więcej, jako rzecznik całego projektu. Nawrocki mówi o Trójmorzu jak o fundamencie konkurencyjności Europy i motorze współpracy transatlantyckiej i trudno uznać to za przesadę. Jeśli spojrzeć na mapę infrastruktury, kierunki inwestycji oraz przepływy kapitału, wyraźnie widać, że region zaczyna się spinać, więc północ z południem, wschód z zachodem.
To nie jest proces spektakularny jak otwarcie jednego mostu czy gazociągu. To raczej cierpliwe zszywanie kontynentu, taka mrówcza praca, której nie widać na pierwszej stronie gazet, ale bez której wszystko się rozłazi.
Zapyta dociekliwy o najbardziej namacalny dowód dojrzewania inicjatywy, a odpowiedź jest wówczas prosta, czyli biznes. Forum Biznesu towarzyszące szczytowi w Dubrowniku pokazało coś istotnego, że ramy polityczne, które stworzone były ponad dekadę temu, zaczynają się wypełniać realną treścią. Firmy, inwestorzy, instytucje finansowe, oni już nie pytają, „czy to ma sens”. Oni pytają, „gdzie można wejść i zarobić”.
Polska delegacja była jedną z najliczniejszych i nie była to wycieczka krajoznawcza, bo to byli ludzie, którzy przyjechali robić interesy. Polskie firmy, jak podkreślano, zaczynają wyznaczać kierunki współpracy. Przykład? Sektor kosmiczny. Spółka Creotech Instruments inicjuje współpracę na rzecz stworzenia hybrydowej konstelacji satelitarnej Trójmorza. Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak science fiction z konferencji technologicznej, a dziś… to konkretna propozycja współpracy regionalnej.
To wszystko pokazuje z kolei jedną rzecz, czyli Trójmorze nie jest już tylko projektem infrastrukturalnym. Ono zaczyna wchodzić w obszary wysokich technologii, cyfryzacji, bezpieczeństwa danych, ale też tworzy nowe struktury bezpieczeństwa energetycznego. Dobitnym wskazaniem będzie projekt magistrali gazowej z okolic Adriatyku po Bałtyk, więc droga uniezależniająca pas Trójmorza zarówno od Federacji Rosyjskiej, jak i od gazociągów ze starej Europy, więc nie ma sensu udawać, że sercem całej inicjatywy nie jest energetyka. I to tutaj Dubrownik przyniósł najwięcej konkretów.
Polska jasno zadeklarowała gotowość do pełnienia roli „bramy północy” dla amerykańskiego gazu. To nie jest slogan marketingowy, a strategia oparta na realnych inwestycjach, w tym w terminal LNG w Świnoujściu, rozwój infrastruktury na Bałtyku oraz stworzenia planów pływającego terminalu. W tle tej deklaracji jest coś jeszcze – zmiana logiki regionu. Państwa, które przez dekady były uzależnione od jednego kierunku dostaw, dziś budują alternatywy, interkonektory, sieci przesyłowe, nowe źródła energii.
To nie stanie się z dnia na dzień, ale zaczęło dziać się konsekwentnie.
Spotkanie Nawrockiego z amerykańskim sekretarzem energii Chrisem Wrightem tylko to potwierdziło. Rozmowy dotyczyły nie tylko Polski, lecz całego regionu. Wspólny mianownik był prosty: dywersyfikacja i bezpieczeństwo. W Dubrowniku wyraźnie wybrzmiało, że Stany Zjednoczone pozostają strategicznym partnerem Trójmorza, a nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo militarne. Dodatkowo pojawiło się zapewnienie, że to Polska stanie się dostawcą amerykańskiego gazu dla całego regionu. Ameryka patrzy na pas Trójmorza jak na przestrzeń wzrostu, rynek energii, infrastruktury, technologii, więc to wszystko obszary, w których współpraca może być opłacalna dla obu stron.
Z perspektywy państw Trójmorza oznacza to dostęp do kapitału, nowoczesnych technologii i know-how, a z perspektywy USA, obecność w jednym z najbardziej dynamicznych regionów świata. To układ, który, jeśli zostanie dobrze rozegrany, może być korzystny dla wszystkich.
Jednym z najciekawszych wątków Dubrownika była propozycja powołania Banku Rozwoju Trójmorza. To natomiast wyraźny sygnał, że inicjatywa zaczyna myśleć o sobie nie tylko jako o platformie współpracy, ale jako o strukturze zdolnej do samodzielnego finansowania projektów. Prawda jest tu prosta: rozwój kosztuje, a kto ma własne narzędzia finansowe, ten gra na własnych zasadach – nie oglądając się na drogie kredyty i pożyczki z Unii Europejskiej.
Jeśli ten pomysł zostanie zrealizowany, Trójmorze może wejść na zupełnie nowy poziom i z inicjatywy koordynacyjnej stać się realnym blokiem gospodarczym, który za kilka lat, stanie się konkurentem UE.
Symboliczny, ale ważny element całej układanki to obecność Polski w pracach G20. Zaproszenie ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa nie jest przypadkiem. To efekt wieloletniej transformacji i wzrostu gospodarczego, ale, co też istotne, Nawrocki wyraźnie podkreślił, że Polska nie idzie tam tylko w swoim imieniu. Ma reprezentować cały region, a to zmienia całkowicie optykę. Trójmorze przestaje być projektem wewnętrznym Unii Europejskiej. Zaczyna być aktorem, który może mówić na globalnych forach własnym głosem.
Dołączenie Włoch jako partnera strategicznego to kolejny sygnał, że inicjatywa przyciąga uwagę coraz większych graczy. Lista partnerów – od USA po Japonię i Komisję Europejską, robi się coraz bardziej imponująca. To nie jest przypadek, bo bardziej efekt konsekwentnego budowania projektu, który zaczyna być postrzegany jako stabilny i perspektywiczny.
Trójmorze wciąż nie jest projektem idealnym, nadal stoi przed wyzwaniami, w tym finansowymi, politycznymi, infrastrukturalnymi, ale różnica polega na tym, że dziś są to wyzwania rozwijającego się organizmu, a nie problemy koncepcji bez przyszłości.
Dubrownik pokazał, że inicjatywa dojrzewa, że przechodzi z fazy deklaracji do fazy realizacji, więc to moment, w którym mniej się mówi, a więcej buduje. Trójmorze, co też jest bardzo ważne, nie krzyczy, nie robi wielkich gestów pod publiczkę, ono rośnie, teraz wydaje się, że już systematycznie, choć mozolnie, ale konsekwentnie i właśnie w tym tkwi jego siła.
Historia Europy zna wiele projektów, które zaczynały się od wielkich słów i kończyły na papierze. Trójmorze idzie inną drogą, więc najpierw będzie infrastruktura, potem wpływy. Najpierw współpraca, potem siła, ergo, odwrotnie, niż proponuje to od lat Unia Europejska.
Dubrownik 2026 nie był finałem, był kolejnym krokiem, a wszystko wskazuje na to, że następne będą jeszcze większe.
Bogdan Feręc
Źr. Prezydent.pl/Money.pl/TVN
Fot. Grzegorz Jakubowski – Kancelaria Prezydenta RP
