Teatr nieudolności. Jak Bruksela próbuje przykryć energetyczną zapaść historycznymi frazesami
Zamiast konkretnych strategii – historyczne porównania, zamiast ulgi dla obywateli – nakaz utrzymania „rezerw finansowych”. Nieformalny szczyt na Cyprze stał się kolejnym dowodem na to, że liderzy Unii Europejskiej, w którym udział bierze premier Micheál Martin, dryfują po oceanie niepewności, nie mając ani kompasu, ani chęci, by przejąć stery. Retoryka, którą karmią nas brukselskie elity, zaczyna przypominać desperacką próbę ukrycia faktu, że europejski silnik gospodarczy krztusi się przy pełnej bierności tych, którzy powinni go naprawiać.
Premier Irlandii kreśląc czarne scenariusze, rzuca datami niczym zaklęciami, czyli odnosi się do kryzysów z lat: 1973, 1979, 2022, a to próba zrównania obecnego kryzysu z największymi szokami naftowymi w historii, która ma jeden oczywisty cel, zrzucić odpowiedzialność na „czynniki zewnętrzne”. Sugestia, że mamy do czynienia z kumulacją trzech potężnych kryzysów jednocześnie, jest wygodnym alibi dla szefów rządów, które nie zamierzają wprowadzać jeszcze budżetów korygujących koszty życia przed jesienią.
To jest natomiast klasyczna technika zarządzania przez strach, a tę można tłumaczyć, że jeśli wmówimy ludziom, że walczymy z historycznym kataklizmem, być może nie zauważą, że naszą jedyną odpowiedzią jest „spory pesymizm” i czekanie na cud.
Polityczna farsa trwa w najlepsze, przynajmniej, gdy przyjrzymy się priorytetom liderów. Podczas gdy ceny energii drenują portfele Europejczyków, premierzy wolą wymieniać się złośliwymi uwagami w kuluarach.
Donald Tusk żartując o „braku Rosjan w pokoju” po porażce Viktora Orbána, serwuje opinii publicznej raczej tanią rozrywkę, zamiast rozwiązań, a to nic innego, jak igrzyska dla mas, mające przykryć bezradność wobec faktu, że wieloletni budżet UE o wartości 1,8 biliona euro wciąż jest w sferze planów, a jego realne efekty dla bezpieczeństwa energetycznego to pieśń odległej przyszłości.
Co gorsza, Micheál Martin otwarcie przyznaje, że nadwyżki finansowe są „zainwestowane”, więc nie ma mowy o doraźnym wsparciu dla udręczonych obywateli. Rząd zasłania się długofalowymi projektami morskiej energetyki wiatrowej, które w żaden sposób nie obniżą rachunków za prąd w nadchodzącym sezonie. To z kolei jest szczyt arogancji, by kazać ludziom zaciskać pasa i „zachowywać rezerwy”, gdy państwo odmawia wykorzystania własnych zasobów w obliczu deklarowanego „historycznego szoku”.
Przywódcy UE, jak widać było podczas szczytu, zamknęli się w bańce poufnych kolacji i jałowych dyskusji o Bliskim Wschodzie czy Cieśninie Ormuz, traktując kryzys energetyczny jako dopust boży, na który nie mają wpływu.
Prawda jest jednak taka, że ta rzekoma bezsilność to wynik lat błędnych decyzji i obecnej niekompetencji. Zasłanianie się wojną i agendami IEA nie zmieni faktu, że Europa potrzebuje liderów potrafiących działać tu i teraz, a nie historyków-amatorów, którzy potrafią jedynie wyliczać daty dawnych klęsk, sami przygotowując grunt pod nową, jeszcze gorszą.
Bogdan Feręc
Źr. RTE/AFP
Fot. Dzięki uprzejmości RTE
