System stworzony, by odrzucać. Iluzja procedury odwoławczej w sidłach parkingowego rygoru
Procedura nakładania blokad na koła pojazdów od lat budzi olbrzymie kontrowersje wśród kierowców, stając się jednym z najbardziej frustrujących elementów poruszania się po przestrzeni miejskiej. Choć oficjalnie system ten ma na celu zapobieganie chaosowi komunikacyjnemu i wymuszanie przestrzegania przepisów, w rzeczywistości coraz częściej przypomina bezwzględną machinę finansową, w której brakuje miejsca na jakikolwiek ludzki błąd czy logikę.
Statystyki pokazują porażający obraz rzeczywistości, w której szary obywatel stoi na straconej pozycji w starciu z bezdusznymi procedurami i w roku ubiegłym skala tego zjawiska osiągnęła zatrważający poziom stu czterdziestu trzech tysięcy zablokowanych samochodów. Liczba ta dobitnie świadczy o powszechności procederu, jednak to kolejny wskaźnik ujawnia prawdziwy dramat kierowców. Spośród tysięcy osób, które zdecydowały się na wejście na oficjalną ścieżkę odwoławczą, zaledwie cztery wnioski odniosły zamierzony skutek. Oznacza to, że tylko marginalna, wręcz niezauważalna część odwołań zostaje rozpatrzona pozytywnie, więc dane rzucają ponury cień na instytucję odwoławczą, sugerując, że jej istnienie ma charakter czysto fasadowy.
Doświadczenia kierowców, takich jak Pádraig Wilson McCarthy, który na w stacji News Talk opowiedział o swoich wielokrotnych, lecz zawsze bezskutecznych próbach walki z systemem, potwierdzają najgorsze przypuszczenia.
Nawet w sytuacjach, gdy intencje kierowcy były w pełni uczciwe, a opłata za parking została faktycznie wniesiona, najmniejsza pomyłka techniczna staje się pretekstem do nałożenia dotkliwej kary. Przykładem tego jest rutynowa sytuacja, w której kierowca, spiesząc się i korzystając z nieznanego sobie samochodu, pomylił ostatnią cyfrę numeru rejestracyjnego podczas wprowadzania danych do systemu. Mimo natychmiastowej próby wyjaśnienia sprawy w momencie, gdy pracownik firmy dopiero zakładał blokadę, oraz posiadania dowodu wpłaty, machina administracyjna okazała się nieubłagana.
Przejście przez całą ścieżkę reklamacyjną – od prywatnej firmy parkingowej aż po Krajowy Urząd Transportu (NTA) – uświadamia poszkodowanym jedno, że system nie został zaprojektowany po to, aby szukać sprawiedliwości czy rozstrzygać spory w duchu partnerstwa.
Cały proces jawi się jako celowo skonstruowany mechanizm filtrujący, którego ukrytym zadaniem jest zniechęcenie ludzi do podejmowania jakichkolwiek prób walki o swoje prawa. Przewlekłość procedur, skomplikowane formularze i nieskończenie długi czas oczekiwania na jakąkolwiek odpowiedź mają za zadanie zmęczyć skarżącego i zmusić go do rezygnacji.
W obecnym kształcie system nakładania blokad przestał pełnić funkcję edukacyjną i porządkową, a stał się narzędziem bezwzględnego egzekwowania rygoru, w którym błąd traktowany jest na równi z celowym łamaniem prawa. Dopóki procedury odwoławcze nie zostaną zreformowane i humanizowane, kierowcy pozostaną zakładnikami systemu, w którym z góry są skazani na porażkę, uważa duża część kierowców.
***
Natomiast w moim przekonaniu, większość kierowców w Irlandii łamie jednak zakazy parkowania w niedozwolonych miejscach, co można zauważyć w każdym mieście, więc procedura odwołania jest wyłącznie próbą zaoszczędzenia pieniędzy. Nie mam w komentarzu na myśli osób, które, jak zostało powiedziane wcześniej, błędnie wprowadziły numer rejestracyjny, a po prostu źle zaparkowały.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Fot. CC Sheila1988
