Rynek nieruchomości w Irlandii przewartościowany jest o 17 procent
Analitycy z Ekonomicznego i Społecznego Instytutu Badań opublikowali wyniki swoich badań, które potężnie uderzają w poczucie finansowego bezpieczeństwa wielu rodzin na Zielonej Wyspie. Z najnowszego raportu ESRI wynika jednoznacznie, że wyceny domów oraz mieszkań na irlandzkim rynku skoczyły do poziomów drastycznie mijających się z rzeczywistą wartością wynikającą z wskaźników gospodarczych, ale też jakości domów.
Wyceny są zawyżone aż o 17 procent. Eksperci zbadali rynek przez pryzmat realnych dochodów ludności, wysokości stóp procentowych oraz dynamicznych zmian demograficznych. Wniosek końcowy nie pozostawia złudzeń, więc dystans pomiędzy rosnącymi kosztami zakupu własnego lokum a portfelami obywateli drastycznie się powiększył od czasu ostatniej, analogicznej analizy przeprowadzonej pod koniec 2024 roku.
Głównym motorem napędzającym tę niebezpieczną spiralę stał się fundamentalny rozjazd pomiędzy dynamiką płac a tempem dyktowania cen przez sprzedających. Ceny rynkowe rosną w tempie, do którego przeciętna pensja po prostu nie ma dostępu. Dodatkowym ciężarem stały się wyższe stopy procentowe kredytów hipotecznych, które skokowo podniosły miesięczne raty, a i wzrosną zapewne jeszcze w tym miesiącu.
W efekcie to właśnie gospodarstwa domowe o średnich dochodach znalazły się w najgorszym położeniu od lat, biorąc na swoje barki główny ciężar obecnej drożyzny. Młode rodziny oraz osoby próbujące kupić swoje pierwsze mieszkanie natrafiają na barierę finansową, której nie są w stanie przebić bez popadania w skrajne wyrzeczenia.
Choć skala problemu budzi zrozumiały niepokój, analitycy akcentują wyraźne różnice konstrukcyjne pomiędzy obecnym stanem rzeczy a tragicznym w skutkach załamaniem z 2008 roku. Zjawisko, z którym mierzy się dzisiaj irlandzkie państwo, różni się strukturalnie od gigantycznej bańki spekulacyjnej sprzed lat. Wówczas rynek pompowały rozdawane na prawo i lewo bezrefleksyjne kredyty oraz rażąco luźne kryteria przyznawania pożyczek bankowych. Dziś zadłużenie prywatne mieszkańców Szmaragdowej Wyspy oraz ogólny poziom akcji kredytowej pozostają na rozsądnych poziomach. System finansowy charakteryzuje się znacznie większą odpornością, co wyklucza bezpośrednie ryzyko powtórki tamtej katastrofy bankowej.
Jednak obecna rzeczywistość kryzysowa nie wynika ze sztucznie wykreowanego długu, ale z głębokiej paraliżującej niewydolności po stronie podaży.
Ilość oddawanych do użytku inwestycji mieszkaniowych drastycznie mija się z zapotrzebowaniem szybko rosnącego społeczeństwa. Brak dostatecznej liczby domów tworzy potężną presję popytu, w której kupujący rywalizują o nieliczne dostępne obiekty mieszkalne, niebotycznie windując stawki w górę.
Dr Paul Egan z ESRI wprost wskazuje, że wyceny oderwały się od realiów ekonomicznych, a rynek boryka się nie z bańką opartą na tanim kredycie, lecz ze strukturalnym brakiem możliwości wybudowania odpowiedniej liczby domów. Władze muszą zatem uważnie monitorować rynek, gdyż bez radykalnego przyspieszenia budownictwa presja cenowa będzie stale narastać.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Dónal Kennedy on Unsplash
