Przedwczesna radość

Wszyscy przyjmujący z zadowoleniem nowe przepisy, które dotyczą uchodźców z Ukrainy, powinni mieć na uwadze, że od 1 lutego mają nową konkurencyjną grupę poszukującą mieszkań na rynku najmu.

Rząd w swoich próbach zaradzenia problemowi zbyt dużego napływu uchodźców z Ukrainy postanowił, bez specjalnego zastanowienia, że ograniczy możliwość przybywania na wyspę, a uczyni to za pośrednictwem pieniędzy. Obniżył więc kwotę wsparcia dla uchodźców do niecałych 39 € na tydzień i szczęśliwy, jak objedzone prosię, czekał, co się stanie.

Do tego natomiast, żeby dodatkowo zniechęcić Ukraińców do przyjazdu na wyspę, gwarantować będzie uchodźcze mieszkania przez niecałe trzy miesiące, by po tym okresie powiedzieć, żeby radzili sobie sami.

Świetna, wręcz idealna decyzja dla wszystkich tych, którzy są zdania, że uchodźców z Ukrainy jest w Irlandii zbyt duża grupa, więc rząd zrobił ukłon w ich stronę i spełnił żądania niezadowolonych z ponad stutysięcznej, a rosnącej grupy uchodźców, od dawna nienazywanych przeze mnie wojennymi.

Tak? To dobra decyzja?

A pomyślał ktoś, co po 90 dniach z gwarancją zakwaterowania stanie się z uchodźcami, których właściwie wyrzuci się na bruk? Wyjścia są w takich przypadkach właściwie tylko dwa, choć widzę i trzecie, ale po kolei.

Jeżeli taki Ukrainiec, zakończy okres rządowej ochrony mieszkaniowej, a jest ich już w kraju, lekką ręką licząc ok. 500 osób, wszyscy trafią na ulicę, czyli staną się osobami bezdomnymi. Zamieszkają wówczas w namiotach, a że idzie lato, specjalnie nie będzie im się żyło źle. To jednak może stać się problemem dla kraju, gdyż niezadowolenie uchodźców, którzy liczą na ochronę międzynarodową, może przybrać rozmiary protestu i rząd zmuszony zostanie do reakcji. Ukraińcy nie biorą jeńców, więc i nie dadzą się spacyfikować Gardzie, czyli zamieszki na ulicach są już teraz prawdopodobne.

Scenariusz drugi, po 90 dniach uchodźcy zaczynają szukać mieszkań na zdewastowanym brakiem działań rządu rynku najmu i w prosty sposób stają się konkurencją dla rezydentów Republiki Irlandii. To przyczyni się do kolejnego zmniejszenia puli dostępnych w kraju mieszkań, ale wpływać może też na wzrosty czynszów, jakie są już teraz bardzo wysokie.

Tak na marginesie, czynsze, nawet w mniejszych miastach, zaczynają bić rekordy, jak stało się w Longford, gdzie za dwusypialniowy apartament, żąda się już miesięcznej opłaty w wysokości 2000 €.

Powiem to tak, jeżeli ujawni się druga wersja problemu, jaki za chwilę może się uwypuklić, już teraz nazwę to strzałem rządu we własną stopę.

Wspomnę też o możliwości trzeciej, więc pomocy samych Ukraińców swoim pobratymcom, bo o ile będzie to trochę problematyczne, mogą oni przyjmować tracących zakwaterowanie do obecnych mieszkań i domów, w jakich zakwaterowani są bez wnoszenia opłat za korzystanie z irlandzkiego dobrodziejstwa.

Tak się zastanawiam, kiedy na to wszystko zareaguje Irlandia, bo przecież wciąż mówi się o Ukraińcach, o pomocy, nawet tej krótkotrwałej, a ilość rodzimych bezdomnych rośnie i nie zamierza to iść w innym kierunku. Brak mieszkań i domów na wynajem jest obecnie na poziomie wysokim, czynsze, jak wiemy o tym wszyscy, pożerają dużą część z naszych zarobków, a i wiele osób siedzi na beczce prochu i czeka, aż landlord przyjdzie i powie, że albo podnosi „rent”, albo postanowił sprzedać dom.

Rozwiązaniem nie jest też propozycja Sinn Féin, która mówi, że należy zwiększyć ilość budowanych domów, bo to zadanie na kilka lat, a i zmuszanie Ukraińców do ubiegania się o azyl w Irlandii, nie rozwiązuje problemu z tą grupą uchodźczą.

Przyznam, że skłaniam się ku jednej z propozycji Sinn Féin i People Before Profit, więc tymi są zamrożenie czynszów, co jakoby niezgodne jest z Konstytucją Republiki Irlandii, a i jestem za wprowadzeniem zakazu eksmisji, a ten przez chwilę w kraju już obowiązywał. Oczywiście zrozumiem argument, że jest działanie wbrew możliwości zarządzania własnym majątkiem, ale przypomnę, że każdy z rządów na świecie ma ustawy specjalne, jakie wchodzą w życie w stanach wyższej konieczności.

Za taki stan w Irlandii można uznać permanentny kryzys mieszkaniowy i na tej podstawie wprowadzić zarządzenia, o których mówią wszystkie już teraz ugrupowania opozycyjne. Niestety nie mają większości w parlamencie i żeby taki ruch był możliwy, należy zacząć działać na poziomie lokalnym.

Tak dla przypomnienia, wkrótce mamy wybory lokalne, więc te, w których może wziąć udział każdy, Polacy też, żeby nie było niedomówień. Wówczas oddać głos na kandydatów, którzy chcą coś w kraju zmienić i dać im władzę w miastach oraz gminach. Wcześniej można również wykorzystać, tym razem posłów i senatorów trwającej kadencji, czyli zainteresować ich swoją trudną sytuacją mieszkaniową. Nie należy natomiast pozwolić, aby odpowiedzieli sztampowym listem, że wszystkim nam jest ciężko, bo jednak duża część z nas znajdzie argumenty, aby zachęcić lokalnego posła do współpracy na pewnych polach.

Ta druga część felietonu jest wskazówką, jak trzeba teraz postępować, aby dać wyraźny sygnał, że niezadowolenie w społecznościach jest już wysokiego poziomu i nie czekać, aż ktoś zrobi to za nas.

Bogdan Feręc

Photo by Micaela Parente on Unsplash

Udostępnij:
ZNAJDŹ NAS: