Presja inflacyjna wciąż drenuje portfele. Konsumenci zmuszeni do drastycznych cięć wydatków
Codzienne zakupy stały się dla wielu gospodarstw domowych źródłem ciągłego stresu finansowego, a zjawisko rosnących cen zmusza coraz większą grupę mieszkańców Irlandii do przewartościowania swoich dotychczasowych nawyków konsumpcyjnych. Z opublikowanego właśnie sierpniowego indeksu nastrojów konsumentów Credit Union jednoznacznie wynika, że stały wzrost kosztów utrzymania zmusza społeczeństwo do przekierowywania stałych dochodów na artykuły pierwszej potrzeby. Odbywa się to jednak kosztem rozrywki, wypoczynku czy tradycyjnych wydatków wypoczynkowych. Drożejąca żywność oraz stałe rachunki dominują w strukturze wydatków, a luka między realnym dochodem a opłatami stale się powiększa.
Z badań zaprezentowanych w raporcie wyłania się niepokojący obraz codzienności i aż sześciu na dziesięciu konsumentów wprost przyznaje, że z powodu inflacji wydaje dziś na podstawowe opływy domowe znacznie więcej środków niż dokładnie rok temu. Podwyżki nie oszczędziły niemal żadnej kluczowej sfery. Poza koszykiem spożywczym, wyraźny skok opłat dotknął rachunków za media, ubezpieczeń oraz usług telekomunikacyjnych.
Błędne koło niskich dochodów i zaciskanie pasa
Analitycy zwracają uwagę na szczególnie trudne położenie osób o najniższych uposażeniach, dla których inflacja przestała być jedynie pojęciem z podręczników ekonomii, a stała się barierą w zaspokajaniu elementarnych potrzeb. Gospodarstwa domowe o skromnych dochodach znalazły się pod tak silną presją, że zmuszone są do ograniczania nawet codziennych zakupów spożywczych.
Główną przyczyną tej defensywnej postawy jest fakt, że nominalny wzrost cen wyprzedza jakiekolwiek realne oszczędności. Ekonomista Austin Hughes, który sprawuje nadzór merytoryczny nad opracowaniem wskaźnika Credit Union, wyciąga z zebranych danych bardzo konkretne wnioski. Wskazuje jednoznacznie, że to właśnie wyższa dynamika cen w skali roku stanowi bezpośredni powód powszechnego redukowania wydatków przez rodziny.
Co istotne, uboższe gospodarstwa domowe wydają w tym roku proporcjonalnie znacznie więcej środków na energię. Nie wynika to z większego zużycia, lecz z uwarunkowań strukturalnych, a grupy te najczęściej zamieszkują budynki o niskiej efektywności energetycznej, słabszym standardzie ocieplenia i korzystają ze starszych, bardziej paliwożernych pojazdów. W efekcie skok taryf uderza w nie ze zwielokrotnioną siłą. Badanie wskazuje również, że dynamiczny wzrost kosztów opłat domowych jest wyjątkowo dotkliwie odczuwany przez osoby starsze, które często dysponują stałym, niepodlegającym waloryzacji budżetem.
Jak zauważa Austin Hughes: „Chociaż większość konsumentów twierdzi, że wydaje teraz więcej na rzeczy pierwszej potrzeby niż rok temu, stosunkowo niewielu wydaje więcej na dobra uznaniowe i wyjścia, podczas gdy znacznie większa liczba osób przyznaje, że ograniczyła wydatki w tych obszarach”. Analityk dodaje, że odsetek osób zmuszonych do obcinania wydatków na przyjemności, kulturę czy wakacje, rośnie wraz z wiekiem respondentów i jest najbardziej widoczny wśród tych, którzy na co dzień mierzą się z trudnościami w wiązaniu końca z końcem. Potwierdza to regułę, że rosnące koszty w pierwszej kolejności wypychają z budżetów rekreację, a w dalszej – wymuszają cięcia w podstawowym koszyku żywnościowym.
Realne dochody w odwrocie – statystyka kontra rzeczywistość
Złudne okazują się ogólne dane statystyczne dotyczące wzrostu przychodów. Choć oficjalne wskaźniki pokazują, że łączne dochody gospodarstw domowych w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku były o 4,2 procent wyższe w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, to nie oddają one pełnego ciężaru sytuacji. Hughes przytacza kontekst demograficzny, więc uwzględniając szybki wzrost populacji, realny wskaźnik przypadający na głowę mieszkańca w wielu przypadkach oznacza odczuwalny spadek siły nabywczej.
Wyniki ankiety przeprowadzonej przez Core Research dobitnie pokazują, że realne zarobki nie nadążają za tempem wzrostu cen na półkach sklepowych:
- zaledwie jeden na dziesięciu konsumentów uważa, że jego dochody wzrosły w tempie szybszym niż wcześniej oczekiwał,
- dwukrotnie większa grupa badanych deklaruje, że ich zarobki wzrosły w stopniu wyraźnie mniejszym od zakładanego,
- blisko dwóch na pięciu konsumentów (około 40 procent) stwierdza brak jakiejkolwiek zmiany w poziomie swoich dochodów na przestrzeni roku,
- aż jedna na siedem osób odnotowała bezwzględny spadek swoich przychodów.
Zjawisko realnego spadku dochodów najsilniej dotknęło dwie konkretne grupy społeczne, czyli młodych dorosłych w przedziale wiekowym od 25 do 34 lat oraz osoby zarabiające w najniższych rejestrach płacowych. Dla młodych ludzi, dopiero budujących swoją stabilność zawodową, zderzenie z rosnącymi kosztami najmu, energii i żywności okazuje się wyjątkowo bolesne.
Nastroje społeczne: krucha stabilizacja na niskim poziomie
Samo badanie nastrojów konsumenckich Credit Union przyniosło w sierpniu nieznaczną korektę wskaźnika. Indeks wzrósł z poziomu 61,6 pkt. wykazanego w lipcu do wartości 63,2 pkt., co formalnie stanowi najwyższy wynik od lutego. Eksperci przestrzegają jednak przed wyciąganiem z tego faktu zbyt optymistycznych wniosków.
Różnica ta jest na tyle mała, że pozostaje w granicach błędu statystycznego i nie oznacza przełomu w postrzeganiu sytuacji rynkowej. Austin Hughes podsumowuje, że ogólny ton sierpniowych analiz nie daje podstaw do euforii. Irlandzki konsument wciąż z dużą rezerwą i zaniepokojeniem patrzy na szersze perspektywy gospodarcze kraju, a własną sytuację finansową ocenia przeważnie krytycznie.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Maddi Bazzocco on Unsplash
