„To tylko wstrzymanie wykonania wyroku”. Dáil przyjmuje tymczasowy hamulec dla cen paliw
Nadzwyczajne posiedzenie Dáil Éireann zakończyło się rozstrzygnięciem, które na pierwszy rzut oka przynosi ulgę portfelom irlandzkich kierowców, choć w kulisach parlamentarnych próżno szukać prawdziwego triumfu. Izba przegłosowała odsuniecie w czasie powrotu pełnych stawek akcyzy na benzynę i olej napędowy, jednak dla obozu rządzącego ma to gorzki posmak.
Mimo sprawnego przebiegu samego głosowania, przyjęty wcześniej schemat stopniowego przywracania podatków obnażył głębokie podziały polityczne i zarysował ponurą perspektywę na nadchodzącą zimę. Samo głosowanie odbyło się wczoraj w porze lunchu, zaledwie z dwudziestominutowym poślizgiem względem pierwotnego harmonogramu. Rząd zdołał przeforsować swoją propozycję większością głosów dwa do jednego (104 do 46), po czym parlament natychmiast udał się na kolejną przerwę w obradach, wyznaczając termin następnego spotkania na 16 września.
Etapowe wycofywanie ulg i miliardowe koszty
Przegłosowany dokument nie oznacza jednak bezterminowego zamrożenia podatków paliwowych, a jedynie rozłożenie w czasie procesu, który dla wielu gospodarstw domowych będzie wyjątkowo dotkliwy. Zniesienie preferencyjnych stawek nie nastąpi gwałtownie. Zamiast tego obniżka wynosząca dotychczas 27 centów na litrze benzyny oraz 32 centy na litrze oleju napędowego, wygaszana ma być w czterech miesięcznych etapach. Proces ten wystartuje w listopadzie i potrwa do końca lutego 2027 roku.
Występujący w roli lidera rządowej inicjatywy minister finansów Simon Harris precyzyjnie podliczył koszty tej decyzji. Pełne utrzymanie ulg podatkowych na paliwa do końca przyszłorocznej wiosny pochłonie z budżetu państwa 477 milionów euro. Na tym jednak wydatki się nie kończą. Równolegle podjęto decyzję o wstrzymaniu planowanych podwyżek podatku węglowego oraz o wdrożeniu dedykowanych programów osłonowych dla najbardziej wrażliwych sektorów gospodarki. Całkowity pakiet stabilizacyjny zamknie się kwotą 1,3 miliarda euro.
Harris argumentował, że Irlandia znajduje się pod silnym wpływem zewnętrznych wstrząsów geopolitycznych, wskazując bezpośrednio na napięcia na Bliskim Wschodzie i konflikt w Iranie. Przedstawiciele koalicji przypominali również, że mimo presji rynkowej, ceny na irlandzkich stacjach wciąż utrzymujące się wyraźnie poniżej granicy 2 euro za litr. Jak dodał, wypadają korzystnie na tle innych państw europejskich, gdzie kierowcy płacą od 2,07 do 2,18 euro. Przewodniczący rządowym pracom Simon Harris przestrzegał jednak przed składaniem deklaracji bez pokrycia. Zapewniając o elastyczności gabinetu, podkreślił, że nikt nie jest w stanie przewidzieć realiów rynkowych pod koniec roku, a tym bardziej w 2027 roku. W jego ocenie żaden rząd nie posiada narzędzi pozwalających w pełni odizolować obywateli od globalnego szoku energetycznego, a twierdzenie przeciwnie byłoby nadużyciem i nieuczciwością wobec wyborców.
Opozycja wściekła: „To tylko wstrzymanie wykonania wyroku”
Mimo sprawnego uchwalenia przepisów, linia obrony rządu spotkała się z bezwzględną krytyką ław opozycyjnych. Głównym zarzutem był fakt, że parlament został zwołany w trybie nadzwyczajnym z letniej przerwy w obradach tylko po to, by przyjąć rozwiązanie po prostu odsuwające problem w czasie. Politycy opozycji wprost sugerowali, że rząd wystraszył się widma masowych protestów społecznych, które mogłyby wybuchnąć w wyjątkowo niefortunnym momencie, czyli podczas powrotu dzieci do szkół oraz na progu objęcia przez Irlandię prezydencji w Unii Europejskiej.
Liderka Sinn Féin Mary Lou McDonald przypomniała, że osobiście wnioskowała o przerwanie parlamentarnych wakacji i zwołanie Dáil, aby zatrzymać wzrost cen. Przyjęty kształt ustawy uznała jednak za niewystarczający, określając dotychczasowe tempie prac jako ślimacze. W jej opinii zawieszenie nad obywatelami widma podwyżek w kolejnych miesiącach to świadomy wybór polityczny, a nie wyższa konieczność.
W podobnym, ostrym tonie wypowiedział się rzecznik Sinn Féin ds. finansów Pearse Doherty. Stwierdził, że zwołanie izby było dla koalicji upokarzającym odwrotem pod naciskiem społecznym. Zwracając się bezpośrednio do posłów większości rządzącej, wezwał ich, by po powrocie do swoich okręgów otwarcie przyznali wyborcom, że zagłosowali za stopniowym utrudnianiem im życia w trakcie nadchodzącej zimy.
Krytyka płynęła również ze strony Partii Pracy. Jej liderka Ivana Bacik zauważyła, że mechaniczne przedłużanie obniżek akcyzy nie zastąpi długofalowej strategii walki z rosnącymi kosztami życia ani przemyślanej polityki klimatycznej. Zwróciła uwagę na trudną sytuację ludzi pracy, obciążonych wysokimi czynszami, drożejącą opieką nad dziećmi i rosnącymi rachunkami za żywność, którzy w wielu rejonach kraju – z racji słabości transportu zbiorowego – całkowicie skazani są na własne samochody. W jej ocenie budżet na 2027 rok musi zaoferować głębsze wsparcie energetyczne, zmianę progów podatkowych oraz realne inwestycje w zieloną transformację.
Przedstawiciele Socjaldemokratów punktowali rząd za brak ambicji. Holly Cairns przypomniała alarmujące dane, według których 330 tysięcy gospodarstw domowych w Irlandii zalega z opłatami za energię elektryczną, a ceny oleju opałowego skoczyły w ciągu roku o połowę. Wraz z Cianem O’Callaghanem apelowała o wprowadzenie powszechnego kredytu energetycznego w wysokości 400 euro, stawiając pytanie, czy jedynym planem rządu jest bierne czekanie na zmianę koniunktury politycznej w USA. Do postaci Donalda Trumpa i jego wpływu na globalne rynki paliwowe odwoływał się także Richard Boyd Barrett z People Before Profit, krytykując nadchodzące wydarzenia dyplomatyczne z udziałem amerykańskich polityków.
Nietypowe akcenty i senna atmosfera
Sama debata, mimo wagi podejmowanych decyzji, miewała momenty osobliwe. Wiele uwagi przykuła postawa byłego ministra Michaela Healy-Rae. Polityk, który przez większą część obrad sprawiał wrażenie pogrążonego w śnie, po wywołaniu do tablicy jednoznacznie opowiedział się za rewizją systemu fiskalnego. Podkreślił, że obywatele obciążeni są zbyt wysokimi podatkami, a budowa alternatyw dla paliw kopalnych zajmie jeszcze wiele lat. Warto przypomnieć, że jego sytuacja polityczna pozostaje skomplikowana od czasu, gdy musiał odejść z rządu w efekcie poparcia, jakiego jego brat Danny udzielił ubiegłorocznym protestom paliwowym.
Z kolei poseł niezależny Paul Gogarty postanowił nadać dyskusji wymiar kulturowy, cytując słowa utworu „9 to 5” z repertuaru Dolly Parton. Odniesienie do utworu o ciężkiej pracy na rzecz bogacących się kosztem klasy robotniczej miało – zdaniem posła – najlepiej oddawać nastroje społeczne w obliczu ciągłych podwyżek.
Bogdan Feręc
Źr. Independent/RTE
Fot. Oireachtas TV
