Kobieta na każdą okazję

Można się zastanawiać, z czego żyją w Irlandii Ukraińcy, a wydaje się, że część z nich całkiem dobrze sobie radzi i wcale nie ma ochoty niczego zmieniać, choć nie do końca.

Długi weekend, jaki mieliśmy kilka dni temu, sprzyjał spacerom na łonie przyrody, więc udałem się na Salthill w Galway, gdyż jako stały mieszkaniec tego miasta, pojawiam się na naszej nadmorskiej promenadzie bardzo rzadko. Spacerując zatłoczonym chodnikiem, często słyszałem obce języki, a oprócz tych, które rozumiem w stopniu żadnym, dało się posłyszeć również znajome.

Kiedyś, gdy chodziłem jeszcze do szkoły, a były to czasy słusznie minione, nauczono mnie rosyjskiego, więc jeszcze coś z niego pamiętam, czyli rozpoznaję rusycyzm w mgnieniu oka.

Językiem rosyjskim w większości posługują się też Ukraińcy, bo mają tę samą właściwość, jaka jest przypadłością Irlandczyków, czyli mowy ojczystej to oni nie używają.

Ukraińców, bo ich rosyjski różni nieco się od tego typowego, rozpoznaję z daleka, a wcale nie muszę na nich patrzeć, żeby wiedzieć, o czym rozmawiają. To staje się ostatnio powodem do mojego niezadowolenia, a wynika z treści rozmów, o czym wielokrotnie już mówiłem.

Tym razem było trochę inaczej, bo siedząc w jednej z kawiarni na Salthill, usłyszałem wypowiedziane w moim kierunku „Привет Богдан” (Cześć Bogdan). Głos wydał się znajomy, a kiedy się odwróciłem, oczom moim ukazał się postawny osobnik po sześćdziesiątce, którego poznałem latem 2022 roku. To był Maksim, a ten został mi przedstawiony ówcześnie przez Miraia, który zaprosił mnie na typową imprezę w rosyjskim stylu, gdy pomogłem mu w pewnej sytuacji.

Maksima nie spotykam zbyt często, a to tylko dlatego, że mieszka w całkiem innej części miasta, więc może to i lepiej, przynajmniej dla niego.

W każdym razie zaprosiłem go do stolika, gdzie zamówił sobie, a jakże „чай” (herbatę), na którą nawiasem mówiąc, narzekał, bo z torebki, a nie sypana. Po kilku zdaniach wstępu zaczęliśmy rozmawiać o zbliżających się zmianach, jakie w Irlandii czekają Ukraińców, a wówczas stwierdził, że przecież nie są tu na własną prośbę, bo zmusiła ich do tego sytuacja. Na to zareagowałem dosyć ostro i powiedziałem, że wcale nie muszą siedzieć na wyspie, a wrócić na Ukrainę i walczyć z sowietami.

Wtedy przypomniał sobie bardzo dobrze, że ja jednak mam odpowiednio wyrobiony pogląd na tę sytuację i zaczął powoli zmieniać temat.

Krążył słownie przy braku pieniędzy, że Ukraińcom jest coraz ciężej, a i zapytał, czy nie będę w stanie pomóc w załatwieniu jakiejś pracy kilku osobom? Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że z nimi jest jeden, a może nawet dwa problemy, gdyż ni w ząb nie znają angielskiego, a siedzą tu i nic nie robią od ponad dwóch lat. Poza tym, wielu z nich szuka pracy „na czarno”, co irlandzkich przedsiębiorców mało interesuje. Na to odparował, że pracy na czarno to już nie chce żaden Ukrainiec i wolą być normalnie zatrudnieni. Nie zmieniało to jednak faktu, iż na moje pytanie o stan porozumiewania się w języku angielskim, nie mógł zaprezentować nikogo, kto mógłby wypowiedzieć więcej niż kilka podstawowych słów.

Nie zmieniło to jednak kierunku rozmowy, więc cały czas mówiliśmy o pieniądzach i życiu Ukraińców, a dodał nawet, iż to wegetacja i wiele osób z Ukrainy, chciałoby coś w tym zakresie zmienić.

Nie przyznałem się, że takie postawy trochę mnie zaczęły cieszyć, chociaż w mojej ocenie dzieje się to zbyt późno i dopiero w chwili, gdy odbiorą im część pomocy socjalnej, czyli zmuszeni zostali porzucić swoją gnuśność.

Wówczas padło też zaskakujące zdanie i zapytał, czy nie będę zainteresowany „przygarnięciem” pod swój dach jakiejś Ukrainki? Zachwalał, że są pracowite, że mogą zająć się domem, więc sugerował, że miałbym wszelką pomoc domową, a może nawet coś więcej. Tu włączyła mi się czerwona lampka i niby w żartach zapytałem, ile to taka chciałaby zarabiać? Miało to zależeć, do jakich zadań byłaby „wynajęta”, czyli od zakresu obowiązków.

Jeżeli pani miałaby sprzątać dochodząco, to 20 € za godzinę, a inne usługi są nieco droższe. Tak, te właśnie usługi mam na myśli i będzie to 50 € za „sesję”. Taniocha pomyślałem i ciągnąłem temat, bo zapytałem wówczas wprost, czy zajął się stręczycielstwem i czerpaniem korzyści materialnych z cudzego nierządu? Odżegnał się od tego stwierdzenia i dodał, że on tylko informuje i nie ma z tego żadnych profitów i one tylko szukają mężów i opieki. Mnie o tym powiedział „w zaufaniu” – dodał, gdyż uważa mnie za swojego przyjaciela. Można też jakoby wybrać odpowiedni „model”, bo jak wcześniej się dowiedziałem, są młodsze i starsze, a można też dobrać wagę i inne rozmiary potencjalnej „pomocy domowej”. Teoretycznie wypowiadał te słowa żartem, ale uznałem, iż wiele w tym prawdy, co może wskazywać, że przynajmniej część Ukrainek zaczęła szukać utrzymania połączonego ze wspólnym życiem, a część, czego nie mogę wykluczyć, zająć się zarobkowaniem nam własnym ciele.

Z różnych powodów ofertę Maksima odrzuciłem, a i ostrzegłem, że nawet żarty na te tematy, jeżeli trafi na nieodpowiedniego człowieka, mogą w Irlandii zaprowadzić go do miejsca, gdzie w pełni będzie na utrzymaniu tego rządu i musi się liczyć z ograniczoną przestrzenią oraz o Salthill wówczas zapomnieć.

To jednak zastanawiające, że zamiast wykorzystać okazję, jaką stworzyła im Unia Europejska, czyli bezproblemowo wpuściła na Zachód, próbują, niektórzy, czy też niektóre, układać sobie życie w kraju, który przyjął ich z otwartymi ramionami i nie stawia przeszkód, by zajęli się czymś sensownym, więc pracą, nie zaś usługami pokrewnymi miłości.

Nasze spotkanie powoli dobiegało końca, a na odchodne rzucił, że nie namawia, ale „Если что, позвони мне” (Jakby coś, zadzwoń do mnie). Wtedy sobie przypomniałem, że podczas naszego pierwszego spotkania, obdarował mnie numerem telefonu, który nawiasem mówiąc, dawno już wykasowałem.

Bogdan Feręc

Photo by Elena Mozhvilo on Unsplash

Udostępnij i skomentuj w mediach społecznościowych po przeczytaniu tekstu:
ZNAJDŹ NAS:
AstraZeneca wycofuje
Coraz większa turys