Festiwal nieudolności. Jak irlandzkie miliardy płoną w ognisku bezradności
Podczas gdy przeciętna irlandzka rodzina ogląda każdą monetę z dwóch stron, walcząc z bezprecedensowym kryzysem kosztów życia, machina państwowa realizuje własny scenariusz – spektakl bezczelnego i systemowego marnotrawstwa.
Najnowsze doniesienia z Komisji Finansów Publicznych (PAC) odsłaniają kolejną warstwę absurdów, do których zdążyła nas już przyzwyczaić tutejsza administracja. Irlandia stała się unikalnym w skali globalnej przypadkiem państwa, które potrafi utopić miliony w nowoczesnych technologiach, zapominając o podłączeniu ich do prądu. To nie są drobne potknięcia logistyczne, a głęboka, instytucjonalna pogarda dla pieniędzy podatnika.
Najnowszym symbolem tego porażającego dyletanctwa stał się kontrakt na zakup autobusów elektrycznych. Przewodniczący PAC John Brady wprost nazwał sprawę „absolutnym skandalem” i trudno o bardziej trafne określenie. Jak wynika z oficjalnej korespondencji, państwo wydało blisko 7 milionów euro na samo przechowywanie i serwisowanie floty nowoczesnych pojazdów, które zamiast wozić pasażerów, pokrywają się kurzem w na parkingach państwowego przewoźnika.
Powód? Urzędnicy z Departamentu Transportu oraz Krajowego Urzędu Transportu (NTA) zamówili zaawansowane technologicznie, ekologiczne autobusy, ale kompletnie zapomnieli o… infrastrukturze do ich ładowania. Ponad sto pojazdów, z których każdy wart jest majątek, stoi bezużytecznie od miesięcy, a niektóre nawet od blisko 900 dni, generując cotygodniowy koszt magazynowania rzędu 20 tysięcy euro. Co gorsza, licznik bije dalej, a prognozy wskazują, że zanim te maszyny w ogóle wyjadą na ulice, podatnicy dopłacą do tego cyrku kolejne pół miliona euro.
Ten „autobusowy paraliż” nie jest jednak odosobnionym incydentem, lecz logiczną kontynuacją wieloletniej tradycji marnotrawstwa, nad którą nadzór sprawują kolejne rządy. Wystarczy wspomnieć legendarne już popisy Office of Public Works (OPW), czyli Urzędu Prac Publicznych, który wsławił się wybudowaniem przy Leinster House wiaty rowerowej na zaledwie 18 rowerów za astronomiczną kwotę ponad 336 tysięcy euro. Gdy opinia publiczna jeszcze nie ochłonęła po tym szoku, ten sam urząd lekką ręką przeznaczył 1,4 miliona euro na budowę jednej budki wartowniczej oraz blisko pół miliona euro na zwykły mur ogrodzeniowy przy Workplace Relations Commission. Dodajmy do tego seryjne, idące w miliardy euro przekroczenia budżetu przy budowie Narodowego Szpitala Dziecięcego czy gigantyczne kwoty pompowane w zewnętrzne usługi doradcze IT i sprzątające w Departamencie Ochrony Socjalnej, a otrzymamy pełny obraz państwa, które cierpi na chroniczną niezdolność do zarządzania własnymi funduszami.
Urzędowa linia obrony w takich przypadkach jest zawsze taka sama i NTA tłumaczy, że zamawianie autobusów z wyprzedzeniem miało rzekomo zapobiec jeszcze wyższym kosztom w przyszłości, a ministrowie przyłapani na rażących zaniedbaniach natychmiast odcinają się od decyzji podległych im agencji, twierdząc, że „nic nie wiedzieli”. Ta spychologia i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności personalnej potęgują poczucie bezkarności wewnątrz sektora publicznego. Planowanie strategiczne w Irlandii zostało zastąpione gaszeniem pożarów i tworzeniem fikcyjnych procedur zakupowych, które służą wyłącznie drenowaniu budżetu.
Wydawanie publicznych pieniędzy bez uprzedniego zabezpieczenia podstawowych warunków technicznych, jak w przypadku zakupu pojazdów na prąd bez ładowarek, więc to podręcznikowy przykład braku kompetencji menedżerskich.
Zielona transformacja i modernizacja kraju, które miały być wizytówką nowoczesnej Irlandii, na naszych oczach zmieniają się w kosztowną farsę. Jeśli rząd nie wprowadzi natychmiastowego, transparentnego audytu wydatków i nie zacznie personalnie rozliczać decydentów z każdego zmarnowanego euro, to fasada dobrobytu Irlandii runie pod ciężarem własnej, urzędniczej nieudolności. Dlaczego? Bo pieniądze podatników nie są niewyczerpalnym źródłem, z którego można bezkarnie finansować permanentny brak wyobraźni!
Bogdan Feręc
Źr. Independent/News Talk
Fot. CC Cityswift
