Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: Rozwój Polski bez UE? Lekcja węgierska (6)
Victor Orban nie zbudował państwa obywatelskiego ale odgórną namiastkę takiego państwa. Uległ też podobnemu złudzeniu jak Jarosław Kaczyński, że potrafi ograć Niemców grając ich kartami. Rozwój gospodarczy miał się dokonać poprzez zewnętrzne finansowanie – unijne i korporacyjne, głównie niemieckie
Lekcja węgierska trochę różni się od lekcji jaką przerabiała Polska przed wyborami w roku 2023. Jednak jest jedna stała – blokada środków z Unii i głos proeuropejskiej opozycji, że po jej wygranej pieniądze z Brukseli znowu popłyną. O tym zapewniali Peter Magyar i Donald Tusk. Obaj twierdzili też, że to rząd krajowy jest winny, bo nie potrafi rozmawiać z KE i łamie europejskie zasady. Jakie to zasady, napisał parę dni temu Bartosz Jasiński.
Wielu wydawało się, że węgierski model państwa jest nie do skruszenia przez Komisję Europejską. Przecież Victor Orban w trakcie 16-letnich rządów zbudował oryginalne państwo w oparciu o szeroki ruch polityczny. Wygrał wybory w roku 2010 przytłaczającą większością i zmienił konstytucję rok później.
Nazwa kraju została zmieniona z Republiki Węgierskiej na Węgry. W preambule odwołano się do chrześcijańskiej tradycji. Czynne i bierne prawo wyborcze zostało przyznane etnicznym Węgrom mieszkający poza krajem. Narodową walutą pozostał forint; zmiana wymaga zgody 2/3 parlamentu. Małżeństwo to związek kobiety z mężczyzną, a życia poczęte podlega szczególnej ochronie.
Wydawało się, że nic nie jest w stanie zmienić nowego ustroju Węgier. Dlaczego zatem zupełnie nowa siła polityczna zyskała znowu przewagę konstytucyjną, zdolną zmieść tak wydawałoby się przemyślaną konstrukcję państwa Orbana?
Błąd tkwił w filozofii projektu Fideszu. Victor Orban nie zbudował państwa obywatelskiego zdolnego do samodzielnego zarządzania swoim majątkiem i pomnażania go, ale odgórną namiastkę takiego państwa. Majątek mieli pomnażać tylko partyjni towarzysze w działach gospodarki powiązanych z decyzjami politycznymi i światowe korporacje, głównie niemieckie i chińskie.
Victor Orban uległ podobnemu złudzeniu jak Jarosław Kaczyński nie przymierzając, że potrafi ograć Niemców grając ich kartami. Przyjął niemiecką biurokrację jako zasadę zarządzania państwem, a rozwój gospodarczy miał się odbywać poprzez zewnętrzne finansowanie – unijne i korporacyjne.
Ewolucja UE w twór biurokratyczno-ideologiczny zawęziła możliwości rozwojowe nowych państw do tych akceptowanych przez ideologię i … biznesową elitę starej Europy. Możliwość wewnętrznego, samodzielnego tworzenia bogactwa została drastycznie ograniczona. Wstrzymanie przez Komisję Europejską kilkudziesięciu miliardów euro przysługujących Budapesztowi wpłynęło na pogorszenie się warunków gospodarczych, a co za tym idzie na wzrost niezadowolenia zwykłych obywateli. Również dzięki dużej kampanii propagandowej, wspieranej przez Brukselę, zostali oni przekonani, że winny temu jest Orban i zmobilizowani do pójścia do wyborów (wszystko to obserwowaliśmy też w Polsce w 2023).
Uzależnienie energetyczne Węgier od Rosji nie było dziełem Victora Orbana. Jednak nie zrobił on zbyt wiele, żeby ten stan rzeczy zmienić. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej stało się to węgierskim koszmarem. Próbując być niezależnym graczem wskrzeszającym Wielkie Węgry (Zakarpacie), Orban zapomniał, że rosyjska ropa płynie przez terytorium Ukrainy i konflikt z nią nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zablokowanie dostaw ropy na okres trzech miesięcy przyspieszyło upadek Orbana, ku zadowoleniu Ursuli von der Leyen i Wołodymyra Zełenskiego. Oczywiście nie podejrzewamy tu nikogo o spisek😉
Victor Orban stworzył system prawie idealny. Zgromadził poparcie wielu nurtów aktywnych w polityce i zbudował w oparciu o nie zarządzanie państwem. Jednak był to system od początku odgórny. System JOW, który miał zabezpieczyć władzę Fideszu do końca świata, a Węgry zabezpieczyć konstytucyjnie przed europejskimi wymuszeniami, w warunkach zapaści gospodarczej, wynikłej w dużej mierze przez wstrzymanie zewnętrznego finansowania i dopływu ropy, stał się pułapką. TISZA Petera Magyara zdobyła 94 na 106 możliwych mandatów w okręgach jednomandatowych (Fidesz 10) i 47 z puli krajowej (Fidesz 42). W systemie proporcjonalnym TISZA nie mogłaby dokonać żadnej samodzielnej zmiany węgierskiego państwa. Teraz może wszystko.
Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z węgierskiej lekcji?
1. UE nie pozwoli nam się rozwinąć w samodzielne państwo – straty już przekraczają korzyści, co powinno być wiadome od początku (słabość myślenia strategicznego u naszych polityków + korupcja). W zamian za przyznawane granty sami mamy dokonać zniszczenia naszej cywilizacji i pozbawić się możliwości samostanowienia.
2. Jedyny rozwój możliwy jest we współpracy z USA (ze względu na potencjał militarny, gospodarczy i wolnościowy). Amerykanie właśnie porządkują świat na nowo i do ich koncepcji powinniśmy dołączyć jako wiarygodny sojusznik. Wszyscy, którzy nie chcą podporzadkowania Polski nowemu europejskiemu rządowi, powinni zawrzeć sojusz antyeuropejski i zrezygnować z antyamerykańskiej retoryki. Powinni zachować się jak Grzegorz Braun w czasie II tury wyborów prezydenckich. Antyamerykański premier polskiego rządu, wygłaszający europejskie dyrdymały w interesie Niemiec, powinien być jak najszybciej odsunięty od władzy.
3. Powrót do rozwoju wewnętrznego jest konieczny i niezbędny, jeżeli chcemy przetrwać jako państwo. Możemy go osiągnąć tylko odrzucając unijne biurokratyczne i ideologiczne dogmaty i wymuszenia. Musimy uniezależnić się energetycznie w oparciu o węgiel i inne dobra.
4. Po drastycznym doświadczeniu węgierskim, powinniśmy zmienić system zarzadzania państwem z partyjnego na obywatelski. Lekcja węgierska jest tu szczególnie dobitna. Powinna dać do myślenia również naszym zwolennikom JOW, którzy proponują wprowadzenie w Polsce takiego samego rozwiązanie jak Fidesz ( 1 JOW to 75 tysięcy wyborców).
Mechaniczny podział, przejście z ordynacji proporcjonalnej na okręgi jednomandatowe przy zachowaniu obecnego państwa, z jego odgórnym, partyjnym systemem zarządzania dobrem wspólnym, nie spowoduje zmiany tego państwa w państwo obywatelskie.
Co zrobić, żeby Polska stała się państwem obywatelskim – dobrem wspólnym, rzeczą pospolitą? Przede wszystkim powinniśmy odrzucić partyjne i ideologiczne myślenie o państwie. Do zarządzania dobrem wspólnym nie potrzebujemy ideologii, polityków i partii politycznych. Potrzebujemy dobrych organizatorów w najmniejszych wspólnotach, jakimi są nasze gminy. Do zarządzania naszymi, wspólnie wypracowywanymi pieniędzmi. Tu są nasze małe ojczyzny. Tu tworzymy bogactwo naszej wspólnej ojczyzny jaką jest Polska. To tu potrzebujemy JOW-ów w miejsce obecnego biurokratycznego i korupcjogennego szaleństwa.
Opisałem ten najlepszy system zarządzania Polską w projekcie konstytucji. Wyjaśniłem też jej podstawowe założenia.
https://abcniepodleglosc.pl/dzial/nowa-konstytucja
Tylko takie rozwiązanie pozwoli nam wrócić na właściwą drogę rozwoju, oddolną i mozolną, ale trwałą. Taką drogę przeszła kiedyś I Rzeczpospolita, stając się najbogatszym i najbardziej wolnym państwem świata.
Jan Azja Kowalski
