Elity w Waszyngtonie, kryzys w Dublinie. Tajemnicza misja ministra Chambersa
Podczas gdy ulice irlandzkich miast drżały od ryków silników protestujących rolników i przewoźników, jeden z najważniejszych architektów krajowych finansów, minister wydatków publicznych Jack Chambers zniknął z radarów. Jak się okazuje, powodem nie była praca nad rozwiązaniem palącego problemu cen paliw w zaciszu dublińskich gabinetów, lecz udział w jednym z najbardziej ekskluzywnych i kontrowersyjnych spotkań na świecie – konferencji Grupy Bilderberg w Waszyngtonie.
Podróż ministra Chambersa do USA owiana była aurą dyskrecji. Wyjechał w ubiegłą środę, a wrócił wczesnym rankiem w niedzielę i niemal prosto z pokładu samolotu trafiając na kluczowe posiedzenie rządu w sprawie pakietu paliwowego o wartości 505 mln euro. Ten kontrast bije po oczach, bo z jednej strony dyskusje o przyszłości działań wojennych, bezpieczeństwie w Arktyce i globalnym handlu z szefem NATO Markiem Rutte, z drugiej – rozpaczliwe próby ugaszenia pożaru w kraju, w którym cena oleju napędowego doprowadza gospodarzy do ruiny.
Departament Chambersa broni jego udziału w waszyngtońskim szczycie, podkreślając wagę dialogu między Europą a Ameryką Północną. Jednak dla krytyków, fakt, że minister wydaje publiczne pieniądze na udział w zamkniętym, nieoficjalnym spotkaniu, z którego nie powstają żadne protokoły, jest w dobie kryzysu nie do zaakceptowania. Chambers nie był jedynym przedstawicielem Zielonej Wyspy wśród światowych liderów polityki i finansów. Na oficjalnej liście uczestników, obok dyrektora Spotify Daniela Eka czy współzałożyciela kontrowersyjnej firmy analitycznej Palantir Alexa Karpa, znaleźli się wpływowi Irlandczycy:
- Colin Hunt: prezes banku AIB.
- Patrick Collison: założyciel giganta płatniczego Stripe.
- Danny McCoy i Anne Heraty: czołowe postacie grupy lobbystycznej Ibec.
- Thomas Leysen: przewodniczący Mediahuis, właściciela Irish Independent.
Obecność tak silnej reprezentacji biznesu u boku ministra odpowiedzialnego za ograniczanie wydatków publicznych budzi pytania o to, czyje interesy są priorytetem w dobie szalejącej inflacji. Czy w Waszyngtonie rozmawiano o tym, jak pomóc matkom i ojcom z Irlandii? Mało to prawdopodobne.
Po powrocie zza oceanu minister Chambers ramię w ramię z Simonem Harrisem stanął przed trudnym zadaniem. Z jednej strony rząd rzucił na stół 505 mln euro na obniżki akcyzy i odroczenie podatku węglowego, by uspokoić nastroje społeczne. Z drugiej strony, te same osoby obiecują twardą dyscyplinę budżetową. To balansowanie na krawędzi budzi niepokój organów takich jak Irlandzka Rada Doradcza ds. Fiskalnych. Eksperci ostrzegają, że wydatki rosną zbyt szybko, a gospodarce grozi przegrzanie. Chambers wraca więc z salonów Waszyngtonu do kraju, który wymaga chirurgicznej precyzji w zarządzaniu budżetem, podczas gdy ulica domaga się natychmiastowych i głębokich cięć kosztów.
Istotne jest jednak, że kontrowersje wokół grupy Bilderberg nie słabną od lat 50., ale w obecnym klimacie politycznym w Irlandii nabierają nowej mocy. Gdy obywatele domagają się przejrzystości i dialogu, jeden z ich liderów uczestniczy w spotkaniu, które z definicji jest „nieoficjalne”.
Dla przeciętnego podatnika, który w dzisiaj może nie doczekać się na swój autobus z powodu strajku, waszyngtońskie eskapady rządu są dowodem na to, o czym mówiła opozycja w Dáil, że władza patrzy w stronę globalnych elit, podczas gdy własny kraj upada. Chambers wrócił do Irlandii, by aktywnie uczestniczyć w ratowaniu koalicji przed gniewem ludu, ale pytanie o to, czego dowiedział się w Waszyngtonie i jak to wpłynie na nasze portfele, pozostanie bez odpowiedzi – zgodnie z protokołem, którego nie ma.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by David Valentine on Unsplash
