Czy to będzie lepszy rząd?

Nie, z całą pewnością nie, ale każdy będzie lepszy niż obecny, który już sam nie wie, co obiecać, by partie koalicyjne odzyskały zaufanie społeczne.

O ile do niedawna można było nazywać przepychanki słowne opozycji z koalicją za typową grę polityczną, to obecnie na arenę debaty weszła demagogia i populizm, co w ustach przedstawicieli Fine Gael, Fianna Fáil i Green Party niegdyś nie gościło. Inaczej było w Sinn Féin i People Before Profit, bo w obu ugrupowaniach, a chyba chciały i chcą dobrze dla kraju, pojawiały się hasła krzykliwe, obliczone na uzyskanie łatwymi sposobami poparcia społecznego.

Udało się to tylko partii Mary Lou McDonald, więc to ona ma największe szanse na stworzenie po wyborach kolejnego gabinetu, a w mojej ocenie, powinna to zrobić, żeby udowodnić swoją przydatność w irlandzkiej polityce.

Jeżeli wypełni składane obecnie zobowiązania, więc wybuduje mieszkania dla oczekujących, czyli wyprowadzi kraj z kryzysu mieszkaniowego, a na dodatek naprawi system opieki zdrowotnej i opieki społecznej oraz szkolnictwo, przy władzy utrzyma się przez dwie, a może nawet trzy kadencje, więc będzie mogła też swobodnie doprowadzić do zjednoczenia wyspy. Stanie się wtedy bardziej niż potężna, ale musi dowieść, iż po sformowaniu gabinetu, nie karmiła mieszkańców Irlandii pustosłowiem i chciała tylko osiągnąć cel, jakim jest wprowadzenie Sinn Féin na rządowe salony.

Niestety nie mieliśmy możliwości ocenić stylu i sposobu zarządzania krajem przez Sinn Féin, a była taka okazja w Irlandii Północnej, ale poprzez działania Demokratycznej Partii Unionistów, gabinet nie został utworzony, co też może mieć miejsce w Republice.

To akurat już przeżyliśmy podczas poprzedniej walki elekcyjnej i po wygranych wyborach na Południu, Sinn Féin nie miało na tyle silnego mandatu poparcia, by powstał samodzielny lub koalicyjny rząd. Wtedy do akcji wkroczyły czyhające pod dywanem buldogi, które raczej od początku przewidywały takie rozwiązanie i wciągając do zabawy Zielonych, Fine Gael ze swoim nieoficjalnym wcześniej koalicjantem zawiązało spółkę na rządzenie krajem i Fianna Fáil ponownie po dwóch kadencjach w ławach opozycji, znalazła miejsce w rządzie. Nie można wykluczyć, że nie będzie powtórki z 8 lutego 2020 roku, więc ponownie najwięcej mandatów uzyska Sinn Féin, ale na tyle mało, by mogła zaszachować obecną koalicję – kurczowo trzymającą się władzy.

Jeżeli popatrzymy na podział procentowy, to przy dobrym układzie głosów, Sinn Fein zbierze 35% poparcia i społeczeństwo kolejny raz postawi na tego konia. Tu jednak wejdzie do gry żądza władzy i arytmetyka, więc Fine Gael otrzyma przykładowo 21% głosów, Fianna Fál 17%, a Zieloni 4%, więc mają 42%, co zamyka drogę do rządzenia Sinn Féin.

Mary Lou McDonald ma też problem, bo niewiele ugrupowań sugeruje, iż chciałoby z nią współpracy koalicyjnej, a i gabinet byłby taką polityczną bajaderką, bo przebić 42-procentowy elektorat aktualnej koalicji, musiałaby większa, złożona z Sinn Féin 35%, Partii Pracy 4%, Socjaldemokracji 3% i PBP z Solidarnością 2%, Dopiero przy takim układzie mamy poważną większość i możliwość odsunięcia od sterów państwa Martinów, Varadkarów i Ryanów. Taki układ współpracy wydaje się jeszcze teraz niemożliwy, chociaż gdzieś na horyzoncie rysuje się pewna zależność, gdyż wszystkim wymienionym ugrupowaniom blisko do siebie programowo, choć różnią się historycznie i to właśnie ten element jest największą blokadą, by już teraz zacząć mówić, iż triumwirat zostanie odsunięty od władzy i przestanie zarządzać państwem.

Przyjąłem też dla moich teoretycznych rozważań, że rząd koalicyjny stracił resztki instynktu samozachowawczego, partie ów tworzące spełniły groźby i przestały ze sobą współpracować, a i zmienił się przynajmniej jeden lider, więc i to może mieć wpływ na współpracę Fine Gael z Fianna Fáil, czyli Sinn Féin wygrywa wybory i idzie na gabinety.

Tu mamy problem już na samym początku, bo przecież wysokie poparcie samej McDonald i jej partii, zbudowane zostało nie na pięknych oczach liderki, a częściowo na obietnicach, a częściowo na zniechęceniu wyborców do obecnego układu rządzącego. W takim przypadku Sinn Féin również będzie musiało znaleźć popleczników, bo rząd będzie mniejszościowy, czyli w każdej istotnej sprawie, zmuszony będzie dogadać się z jakimś klubem, by swoje ustawy przepychać.

Również na tym nie kończą się problemy, albowiem wspomniałem, że populizm jest w głębokiej fazie rozwoju w partii kierowanej przez Mary Lou McDonald, a tej udała się pewna polityczna sztuczka i przez wiele miesięcy, nikt nawet nie wspominał, że Sinn Féin to polityczne ramię Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA). Sytuacja zaczęła zmieniać się kilkanaście dni temu, gdy padać zaczęły pierwsze deklaracje związane z wyborami i obudziło się Fine Gael, napomykając o rodowodzie Sinn Féin, czyli dało jasny znak, iż w tę stronę zamierza zamachnąć się mieczem kampanii wyborczej. Wracając jednak do samej Sinn Féin na mostku okrętu zwanego Irlandią, trzeba będzie wziąć się do pracy i zreformować kraj w taki sposób, by wyborcy mieli odczucie, że obietnice sprzed objęcia władzy oraz wytykanie błędów poprzedników, nie było czczą gadaniną.

To może być także punkt zwrotny, gdyż o ile Sinn Féin zacznie się ociągać, odsuwać w czasie realizację programu, jaki został zaakceptowany przez elektorat, zacznie jednocześnie tracić poparcie społeczne, a i trudniej będzie o znalezienie rąk do głosowania w innych partiach.

Dla Sinn Féin istotne będzie, a może jest już teraz, aby przestać walczyć o głosy wyborczą kiełbasą, urealnić swoje propozycje i dostosować je do możliwości gospodarki w kryzysie. Partia McDonald nie może liczyć, iż w 2025 roku kryzys się skończy, gospodarka zacznie ponownie sama się rozkręcać i jakoś się to ułoży. W mojej ocenie Sinn Féin powinno teraz przyjąć najgorszy ze scenariuszy, przygotować nową wyborczą paszę dla żądnych odsunięcia od władzy Fine Gael, Fianna Fáil i Zielonych, co oznacza, że nadal mówimy, iż wiemy jak to wszystko naprawić po poprzednikach, a ci namieszali bardzo, na co nałożył się kryzys kosztów utrzymania i energetyczny, iż nie damy rady wypełnić wszystkich złożonych obietnic i należy je odpowiednio zmodyfikować, a to poprzednicy zostawili kraj w ruinie i Skarb Państwa zionie pustką. Wtedy mówi się, że cele, jakie miały być wyznacznikiem świetlanej przyszłości za rządów Sinn Féin, obniża się do poziomów realnych, choć wyższych niż za miłościwie nam panującej obecnie jeszcze koalicji i sprawa jest załatwiona, bo ludzie to kupią.

Nie spodziewam się również realizacji scenariusza w dobrym układzie polityczno-ekonomicznym, a to tylko dlatego, że Sinn Féin naobiecywało tyle, że tylko cud im pomoże, żeby się z tego wykaraskać, czyli wywiązać.

Nie mam absolutnie żadnej pewności, bo nic na to nie wskazuje, że Sinn Féin będzie lepszą lub gorszą partią od innych w rządzie, gdyż czymś całkiem innym jest opozycyjne krzykactwo, a faktyczne sprawowanie władzy, to już całkiem inna bajka. Uwagę należy zwracać na wiele aspektów, cały czas jakaś grupa społeczna czegoś tam żąda, ktoś inny ma pretensje, a i wpływy do budżetu nie są takie, jak potrzeby kraju. Właśnie potrzeby grup społecznych, szczególnie tych uboższych, na względzie powinno mieć Sinn Féin, bo naobiecywało zająć się świadczeniami socjalnymi, co może skierować wielu wyborców do urn, a ci będą później domagać się zapłaty za oddaną kartę z zakreślonym krzyżykiem przy kwadraciku z napisem Sinn Féin.

Nawet nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że Sinn Féin zrealizuje cały przedstawiany obecnie program, bo widać, iż nie jest on przeznaczony na jedną kadencję, a potrzeba będzie przynajmniej dwóch. W pierwszych czterech latach może zacząć zmieniać to, co wymaga obecnie pilnej naprawy, czyli rozpocząć budowę domów socjalnych, a te nie pojawią się natychmiast, żeby listy oczekujących zaczęły się zmniejszać i ludzie na przydział nie czekali osiem, dziewięć lub więcej lat, więc wyraźny postęp w tej dziedzinie zobaczymy w okolicach 2030 roku – u schyłku kadencji. Sinn Féin może też rozpocząć realizację swoich zapowiedzi z dostarczeniem większej ilości łóżek szpitalnych, ale i tu mamy drobną niedogodność, bo nie wystarczy zakontraktować większej ilości procedur medycznych. Potrzebne są w kraju przynajmniej trzy nowe i przy okazji duże szpitale, a i tych nie postawi się w rok lub dwa lata. Sinn Féin będzie zmuszone zatrzymać również personel medyczny, jego odpływ poza granice wyspy, a i zatrudnić sporą grupę lekarzy specjalistów oraz nieodzowne pielęgniarki.

To wszystko będzie kosztować, co można swobodnie liczyć w miliardach euro, więc i trzeba będzie znaleźć gdzieś pieniądze na budowę domów, szpitali, zatrudnienie personelu, podwyżki dla korzystających ze wsparcia socjalnego i co tam akurat jeszcze okaże się niezbędne, czyli na wiecznie niezaspokojone apetyty finansowe sfery budżetowej.

W takim przypadku może się okazać, że albo Sinn Féin nie zrealizuje swojego programu, bo braknie im na wszystko kasy, albo tę zacznie pozyskiwać, podnosząc podatki, co i tak na niewiele się zda, albo pójdzie całkiem inną drogą i zacznie zapożyczać kraj. Tego ostatniego scenariusza jestem najbliższy, bo najszybciej pozyska się potrzebne Sinn Féin pieniądze, ale mogę się mylić i ugrupowanie Mary Lou McDonald zna sposób, który mnie nawet przez myśl nie przejdzie, bo nie jestem politykiem i znajdzie pieniędzy tyle, że mi nie tylko jedno, ale oba „oka” zbieleją.

Nie spodziewam się niczego dobrego po rządach Sinn Féin, jak i już od dawna nie spodziewam się po rządach Fine Gael, Fianna Fáil oraz Green Party, czyli raczej nie zaskoczą mnie czymś pozytywnym, by jako potencjalny wyborca, nie mieć poważnego problemu przy urnie.

Bogdan Feręc

Photo by Joshua Golde on Unsplash

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Dane pokazują, że
Join the People Befo
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська