Co nas nie zabije – nas wzmocni

Wesprzyj naszą pracę na Go Fund Me. Dziękujemy!

Od wieków atakuje się ludzkość przeróżnymi epidemiami i mówi się o zagrożeniach, co w konsekwencji „wytłuc” ma większą część ludzi, jacy plączą się po trzeciej planecie od słońca.

Tezę o mordowaniu świata i przy okazji sporej części populacji można w prosty sposób udowodnić, a wystarczy wrócić do przekazów medialnych, więc już teraz historycznych, a jakie pojawiały się na przestrzeni, powiedzmy, że ostatnich kilkudziesięciu lat. Spoko, bo nikomu się to jeszcze nie udało, więc żyjemy, chociaż luksusów nie ma.

Zacznijmy od ropy i już w 1960 roku straszono nas, że to paliwo skończy się w zaledwie 10 lat i ponownie trzeba będzie zacząć korzystać z siły ludzkich mięśni, by poruszać się po tym padole łez, a do łask wrócą powozy konne. I co? I nic, bo ropa jest, wydobywa się ją cały czas, ale uwaga, bo będzie ważne, wciąż się nas straszy, że ten węglowodór się kończy i go nie będzie. Patrząc jednak na ostrzeżenia sprzed circa sześćdziesięciu lat, śmiem wyrazić swoją wątpliwość.

Idziemy dalej, bo przecież mogła nas była dotknąć, przynajmniej wg niektórych naukowców epoka lodowcowa, czyli nas zamrozić i pogrzebać pod zwałami zamrożonej wody. To akurat miało się stać w dekadę od roku 1970, ale się nie stało, chociaż po drodze trafiła się w Polsce tzw. zima stulecia 1978/1979, a i parędziesiąt lat później powstał film Epoka Lodowcowa. Nie wiem, czy to o to chodziło, acz mogło tak być. Zamroziło? Nie i poszliśmy w odwrotnym teraz już kierunku, więc nas ugotuje.

Na tym nie kończą się tragiczne wydarzenia z coraz mniej odległej historii świata, bo przyszła następna dziesięciolatka i już w 1980 roku chemicy weszli na arenę kataklizmów globalnych, czyniąc z opadów deszczu straszak na ludzkość. Właśnie od tego roku zacząć miały padać kwaśne deszcze, niszczyć uprawy, niszczyć budynki i wszystko, co akurat dotkną kwasowym opadem, więc głód i kwasowa bezdomność miała zapanować na ziemi. O ile dobrze pamiętam, a w 1980 roku miałem 8 lat, a do tej pory kręcę się tu i tam, co może oznaczać, że mnie ten kwaśny deszcz nie rozpuścił, a i widuję jakieś budynki, czyli i tym nie dał rady.

Dobra, kwaśne deszcze minęły, z głodu ludzie nie umarli, ale przecież przyszedł rok 1990 i wtedy to już miał być zupełny „armagiedon”, czyli zabić nas miało słońce. Po co? Tego nie wiadomo, ale wytworzyły się dziury ozonowe, te wpuściły to, co miały blokować i nas zabić na śmierć. Lata dziewięćdziesiąte mijały, dziury ozonowe się powiększały, czasami zmniejszały, a ludzka populacja rosła. Kiedy już znudziło się wmawianie nam, że ten brak ozonu nas utłucze, ludzkość przeszła przez dziurawienie atmosfery z warstwy ochronnej suchą stopą, nastała epoka elektroniczna i to też miało być problemem.

Rok 2000 to już zupełna zagłada życia wszelkiego, bo tak… Czapy lodowe miały zniknąć, zalać nas miała z nich woda, większość kontynentów pogrążyć się w odmętach i podzielić los Atlantydy. Na tym nie koniec, bo przecież komputery miały w dwutysięcznym roku zwariować, „fszysko” miało przestać działać i też nas unicestwić brakiem elektroniczno-elektrycznych zdobyczy cywilizacji.

Później było tylko lepiej, bo skoro się nie wystraszyliśmy, a i życie na zawieszonej w próżni planecie kwitło, przyszły plagi, chociaż nie te Egipskie, bo inne, ale ze zdolnością mordowania milionów istnień. Była więc ptasia grypa, choroba szalonych krów, była też ospa, a we współczesności Covid-19, który to zatrzymał świat, bo zabójczy był, że aż strach. Nie wiem tego dokładnie, ale sprawdzając dzisiaj puls, odniosłem wrażenie, że nadal żyję i to pomimo tych strasznych wydarzeń.

To teraz tak. W 1960 roku było na świcie niecałe 5 miliardów, ale następnie mamy rok 1999 i to po tych przewidywanych kataklizmach, co to miały zabijać, większą ilość mieszkańców planety, która bezceremonialnie podniosła się do 6 miliardów. To nie wszystko, bo lata mijały, przychodziły epidemie, pandemie i różnego rodzaju kataklizmy, a ten podły homo sapiens jak był, tak jest do tej pory i się mnoży, choć obijany zagrożeniami. 15 listopada 2022 roku przekroczyliśmy granicę 8 miliardów istnień ludzkich, ale i na tym nie można zakończyć, bo w 2100 roku, kiedy mnie już prawdopodobnie nie będzie…, pewności nie mam, po dla niektórych płaskiej ziemi, kołatać się ma ponad 10 miliardów ludzi.

Tak się nieraz zastanawiam, czy to my jesteśmy tak wytrzymali, że nic i nikt nie jest nas w stanie unicestwić, czy te wszystkie zagrożenia, kataklizmy i pandemie, nie są przypadkiem imaginacjami pajaców, którzy pod płaszczykiem dbałości o społeczeństwa, wprowadzić chcą kolejne opłaty i pozbawić nas dochodów.

Tak pod rozwagę wziąć chyba trzeba, czy nie nadeszła już pora, by odrzucić swoje strefy komfortu i dać wyraz swojego niezadowolenia, które powinno „zmienić oblicze ziemi…, tej ziemi”.

Bogdan Feręc

Photo by NASA

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Czy właściciele sa
Osoby z celiakią up