Wysokie napięcie

Widzę ostatnio wzrastające napięcie na arenie międzynarodowej, a to wywoływane jest trochę na potrzeby wojny na Ukrainie, a trochę, żeby zmienić układ sił militarnych i ekonomicznych na świecie.

Duże napięcie słychać także w wypowiedziach ważniejszych polityków, nie wyłączając z tego tych z Irlandii oraz Polski, ale najwięcej niepokoju, jeszcze skrywanego przed opinią publiczną, daje się zauważyć w naszej ojczyźnie. To obawy o kwestie bezpieczeństwa narodowego, jednak gdy zostaną już upublicznione, mogą być wykorzystane przeciwko samym mieszkańcom kraju nad Wisłą, co miałoby uprawdopodobnić stan potencjalnego zagrożenia.

Obecnie wystarczy wsłuchać się w słowa, jakie wypowiadane są przez przedstawicieli niektórych ugrupowań politycznych, by wyciągnąć wnioski, że zaczyna się coś dziać, a do tzw. zagrożenia na pełną skalę, porównywalnego do kryzysu kubańskiego, acz w innym rejonie, jest już bardzo blisko.

Niebezpieczeństwo, z jakim niedługo i przypuszczalnie możemy się zetknąć, będzie trochę wyimaginowane, trochę też mogą być naciągane pewne fakty, jednak przedstawiane, przynajmniej w mojej opinii, jako realnie i wpływające na bezpieczeństwo państw europejskich. Do zagrożenia na wysokim poziomie jest w mojej ocenie jeszcze bardzo daleko, ale nie mogę wykluczyć kilku zdarzeń, które po pierwsze zaczną dawać nam poczucie wiszącego nad nami miecza Damoklesa, a po drugie wysokiego prawdopodobieństwa konfliktu na poziomie światowym.

W to akurat nie bardzo wierzę, mając jednak pewne obawy i taką groźbę określam mianem niskiej do średniej.

Z czego to wnioskuję? Z jednej strony mamy Rosję, Chiny oraz Turcję i nie jest to pomyłka, bo Ankara od początku inwazji Rosji na Ukrainę, rozgrywa Europę oraz świat, a nie można też powiedzieć, iż opowiedziała się jednoznacznie po stronie NATO. Chiny wyciągają łapy po Tajwan, więc to też, a i o tym pisałem kilka tygodni temu, jest zagrożeniem dla pokoju światowego, chociaż może być to taki trochę straszak oraz As w rękawie, który przygotowany jest do rozgrywki ekonomicznej z USA. Prawdą jest też, że w ostatnich tygodniach Chińczycy zaczęli zmieniać też stosunek do Rosji, z którą na początku konfliktu na Ukrainie byli w dobrych stosunkach, ale coś pękło i Komunistyczna Partia Chin, deklarując dobrą wolę w kontaktach z Federacją Rosyjską, raczej od tej zaczęła się odwracać i chce realizować postanowienia XX Zjazdu KPC. Ten natomiast ma wytyczyć drogę Pekinu na najbliższą, pięcioletnią kadencję przewodniczącego, czyli również w zakresie współpracy z Zachodem i Rosją. Prawdę mówiąc, to współpraca Chin z Zachodem, byłaby dla Państwa Środka bardziej opłacalna, nawet w przypadku zmiany dotychczasowych zasad gry, a to tylko z powodu obszaru, na jaki może dostarczać swoje wyroby. Rosja dla Chin to partner handlowy z ograniczonymi możliwościami, a dołączając do tego sankcje i kurczący się budżet Kremla, staje się państwem mniej interesującym pod względem współpracy ekonomicznej. Chinom w kontaktach z Rosją bardziej potrzebne są jej kopaliny, bo ważne jest dla Pekinu bezpieczeństwo energetyczne, wciąż rozwijającego się państwa oraz rosnące zapotrzebowanie na energię dla ich gospodarki.

Wracając jednak do Europy, zbliżamy się do okresu niepokojącego, będzie to również w mojej ocenie, czas napięć politycznych, ale przede wszystkim, dużych problemów ekonomicznych. Te z kolei dotykać będą w równym stopniu państwowe skarbce, o czym rządy informować będą półgębkiem, a najbardziej odczujemy to my w naszych własnych portfelach.

Uważam, że kryzys energetyczny to małe piwo w porównaniu z innym ważnym zagadnieniem, albowiem odnoszę wrażenie, że zacznie brakować żywności i niektórych leków. Mogę się oczywiście mylić, jednak wyniki gospodarek za ostatnie miesiące są słabsze, nawet od tych, o jakich mówili ekonomiści na początku roku, więc niewiele państw może stwierdzić, że ich PKB jest stabilne lub rosnące. W takiej sytuacji jest obecnie Irlandia, która kolejny kryzysowy raz, dobrze radzi sobie na wzburzonych falach światowej ekonomii, ale i ona musi bardzo uważnie przyglądać się państwom, z którymi łączą ją ścisłe więzi ekonomiczne, by odpowiednio prowadzić swoją politykę handlową.

W gorszej sytuacji będzie natomiast Polska, trochę po macoszemu traktowana przez Unię Europejską i innych partnerów, ale to tak trochę na własną prośbę, a ściśle rzecz ujmując przez „nerwowe” prowadzenie polityki międzynarodowej.

Czy jakoś trzeba się na najbliższe sześć miesięcy przygotować? I tak i nie. Warto będzie mieć przy sobie jakieś „zapasy nienaruszalne”, ale będzie to tylko wsparcie psychologiczne, gdyż w złym scenariuszu, na nic one się zdadzą, bo nic albo niewiele za te zaskórniaki nie będzie można kupić. Nie twierdzę oczywiście, że w sklepach będą puste półki, ale mogą występować braki niektórych, o ile nie większości artykułów spożywczych, więc ujmę to tak, że dobrze będzie kupić sobie w najbliższym czasie ze dwa worki ziemniaków na zimę.

Tak, wiem, widzę to w raczej ciemnych barwach, ale cóż, jesteśmy w okresie rozedrgania polityczno-ekonomicznego światowych systemów gospodarczych i nawet próby złagodzenia mojej opinii, nic tutaj nie pomogą, o ile sprawy potoczą się w złym kierunku.

Bogdan Feręc

Zdj: Pixabay

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS: