Widmo niekontrolowanej drożyzny. Druga połowa roku uderzy w nasze portfele mocniej, niż zakładano
Wskaźniki ekonomiczne, które docierają do nas w ostatnich tygodniach, malują coraz bardziej niepokojący obraz nadchodzących miesięcy. Choć początek roku mógł stwarzać iluzję względnej stabilizacji, najnowsze analizy Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych (ESRI) bezlitośnie obnażają brutalną prawdę. Druga połowa roku może okazać się okresem drastycznych podwyżek, na które większość społeczeństwa nie jest w żaden sposób przygotowana. Kluczem do zrozumienia tego tąpnięcia jest zjawisko, które ekonomiści nazywają efektami drugiej rundy, a które lada moment przełoży się na codzienne koszty życia każdego z nas.
Aby pojąć mechanizm nadchodzącego kryzysu cenowego, należy przyjrzeć się opóźnieniom, z jakimi poszczególne sektory gospodarki reagują na impulsy inflacyjne. Profesor Conor O’Toole, ekspert i autor najnowszego raportu ESRI, zwraca uwagę na fundamentalną zależność, która dotychczas uchodziła uwadze opinii publicznej. Pomiędzy pierwotnymi podwyżkami cen paliw i energii a momentem, w którym ich skutki odczuwamy przy kasach sklepowych, upływa zazwyczaj około dziewięciu miesięcy. Oznacza to, że gigantyczne koszty energii z przełomu roku dopiero teraz, jesienią i zimą, uderzą z pełną siłą w sektor produkcji żywności.
Efektem tego przesunięcia będą drastycznie wyższe rachunki za podstawowe artykuły spożywcze w najbliższych miesiącach. Sytuacji nie ułatwia sytuacja międzynarodowa. Ceny paliw kopalnych na rynkach światowych bezustannie utrzymują się na dramatycznie wysokim poziomie, co jest bezpośrednią konsekwencją permanentnej niepewności geopolitycznej wokół konfliktu na Bliskim Wschodzie. W efekcie ESRI zostało zmuszone do radykalnej rewizji swoich wcześniejszych przewidywań i podniosło prognozy inflacji do poziomu 3,7% na rok 2026 oraz 3,1% na rok 2027.
Tymczasem reakcja organów odpowiedzialnych za politykę społeczną i fiskalną budzi poważny niepokój ekspertów. Instytut niezwykle surowo ocenił dotychczasowe działania osłonowe, w tym głośny pakiet wsparcia paliwowego, który został wprowadzony po fali społecznych protestów na początku tego roku. Specjaliści z ESRI wprost nazywają te działania źle ukierunkowanymi, a samą strukturę pomocy określają mianem rozczarowującej.
Łatwa dostępność środków w budżecie w połączeniu z potężną presją polityczną doprowadziła do sytuacji, w której rządzący ulegli pokusie i wdrożyli politykę suboptymalną, zamiast skupić się na precyzyjnym, tymczasowym wsparciu wyłącznie dla gospodarstw domowych o najniższych i średnich dochodach. Profesor Alan Barrett ostrzega, że ten sam błąd może zostać powtórzony podczas nadchodzących rozmów na temat wynagrodzeń w sektorze publicznym. Eksperci apelują, aby dyskusje o podwyżkach płac opierały się na rzetelnym i chłodnym zrozumieniu głębokich słabych punktów finansów publicznych, a nie na doraźnym uciszaniu żądań politycznych.
Równie skomplikowana sytuacja rysuje się w sektorze strukturalnym i na rynku pracy, gdzie pod powłoką optymistycznych danych kryją się poważne zagrożenia. Z jednej strony ESRI podwyższyło prognozę wzrostu gospodarczego do poziomu 2,6% na rok 2026, co jest wynikiem potężnych inwestycji w produkcję nieruchomości oraz dynamicznie rosnących nakładów na zaawansowany sprzęt technologiczny powiązany ze sztuczną inteligencją i centrami danych. Choć prognoza dotycząca liczby ukończonych budynków mieszkalnych wzrosła do poziomu 38 500 w roku 2026 i do 40 500 w roku kolejnym, to wciąż jest to kropla w morzu potrzeb. W raporcie wyraźnie zaznaczono, że brak trwałej dynamiki w wydawaniu nowych pozwoleń na budowę uniemożliwia realne zaspokojenie popytu, przez co deficyt mieszkaniowy w ujęciu średnioterminowym będzie drastycznie narastał, windując ceny wynajmu i zakupu na kolejne historyczne maksima.
Na koniec warto pochylić się nad kondycją rynku pracy. Choć ogólne wskaźniki bezrobocia mają pozostać na satysfakcjonująco niskim poziomie, raport ESRI po raz pierwszy tak głośno i wyraźnie akcentuje długofalowe ryzyka związane z transformacją technologiczną.
Analizy dotyczące wpływu sztucznej inteligencji na zatrudnienie w Irlandii pokazują jednoznacznie, że stoimy u progu potężnej zmiany. Istnieje ogromna, dotychczas niedoszacowana grupa pracowników, którzy mogą bezpośrednio i niezwykle boleśnie odczuć negatywne skutki tej technologicznej rewolucji. Wszystkie te czynniki – od inflacji żywności, przez błędy w dystrybucji pomocy socjalnej, aż po kryzys mieszkaniowy i technologiczne bezrobocie – zbiegają się w jednym punkcie czasu. Druga połowa roku bezlitośnie zweryfikuje nasze dotychczasowe poczucie stabilizacji i zmusi nas do zderzenia się z rzeczywistością, która będzie znacznie droższa, niż ktokolwiek odważył się wcześniej prognozować.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Markus Spiske on Unsplash
