Minister zdrowia oddaje kolejne obowiązki farmaceutom
Jeszcze chwila i w irlandzkiej aptece będzie można nie tylko odebrać receptę, zaszczepić dziecko czy zbadać się na raka jelita grubego, ale także dostać zwolnienie lekarskie, nastawić bark po nieudanym meczu rugby i… przy odrobinie szczęścia, umówić wycięcie wyrostka między półką z witaminą C a promocją na syrop przeciwkaszlowy.
Minister zdrowia Jennifer Carroll MacNeill wyraźnie pokochała model państwa, w którym apteka staje się odpowiedzią na każdy problem systemu ochrony zdrowia. Lekarzy brakuje? Apteki. Kolejki rosną? Apteki. Szpital dziecięcy ledwo zipie przed przeprowadzką? Oczywiście – apteki.
Podczas konferencji Irlandzkiego Związku Farmaceutów w Carlow minister ogłosiła, że chciałaby, aby w tym roku apteki szczepiły jeszcze więcej dzieci w wieku szkolnym. Argument jest prosty, więc wyższy poziom szczepień zmniejszyć ma presję na szpitale i system ratownictwa medycznego w trakcie przeprowadzki do nowego Narodowego Szpitala Dziecięcego, o ile będzie nareszcie do czego.
W teorii brzmi to rozsądnie, ale problem polega na tym, że w irlandzkiej służbie zdrowia każde „tymczasowe rozwiązanie” ma tendencję do zostawania permanentnym fundamentem systemu. Tak właśnie krok po kroku farmaceuci zaczynają przejmować kompetencje, które jeszcze kilka lat temu były wyłączną domeną lekarzy rodzinnych. Już dziś w aptekach można otrzymać pomoc przy ośmiu powszechnych schorzeniach, więc od zapalenia spojówek po infekcje dróg moczowych. Do tego dochodzą szczepienia, badania przesiewowe na raka jelita grubego i coraz szerszy zakres konsultacji zdrowotnych. Minister otwarcie przyznaje, że chce dalszego rozszerzania tych usług.
W praktyce wygląda to trochę jak remont starego domu taśmą klejącą. Zamiast budować wydolny system podstawowej opieki zdrowotnej, państwo przesuwa kolejne obowiązki do aptek, bo tam jeszcze ktoś stoi za ladą i odbiera telefon.
Minister Carroll MacNeill przyznaje zresztą, że system jest pod ogromną presją. HSE zmaga się z przekroczeniami budżetu, brakuje pielęgniarek, rekrutacja jest trudna, a wydatki na leki rosną wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Innymi słowy, to klasyczny kryzys zdrowotny XXI wieku, czyli dużo pacjentów, mało personelu i jeszcze mniej pieniędzy.
Rząd próbuje łatać dziury, gdzie się da i trzeba uczciwie powiedzieć, że farmaceuci często robią to bardzo dobrze. Są dostępni, kompetentni i dla wielu pacjentów stanowią dziś jedyny szybki kontakt z systemem ochrony zdrowia. Problem nie leży w samych aptekach, a polega na tym, że państwo zaczyna traktować je jak darmowy plaster na wszystko.
Na konferencji ogłoszono również utworzenie stanowiska Głównego Dyrektora ds. Farmaceutycznych w Departamencie Zdrowia. To kolejny sygnał, że rola aptek będzie nadal rosła. Nowa prezes Irlandzkiego Związku Farmaceutów Caoimhe McAuley nie ukrywała, że sektor potrzebuje większych zasobów i stabilnego finansowania, zwłaszcza że większość przychodów aptek pochodzi już ze środków publicznych. I tu pojawia się pytanie, którego politycy wolą nie zadawać głośno: gdzie kończy się apteka, a zaczyna przychodnia? Jeśli natomiast obecny trend się utrzyma, za kilka lat rozmowa przy okienku może wyglądać mniej więcej tak:
— Poproszę coś na gardło.
— Oczywiście. A przy okazji zaszczepimy dzieci, zrobimy kolonoskopię, wypiszemy antybiotyk i wytniemy migdałki. Płatność kartą czy gotówką?
*
Tak na marginesie, apteki są już przeciążone. Od kilku lat jestem stałym bywalcem jednej – mojej ulubionej, bo zawsze coś dla mnie mają, ale w ostatnim roku wiele się zmieniło. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wchodziłem do tego przybytku medykamentów, witałem się z uśmiechem i dodawałem, że poproszę to co zawsze. Od dłuższego czasu, nawet stali bywalcy nie mogą liczyć na takie przywileje, więc żeby odebrać kolejną partię „drugsów”, należy zamówić ją elektronicznie. Później system albo Aisling poinformuje, że jako diler są już gotowi i mogę przyjść kolejnego dnia, by móc napawać się przez kolejny miesiąc smakiem nowych tabletek. Kiedy rozmawiałem z moimi znajomymi aptekarkami, powiedziały otwarcie, że mają z roku na rok więcej obowiązków, więc nie są właściwie w stanie realizować recept na bieżąco, choć mogą to zrobić, jednak czas oczekiwania może być całkiem długi.
Może to specyfika tej apteki, bo nie jest zbyt duża, a osiedle spore, ale z obserwacji terenowych w Galway wynika, że coraz większa ilość aptekarzy mówi o nawale obowiązków. Reasumując, rząd wywołał swoim nieudolnym zarządzaniem kryzys w służbie zdrowia, a teraz rozpoczyna to samo w świecie aptekarskim.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Serkan Yildiz on Unsplash
