Między otwartością a ryzykiem. UE–Indie podpisały największą umowę handlową dekady
Ogłoszone porozumienie handlowe między Unią Europejską a Indiami ma ambicję zmienić globalną mapę wymiany gospodarczej. Jak podkreśla europoseł Fianna Fáil Billy Kelleher, to wydarzenie o randze historycznej, zarówno dla Irlandii, jak i dla całej Wspólnoty. Umowa tworzy blok handlowy liczący niemal dwa miliardy ludzi, łącząc jedną z największych demokracji świata z największym rynkiem jednolitym.
Zdaniem Kellehera wolny handel stanowi fundament irlandzkiego modelu rozwoju. W tym sensie porozumienie z Indiami wpisuje się w długą tradycję gospodarczej otwartości Dublina. Przez lata rynek indyjski postrzegany jako trudny i zamknięty, ma wreszcie stać się bardziej dostępny dla unijnych eksporterów. Europoseł wskazuje, że po wdrożeniu umowy pojawią się nowe możliwości dla szerokiego spektrum sektorów – od przemysłu po usługi. Szczególnie mocno wybrzmiewa przykład irlandzkiej whisky. Redukcja ceł z poziomu 150 proc. do 33 proc. ma otworzyć drzwi do jednego z największych rynków konsumenckich świata, wzmacniając zarówno gorzelnie, jak i zaplecze rolnicze. W narracji Kellehera to konkret, który dobrze ilustruje potencjalne korzyści płynące z liberalizacji handlu.
W szerszym kontekście geopolitycznym porozumienie UE–Indie jest również odpowiedzią na narastające napięcia handlowe z udziałem Stanów Zjednoczonych. Zarówno Bruksela, jak i Nowe Delhi zostały dotknięte amerykańskimi cłami, a nowa umowa ma, według europosła, złagodzić skutki tej polityki i stworzyć warunki do stabilnego wzrostu gospodarczego. W tle pobrzmiewa wyraźny kontrast między multilateralnym podejściem UE a protekcjonistycznymi tendencjami po drugiej stronie Atlantyku.
Istotnym elementem porozumienia są także zobowiązania pozagospodarcze. Kelleher zwraca uwagę, że umowa nałoży na Indie i tamtejsze firmy nowe obowiązki w zakresie zrównoważonego rozwoju, praw pracowniczych oraz równości płci. To sygnał, że Bruksela konsekwentnie próbuje łączyć handel z agendą wartości, nawet w relacjach z potężnymi partnerami.
Dla Irlandii, której gospodarka „żyje i umiera” dzięki otwartości i eksportowi, umowa jawi się jako naturalny krok naprzód, natomiast dla Unii Europejskiej ma być dowodem, że wciąż wierzy w handel jako narzędzie wzrostu i wpływu globalnego – uważa euro deputowany z ramienia Fianna Fáil.
*
W mojej ocenie ten entuzjastyczny obraz ma jednak drugą, znacznie mniej komfortową stronę. Umowa handlowa z Indiami, choć spektakularna w skali, może stworzyć Unii Europejskiej dodatkowe problemy ekonomiczne. Otwarcie rynku na tak ogromnego i konkurencyjnego partnera grozi pogłębieniem nierównowag wewnątrz UE, zwłaszcza między państwami o silnym eksporcie a tymi, których przemysł i rolnictwo są słabsze strukturalnie. Presja cenowa, konkurencja kosztowa oraz ryzyko przenoszenia produkcji poza Europę mogą uderzyć w część unijnych sektorów, które już dziś zmagają się z wysokimi kosztami energii i regulacji. Do tego dochodzi pytanie o realną egzekucję standardów pracy i zrównoważonego rozwoju w Indiach, a bez niej szlachetne zapisy pozostaną polityczną poezją i gospodarcza proza okaże się bardzo brutalna. W efekcie Unia może zapłacić za geopolityczny sukces rachunkiem, który pojawi się z opóźnieniem, ale będzie wysoki.
Bogdan Feręc
Źr. MEP Billy Kelleher
Photo by Vishal Panchal on Unsplash
