Gdy gasną światła pod wielkim namiotem. Powolny zmierzch cyrkowej dynastii Duffych
Był czas, gdy cyrk przyjeżdżał do miasta niczym objazdowe święto, pachniało wówczas mokrą trociną, benzyną z agregatów i cukrową watą. Dzieci zadzierały głowy ku linom trapezu, dorośli na chwilę zapominali o rachunkach, polityce i wojnach. Cyrk był obietnicą innego świata, tego kolorowego, ryzykownego, większego od codzienności. Dziś ten świat powoli gaśnie. W Irlandii symbolem tej walki
