Irlandia na przeczekaniu – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Irlandia na przeczekaniu

Od lat słyszymy, że społeczeństwa mają swoją granicę wytrzymałości. Że przychodzi taki moment, gdy codzienny ciężar życia staje się tak duży, iż ludzie przestają godzić się na rzeczy, które jeszcze niedawno przyjmowali z rezygnacją. Historia zna wiele takich chwil, a nie zaczynały się od wielkich idei, lecz od zwyczajnego ludzkiego zmęczenia, od pustych portfeli, rosnących rachunków, lęku o jutro i poczucia, że państwo nie stoi po stronie obywatela. Wtedy rodziły się protesty, strajki, społeczne bunty, a czasem nawet małe rewolucje. Nie dlatego, że ludzie nagle zapragnęli zmian, ale dlatego, że zostali doprowadzeni do granicy swojej cierpliwości.

Wydaje się, że właśnie dziś żyjemy w czasach, w których ta granica znów staje się widoczna. Nie chodzi nawet o nagły kryzys, o spektakularne załamanie systemu czy polityczną katastrofę. O wiele groźniejsze jest coś innego, więc to powolne, systematyczne pogarszanie warunków życia, które nie wywołuje jednego wielkiego wybuchu, ale stopniowo wypala zaufanie społeczne, poczucie bezpieczeństwa i wiarę w przyszłość. W Irlandii proces ten widać wyjątkowo wyraźnie. Kraj, który przez lata był symbolem gospodarczego sukcesu, miejscem emigracyjnych nadziei i obietnicą stabilizacji, dziś coraz częściej staje się przestrzenią narastającego społecznego zmęczenia. To zmęczenie nie objawia się jeszcze na ulicach w postaci masowych protestów. Nie ma dzikich tłumów pod budynkami rządowymi, nie płoną barykady, nie słychać rewolucyjnych haseł, a jednak coś się zmienia. Coraz więcej ludzi czuje, że życie na Zielonej Wyspie przestaje być obietnicą, a staje się ciężarem.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie wszystkie problemy są winą obecnych władz. Świat od kilku lat doświadcza kryzysów, które mają charakter globalny. Pandemia, wojna, inflacja, zaburzenia łańcuchów dostaw, wzrost cen energii, to wszystko uderzyło w gospodarki niemal wszystkich państw. Irlandia nie jest wyjątkiem, czyli nie można więc wszystkiego zrzucić na rząd. Byłoby to nieuczciwe, publicystycznie wygodne, ale nieprawdziwe. Jednocześnie nie można też udawać, że władze nie ponoszą odpowiedzialności za to, jak społeczeństwo przechodzi przez czas kryzysu. Bo kryzys sam w sobie nie jest jeszcze oskarżeniem wobec rządzących, ponieważ oskarżeniem staje się sposób reagowania.

Po kryzysie finansowym z 2008 roku Irlandia wyciągnęła ważną lekcję, gdy kraj stanął niemal nad przepaścią, podjęto decyzję o stworzeniu funduszu zabezpieczającego na trudniejsze czasy, czyli „Deszczowy Dzień”. Ideą było odkładanie nadwyżek budżetowych po to, aby w momentach kryzysowych państwo mogło wesprzeć obywateli i ustabilizować sytuację społeczną. Sam pomysł był rozsądny, wręcz wzorcowy, albowiem odpowiedzialne państwo powinno myśleć perspektywicznie, zabezpieczać przyszłość, budować rezerwy.

Problem pojawia się wtedy, gdy owe „trudniejsze czasy” nadchodzą, a zgromadzone środki nadal pozostają nietknięte.

Od kilku lat mieszkańcy Irlandii mierzą się z coraz większym ciężarem ekonomicznym. Koszty życia rosną niemal w każdym obszarze: czynsze, energia, żywność, transport, usługi. Dla przeciętnego mieszkańca oznacza to jedno, coraz większą część dochodów pochłania samo przetrwanie, a mimo to państwo nie sięga po narzędzia, które mogłyby realnie złagodzić skutki kryzysu. Można zrozumieć ostrożność i być może rząd zakłada, że najgorsze dopiero nadejdzie. Być może uznaje, że obecne problemy nie są jeszcze wystarczającym powodem, by naruszać rezerwy. Być może kalkulacja polityczna podpowiada, że społeczeństwo wytrzyma jeszcze trochę. Ale tu właśnie rodzi się najgroźniejszy mechanizm, co oznacza zarządzanie społeczną frustracją.

Rząd nie rozwiązuje problemu, lecz pilnuje, by napięcie nie przekroczyło temperatury wrzenia. To gra na emocjach obywateli, utrzymywanie ich w stanie permanentnego niezadowolenia, ale jeszcze nie otwartego i silnego buntu, co może się zmienić już 2 maja. To strategia bardzo skuteczna, lecz krótkowzroczna, bo społeczeństwo można utrzymywać w napięciu tylko do pewnego momentu. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że owo napięcie nie prowadzi dziś do mobilizacji, ale do psychicznego wyczerpania. Ludzie nie wychodzą jeszcze masowo protestować, choć widać grupy niezadowolonych na ulicach, ale jest jeszcze jedno zjawisko i część ludzi zamyka się w sobie.

Widać to szczególnie wyraźnie wśród emigrantów, ale nie tylko. Społeczeństwo zaczyna dzielić się na trzy grupy. Pierwsza to ci, którzy wciąż są gotowi walczyć, protestować, domagać się zmian, otwarcie mówić o niesprawiedliwości. To grupa głośna, lecz nieliczna. Druga to ci, którzy wycofują się do własnych stref bezpieczeństwa, ograniczają potrzeby, unikają zaangażowania, skupiają się wyłącznie na własnym przetrwaniu. Trzecia grupa po prostu odchodzi, więc rezygnuje z życia w Irlandii i wraca do ojczyzny albo szuka lepszego miejsca gdzie indziej.

To właśnie ta trzecia grupa mówi dziś najwięcej o realnym stanie państwa, gdyż ludzie opuszczają kraj nie wtedy, gdy jest źle, ale wtedy, gdy przestają wierzyć, że będzie lepiej. Powrót emigracji zarobkowej jest, a przynajmniej powinien być dla rządzących sygnałem alarmowym. To znak, że Irlandia przestaje być krajem nadziei, a zaczyna być krajem rozczarowania, szczególnie dla tych, którzy przyjechali tu po stabilizację.

Najbardziej dramatyczna jest jednak druga grupa, więc ci, którzy zostali, bo albo nie mieli dokąd wrócić albo nie mają pomysłu, co dalej robić, ale walcząc o siebie na wyspie, psychicznie wycofali się z życia społecznego. To ludzie funkcjonujący, ale wewnętrznie wypaleni. Chodzą do pracy, robią zakupy, płacą rachunki, uśmiechają się na ulicy, a jednocześnie są całkowicie pozbawieni energii do działania. Nie wierzą, że protest cokolwiek zmieni. Nie wierzą, że polityka może im pomóc. Nie wierzą nawet, że ich sytuacja ma perspektywę poprawy.

To stan bardzo groźny społecznie, bo prowadzi do zbiorowego odrętwienia. Ludzie przestają być obywatelami, a stają się jednostkami skupionymi wyłącznie na przetrwaniu kolejnego tygodnia. Codzienność zaczyna być dominowana przez pytania najbardziej podstawowe: Czy wystarczy na czynsz? Czy wystarczy na jedzenie? Czy wystarczy na rachunki? Czy landlord nie podniesie opłat lub nie wręczy wypowiedzenia najmu? Czy w przyszłym miesiącu nie zabraknie pieniędzy?

To nie są pytania o komfort życia. To pytania egzystencjalne! Kiedy społeczeństwo koncentruje się na przetrwaniu, przestaje myśleć o rozwoju. Przestaje planować przyszłość, przestaje ufać instytucjom i właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy kryzys, ale nie ten ekonomiczny, lecz społeczny, bo gospodarkę można odbudować szybciej niż zaufanie ludzi. Najbardziej bolesne jest to, że problem dotyczy niemal wszystkich grup społecznych. Nie tylko najuboższych. Coraz częściej słyszy się te same obawy od pielęgniarek, budowlańców, mechaników, pracowników biurowych, właścicieli małych firm, a nawet przedstawicieli zawodów dotąd uznawanych za stabilne. Ludzie, którzy jeszcze kilka lat temu mogli spokojnie planować przyszłość, dziś liczą wydatki z rosnącym niepokojem.

To właśnie odróżnia zwykły wzrost kosztów życia od kryzysu społecznego. Kryzys społeczny zaczyna się wtedy, gdy niepewność staje się doświadczeniem powszechnym.

Oczywiście są i tacy, którzy problemu nie odczuwają. Dyrektorzy, właściciele dużych przedsiębiorstw, ludzie z wysokimi dochodami wciąż funkcjonują w relatywnym komforcie, ale to margines. To wyjątek, nie reguła. Nie można na podstawie sytuacji niewielkiego odsetka społeczeństwa budować obrazu państwa. Prawdziwym miernikiem kondycji kraju jest sytuacja klasy pracującej, w tym głównie klasy średniej. Jeśli te grupy zaczynają tracić stabilność, to znaczy, że fundamenty państwa słabną.

Irlandia nadal wygląda na kraj stabilny. Instytucje działają, gospodarka formalnie funkcjonuje, nie ma chaosu politycznego. Jednak pod tą powierzchnią narasta zmęczenie, frustracja i poczucie, że ciężar życia staje się nieproporcjonalny do możliwości zwykłego człowieka. To najgroźniejszy rodzaj kryzysu – kryzys ukryty.

Nie ma dramatycznych nagłówków, nie ma spektakularnych wydarzeń, nie ma jednego dnia, który można wskazać jako moment załamania. Jest za to powolne osuwanie się społecznego morale, a gdy to spada, kraj słabnie nawet wtedy, gdy wskaźniki makroekonomiczne wyglądają dobrze. Pamiętajmy, że państwo to nie tylko budżet, fundusze i statystyki. Państwo to ludzie i jeśli ludzie tracą wiarę w sens codziennego wysiłku, żaden fundusz stabilizacyjny nie zapewni bezpieczeństwa.

Pytanie brzmi więc nie „czy jest źle”, ale „jak długo społeczeństwo może jeszcze żyć w stanie permanentnego zaciskania pasa”?

Na to pytanie nie ma dziś dobrej odpowiedzi, gdyż nie da się w nieskończoność budować stabilności na społecznym wyczerpaniu. Nie da się oczekiwać, że ludzie będą cierpliwie znosić coraz większy ciężar bez utraty wiary w system, a kiedy ta wiara znika, społeczeństwo nie wybucha od razu. Najpierw milknie i właśnie to milczenie jest dziś najbardziej niepokojące. Kraj, w którym ludzie nie protestują masowo, nie robią tego, że są zadowoleni, lecz dlatego, że są zbyt zmęczeni, by wchodzić na bardzo niebezpieczną drogę. Ona jest jednak w trakcie budowy, bo po jakimś czasie nie potrzeba rewolucji. Wystarczy powszechna rezygnacja, a rezygnacja obywateli jest dla państwa groźniejsza niż gniew. Ten można usłyszeć i na niego odpowiedzieć, natomiast rezygnacja jest cicha. Nie wychodzi na ulice. Nie niesie transparentów. Nie domaga się zmian. Ona po prostu odbiera państwu przyszłość.

I być może właśnie to jest dziś największym problemem Irlandii, nie sam wzrost kosztów życia, nie kryzys mieszkaniowy, nie inflacja, lecz społeczne poczucie, że przyszłość przestała być obietnicą. Jeżeli państwo nie potrafi tej obietnicy przywrócić, żaden fundusz i to na żaden „deszczowy dzień” nie uratuje społecznego zaufania.

Pieniądze można gromadzić latami, ale zaufanie społeczne można stracić w ciszy, a wtedy nawet najbardziej zielona wyspa przestaje być miejscem nadziei.

Bogdan Feręc

Fot. CC infomatique

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Między instrukcją
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.