Gęby pełne frazesów, a język…

Kilka razy już wspominałem, że w debacie publicznej język stał się mniej niż parlamentarny, chociaż w mojej ocenie i to stwierdzenie powinno zniknąć ze słowników, gdyż parlament to centrum życia każdego kraju i jest kwintesencją państwowości.

Mówiłem też, że odnosimy się do siebie z niechęcią, w rozmowach używamy nader ostrych słów, nie zważamy na uczucia innych, a i daleko nam do poprawności wypowiedzi. Mówiłem, też, że wpływ na to ma język używany przez polityków, bo ci, chcąc przekonać do siebie nieprzekonanych, ale i utrzymać „wyznawców”, zaczęli stosować nazewnictwo podkreślające niewiedzę politycznych oponentów, by następnie przejść do zwykłego obrzucania się słownym błotem i niekiedy nawet prymitywizmu słownego.

Wielokrotnie zwracałem uwagę, iż poprzez prezentowanie takich właśnie wypowiedzi od „zdradzieckich mord”, po „kaczym”, daje się wyraźny sygnał społeczeństwu, by i ono posłużyło się takimi określeniami, co stosuje się w ostatnich latach nader często.

O ile mowa jest dzisiaj o Polsce i tamtejszych politykierach, bo politykami chyba przestanę ich nazywać, to nie jest inaczej w Irlandii, gdzie język polityczny zaczął stawać się coraz ostrzejszy, a Joanną Senyszyn tutejszego parlamentaryzmu stała się Mary Lou McDonald. Oczywiście nie jest to cechą dominującą w wypowiedziach liderki Sinn Féin, nie jest ona jedyną w politycznym gronie w Irlandii, która poszła w tym kierunku, bo i np. Leo Varadkar lubi strzelić komuś słownie z liścia, więc wpisuje się w tę arogancką narrację.

Do perfekcji jednak język obstrukcji słownej opanowali politykierzy z naszej ojczyzny, więc wyłowić ze ścieku ich wypowiedzi coś, co nosić będzie znamiona parlamentarnej wypowiedzi, zaczyna graniczyć z cudem.* Do tego wszystkiego dołączyć należy fałszywe uśmiechy, frazesy padające z ust wybrańców narodu i półprawdy, jakimi się posługują, co daje nam obraz całkowitego zepsucia tzw. klasy politycznej, choć klasy tam nie ma za grosz.

Nazywany jestem lewakiem, potomkiem komuchów i niech tak pozostanie, w końcu urodziłem się w czasach świetności polskiej komuny i za czasów niejakiego towarzysza Edwarda Gierka, który miał pomysł, jak pobudzić Polskę, ale mu nie wyszło. To akurat nic nadzwyczajnego, bo żadnemu z komunistycznych przywódców kraju nad Wisłą nie wychodziło, ale nie o nich, bo o obecnej lewicy, czyli właśnie o rzeczonej już Joannie Senyszyn.

Z dużą dozą obrzydzenia na styl i używane słownictwo wysłuchałem wypowiedzi Pani poseł, a daje ona wyraz najgorszym wzorcom wypowiedzi politycznej, gdyż używa określeń na pograniczu obrazy.

Jestem w najwyższym stopniu niechętny polskiej polityce, z goryczą patrzę na szarpaną gębami politykierów naszą ojczyznę, a i z narastającą pogardą patrzę w kierunku polskiego Sejmu. Niechęć budzi we mnie również samo słuchanie polskich parlamentarzystów, że użyję wobec nich tego górnolotnego stwierdzenia, bo doprowadzili do jednego, więc wyraźnie zniechęcają mnie do powrotu na łono ojczyzny.

Do niedawna byłem przekonany, że po przejściu na emeryturę, wyjadę z Irlandii, aby oddawać się jesieni życia w jakichś sprzyjających warunkach atmosferycznych, a i pod uwagę brałem Polskę. Ta jednak zaczyna mnie od siebie coraz częściej odpychać i nie dzieje się tak za sprawą Polski, jako takiej, a tym, co tam właśnie wyprawiają „politycy”. Poza tym nie do końca podoba mi się prawo podatkowe, więc nie jest zachęcające, by Feręc wrócił do ojczyzny za kilkanaście lat i wydawał tam swoje zarobione w Irlandii pieniądze, a pośrednio zasilał budżet kraju urodzenia emeryturą z wyspy. Problem widzę w kwestii opodatkowania moich walorów pieniężnych, więc pobierania np. 17% podatku od mojej, wypracowanej na Zielonej Wyspie emerytury.

Polska powinna zrobić wszystko, aby mnie i mnie podobnych, ściągać z zagranicy, by w ojczyźnie wydawali zarobione na „Zachodzie” pieniądze, niezależnie w jakiej będą formie, więc oszczędności lub emerytur. To jest dodatkowy dochód, natomiast opodatkowanie, w naszym przypadku irlandzkiej emerytury, odbieram jako wydzieranie mi moich pieniędzy i na to mojej zgody nigdy nie będzie.

Przykładem i to wręcz modelowym politykierskiego języka, że wrócę na zakończenie do głównego wątku felietonu, niechaj stanie się wypowiedź lewicowej posłanki Joanny Senyszyn. Pani poseł, nie jest jedyną, bo i z drugiej strony barykady, takie słowa padają, więc niech po słowach parlamentarzystki, zapadnie cisza.

*Wpisałem się w język polskiej polityki.

Nie na darmo mówi się, że to jednak milczenie jest złotem.

Bogdan Feręc

Photo by Nsey Benajah on Unsplash

Udostępnij i skomentuj w mediach społecznościowych po przeczytaniu tekstu:
ZNAJDŹ NAS:
Brak pomysłu na pre
Dane CEIDG: Polacy n