Europę rozgrywać będzie każdy

Unijny twór poprzez swój brak gospodarczego rozumu zaczyna powoli gubić wszelkie ekonomiczne wartości, co powodują dwie największe obecnie gospodarki tego bloku.

Chodzi oczywiście o Niemcy i Francję, w których od kilku lat spadki wyników ekonomicznych są nie do zatrzymania, więc ciągną za sobą inne państwa, które zbyt daleko weszły w kooperację z nimi. Niemcy, jako niedawna jeszcze silna gospodarka, napędzająca dużą część Unii Europejskiej, zaczyna wygaszać wiele dziedzin produkcji, co może oznaczać tylko jedno, iż wpada w poważną zapaść ekonomiczną.

Podobnie jest we Francji, chociaż sprawa w tym przypadku ma się zgoła odwrotnie, gdyż Francuzi zmniejszają produkcję, a nawet się z niej wycofują, ale w swoich fabrykach poza krajem. Wciąż jednak próbują utrzymać rynek wewnętrzny na stosunkowo wysokim poziomie produkcyjnym, a tu można powiedzieć, że zbyt dużych sukcesów nie odnoszą.

Ogólnie rzez ujmując, uprawnionym będzie stwierdzenie, że UE gospodarczo zaczyna odczuwać poważną zadyszkę, ale musi wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, który może zadać jej cios w plecy. Globalna niestabilność ekonomiczna wpływa na jej decyzje i Stany Zjednoczone z dobrego wujka stały się swoistym konkurentem wszystkich państw unijnych, w tym Irlandii.

Jak niedawno pisałem, co wówczas potraktowane zostało jak ponury żart, Republika może zacząć tracić na swojej głębokiej współpracy ze Stanami, co widoczne będzie w mojej ocenie już za kilka miesięcy. Amerykańskie koncerny, nie mają już na wyspie podatkowego eldorado, więc nie będzie tak, jak za poprzednich kryzysów, iż właściwie utrzymają produkcję, a zwolnienia będą, ale niezbyt duże. Teraz chronić będą swoje spółki matki w USA, ale też w Kanadzie, co może oznaczać tylko jedno, znaczne ograniczenie produkcji na wyspie, a co się z tym wiąże likwidację części miejsc pracy.

Do tego wszystkiego dołączyć trzeba unijne pomysły w zakresie działań klimatycznych, a to one aktualnie potężnie obciążają budżety krajowe, ale też portfele mieszkańców, co w konsekwencji prowadzi nas do wprowadzenia paneuropejskiego modelu oszczędnościowego. W tym zaś zmniejsza się siła nabywcza pieniędzy pochodzących z gospodarstw domowych, więc cierpi mocno rynek wewnętrzny.

Pamiętajmy o jeszcze jednej ważnej kwestii w Europie, która się starzeje, a to też oznacza znacznie wyższe koszty socjalne i niższą wydajność za sprawą coraz starszych pracowników oraz zmiany modelu pracy przez ich następców. Jednym słowem za chwilę zacznie brakować wykwalifikowanych pracowników, co stanie się powodem przedłużonego kryzysu ekonomicznego w Unii Europejskiej. Istotne jest jednocześnie, aby nie zwiodły nas obecnie zapewnienia polityków, iż wcale nie jest źle i przewidywane są wzrosty wskaźników gospodarczych, bo te wcale nie przekładają się na możliwość rozporządzania kapitałem gospodarstw domowych. Cierpią one z powodu inflacji, ale też wysokich czynszów, czyli oba czynniki odbierają wiele z siły nabywczej kwot rozporządzalnych pojedynczych osób.

Wczoraj powiedziałem, że jest dla Europy, a może bardziej był ratunek dla UE, która mogłaby współpracować ekonomicznie z Chinami, a te są obecnie bardziej rywalem. Co więcej, Chiny w mojej ocenie, to wciąż rynek nienasycony, czyli zarówno cały rynek unijny, ale i jednostkowo niemiecki, francuski oraz irlandzki, mogłyby utrzymywać się na poziomie wzrostów ekonomicznych, a uniezależniać się będą stopniowo od amerykańskich koncernów, co i tak kiedyś przyjdzie Staremu Kontynentowi zrobić. Wówczas będzie już bardzo późno na takie działanie, ale politycy z Europy nadal bezsensownie wierzą, że USA ratować będzie tutejszą ekonomię.

Chiny, aby nie być głowosłownym to rynek z jednym miliardem i czterystoma dziewięcioma milionami ludzi, więc potencjalnych klientów, a Unia Europejska liczy sobie niecałe 449 milionów mieszkańców, więc porównanie jest nawet śmieszne. Ludność Federacji Rosyjskiej to z kolei 143,4 miliona gardeł do nakarmienia, więc Unia Europejska zamknęła sobie drzwi do prawie półtoramiliardowego rynku, bo jest zdania, że lepiej jej będzie z pogrążonymi w długach Stanami Zjednoczonymi, które wcale nie są zainteresowane, aby ich niecałe 332 miliony ludzi, kupowało cokolwiek w Europie. Czyli znowu wychodzi na moje i gdyby dokładniej przyjrzeć się polityce Unii Europejskiej, zauważymy jej paraliż decyzyjny i bieganie za własnym ogonem.

Mamy jednocześnie w UE starzejącą się infrastrukturę, a tej właściwie nie wymienia się na nową, bo brakuje już teraz pieniędzy, które kierowane są z uporem maniaka na szeroko pojęte cele klimatyczne, czyli na coś, co podnosi i tak wysokie koszty funkcjonowania unijnego niewydolnego molocha. Unijna gospodarka ze względu na wysokie koszty produkcji traci właśnie konkurencyjność na świecie, a początkiem tego procesu można nazwać wybuch wojny na Ukrainie, czyli odcięcie się od rosyjskich węglowodorów. Z tego powodu najbardziej cierpią Niemcy, bo stracili wieloletniego dostawcę gazu i ropy, na których oparty był cały model ekonomicznych, jaki stworzył sobie Berlin, a wcześniej zamykając rękoma Angeli Merkel swoje siłownie atomowe, odebrali państwu możliwość produkowania stosunkowo taniej energii.

Co może być ciekawe, broniąc się przed recesją i szukając oszczędności, GEA Group AG, jeden z największych europejskich producentów maszyn dla przemysłu, zwiększa zatrudnienie w swojej fabryce w Polsce, gdzie koszty wytwórcze są znacznie niższe niż w jej mateczniku w Moguncji nad Renem. W Niemczech ograniczana jest natomiast produkcja i cięte są stanowiska pracy. Swoje plany redukcji etatów ogłosiły także Continental AG, czyli producent części samochodowych oraz Bosch GMBH, który zajmuje się m.in. produkcją sprzętu gospodarstwa domowego.

Odnoszę wrażenie, że czeka nas głęboki i długotrwały kryzys, a i Unia sama będzie go pogłębiać, chcąc dokooptować do bloku dwie gospodarki, czyli ukraińską w stanie kompletnego rozkładu i słabą mołdawską. Czasami trzeba sobie powiedzieć wprost, że niezależnie od sympatii i antypatii, należy mieć na względzie interes ekonomiczny i poświęcić jednego, żeby inni przetrwali.

Smutna jest to konkluzja, ale istotna z punktu widzenia całej gospodarki Unii Europejskiej.

Do tego wszystkiego dodam, że o ile Unia Europejska nie przestanie być poprawna politycznie i nie zmieni swoich obecnych priorytetów, rozgrywać ją będą wszystkie kraje produkujące żywność oraz mające rozwiniętą produkcję przemysłową, bo przecież my w UE, stawiamy na wysokie technologie, by mieć na tych czterech unijnych milionach kilometrów kwadratowych samych inżynierów i specjalistów, którzy nie wiedzą, do czego służy młotek. O rolnikach to już nawet nie mówię, bo szlag mnie trafia, jak Bruksela twierdzi, że państwa unijne muszą być pod względem żywnościowym samowystarczalne, a dusi swoje rolnictwo wymaganiami klimatycznymi, co prowadzi nas nad krawędź okresu głodu lub horrendalnie wysokich cen sztucznego jedzenia.

Bogdan Feręc

Photo by Christian Lue on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Irlandia szuka budow
Gorący kaloryfer, c