Czterdziestka na karku. Dlaczego męskie libido nie spieszy się z emeryturą
Przez lata żyliśmy w przekonaniu, że męskie libido ma prostą trajektorię i start jest rakietowy w młodości, a potem powolne osuwanie się ku nostalgii oraz opowieściom „jak to kiedyś było”. Biologia, testosteron, metryka i sprawa zamknięta – tyle teoria, bo praktyka właśnie ją wywraca.
Nowe badania opublikowane w czasopiśmie Scientific Reports pokazują, że zainteresowanie seksem u mężczyzn wcale nie musi gasnąć po trzydziestce. Wręcz przeciwnie. Analiza danych od 67 tysięcy mężczyzn w wieku od 20 do 84 lat wskazuje, że libido osiąga szczyt… po czterdziestce. Tak, w tym wieku, w którym zaczyna się kupować lepsze krzesła do pracy i czytać skład jogurtu. To odkrycie psuje prostą narrację o hormonach rządzących wszystkim jak bezduszny algorytm. Seksuolog Emily Power Smith zwraca uwagę, że seksualność mężczyzn jest znacznie bardziej złożona. Nie sprowadza się do poziomu testosteronu ani do biologicznego licznika lat. Mężczyźni, uwaga, rewolucja – są istotami myślącymi, czującymi i świadomymi, a libido jest efektem splotu psychiki, doświadczeń i poczucia bezpieczeństwa, nie tylko chemii.
Czterdziestka ma tu swoje atuty. To moment, w którym wielu mężczyzn zna już siebie. Wie, czego chce, a czego nie musi udowadniać. Presja młodości, ta cicha, ale bezlitosna potrzeba „bycia lepszym”, zaczyna odpuszczać. Seks przestaje być testem, a częściej staje się rozmową.
Jest też czynnik kulturowy. Mężczyźni po czterdziestce dorastali w świecie bez mediów społecznościowych zaglądających do sypialni przez dziurkę od klucza. Ich pierwsze doświadczenia nie były potencjalnym materiałem na relację, komentarz czy screen krążący w sieci. Młodsi mężczyźni funkcjonują dziś natomiast w cieniu oceny, lajków i lęku przed publicznym zawstydzeniem. To nie sprzyja luzowi ani spontaniczności.
Smith sugeruje, że różnice pokoleniowe mogą wpływać na sposób, w jaki mózg reaguje na ryzyko i intymność. Mniej strachu przed ekspozycją, więcej przestrzeni na obecność tu i teraz. To oczywiście uogólnienia, a te zawsze są trochę zdradliwe, choć coś w nich jest.
Lekcja z tych badań jest zaskakująco krzepiąca. Libido nie ma zegarka, który tyka według jednego schematu. Może dojrzewać razem z człowiekiem, a nie znikać wraz z pierwszym siwym włosem. Czterdziestka nie musi być początkiem schyłku. Dla wielu okazuje się momentem, w którym ciało i głowa zaczynają wreszcie grać do jednej bramki.
I może właśnie to jest najciekawsze, że w świecie obsesyjnie zakochanym w młodości, seks — jak dobry winyl albo sensowna rozmowa potrafi najlepiej wybrzmieć dopiero wtedy, gdy przestajemy się spieszyć.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Vitaly Gariev on Unsplash
