Bezczelna łapówka za nasze własne pieniądze. Jak wicepremier kupuje sobie głosy na koszt państwa
Jako ciężko pracujący mieszkaniec Irlandii i podatnik, który co miesiąc ze zgrozą patrzy na swoje rozliczenie podatkowe, nie mogę już dłużej milczeć. Festiwal politycznego cynizmu i bezwstydnego rozdawnictwa właśnie osiągnął nowy poziom. Nasz wicepremier i szef Fine Gael Simon Harris prosto z Brukseli, bez cienia żenady i „bez żadnych przeprosin” zapowiedział, jak zamierza sfinansować swoją kolejną kampanię wyborczą. Scenariusz jest stary jak świat, bo nadchodzi październikowy budżet na rok 2027, wybory wiszą na horyzoncie, więc co robi władza? Sięga głęboko do państwowej kasy, żeby kupić sobie przychylność wyborców. I to za czyje pieniądze? Za nasze!
To, co minister finansów i wicepremier nazywa „wsparciem dla wyciśniętego środka”, w rzeczywistości jest ordynarną, polityczną korupcją ubraną w ładne słówka o „premiowaniu pracy”. Nagle, po latach ignorowania problemu, Simon – wicepremier i minister finansów Harris doznał olśnienia i zauważył, że ludzie zarabiający powyżej 44 tysięcy euro wpadają w drugi próg i płacą zbójnickie 40 procent podatku dochodowego.
Przypomniał sobie o tym akurat teraz, gdy jego partia desperacko potrzebuje utrzymać się na politycznej arenie. A gdzie był w zeszłym roku, gdy budżet nie drgnął nawet o milimetr w kwestii stawek czy ulg dla pracowników? Wtedy jakoś „presja związana z kosztami utrzymania” nikogo na szczytach władzy nie obchodziła.
Letnia zapowiedź, jesienne rozdawnictwo
W ciągu najbliższych dwóch tygodni Simon Harris przedstawi gabinetowi tak zwane Letnie Oświadczenie Ekonomiczne. Już teraz zapowiada z uśmiechem na ustach, że budżet będzie gigantyczny i na pewno nie będzie niższy niż ten na rok 2026. Skąd minister ma na to fundusze w czasach tak potężnej niepewności geopolitycznej? Przecież Central Statistics Office wyraźnie podaje, że inflacja w czerwcu wyniosła 3,4 procent, a ponowne spięcia między USA a Iranem natychmiast wybiły ceny ropy w górę. To wskazuje, że lada chwila skutki tych konfliktów odczujemy w sklepach spożywczych.
Co więcej, od września rząd planuje definitywnie wycofać obniżki akcyzy na paliwa, co uderzy każdego z nas po kieszeni na stacjach benzynowych. Jednak wicepremier się tym nie martwi, bo dla niego ta cała niestabilność to idealny parawan. Zamiast odpowiedzialnie zarządzać budżetem w trudnych czasach, Harris woli trzymać nas w szachu i mamić obietnicami, że „rząd ma mnóstwo czasu, aby sprawdzić, co jeszcze może zrobić”.
To z kolei wygląda na czysty szantaż emocjonalny: „bądźcie grzeczni przy urnach, a my sypniemy groszem na energię czy opiekę nad dziećmi”.
Moje podatki to nie fundusz wyborczy Fine Gael
Mam dość sytuacji, w której moje ciężko zarobione pieniądze, zamiast na systematyczną naprawę ochrony zdrowia czy infrastruktury, traktowane są przez rządzących jak prywatny fundusz socjalny do ratowania własnych stołków. Minister Harris bezczelnie deklaruje, że decyzje o pakiecie podatkowym zapadną dopiero po dogadaniu się z Micheálem Martinem i resztą koalicji co do ostatecznej kwoty. Reasumując, panowie po prostu siadają przy stoliku i licytują się, ile z naszych podatków muszą nam oddać w postaci „obniżek”, żebyśmy na nich ponownie zagłosowali.
*
W mojej ocenie nie jest twarda i odpowiedzialna polityka gospodarcza, a raczej zwykłe, populistyczne kupowanie głosów za pieniądze z budżetu. Jako podatnik mówię stanowczo: dość. Nie zgadzam się na to, aby moje pieniądze służyły jako paliwo do politycznych gierek i utrzymywania przy władzy ludzi, którzy przypominają sobie o klasie pracującej tylko wtedy, gdy zaczyna im się palić grunt pod nogami.
Żadne przedwyborcze ochłapy nie przesłonią faktu, że ten rząd traktuje budżet państwa jak własny portfel do robienia politycznych prezentów.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC EU
