Koniec wolności w sieci? Unia Europejska pod płaszczykiem szczytnego celu instaluje cyfrowy podsłuch – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Koniec wolności w sieci? Unia Europejska pod płaszczykiem szczytnego celu instaluje cyfrowy podsłuch

Wyobraź sobie, że wysyłasz prywatną wiadomość do przyjaciela, a nad waszymi ramionami stoi niewidzialny urzędnik, który czyta każde słowo i ogląda każde przesłane zdjęcie. Brzmi jak scenariusz z mrocznego filmu science-fiction? Niestety, to rzeczywistość, którą funduje nam Bruksela. 9 lipca Parlament Europejski przegłosował przepisy, które otwierają drzwi do głębokiej inwigilacji naszych prywatnych rozmów w internecie.

Oficjalny powód? Walka z najgorszymi zbrodniami – wykorzystywaniem seksualnym dzieci i rozpowszechnianiem materiałów przedstawiających ich krzywdę, co w unijnej nowomowie określa się to skrótem CSAM. Cel jest bez wątpienia szczytny i nikt przy zdrowych zmysłach go nie kwestionuje. Jednak metoda, jaką wybrano do jego realizacji, budzi przerażenie. Nowe prawo uderza bowiem prosto w naszą prywatność, drastycznie ograniczając ochronę, którą do tej pory gwarantowały nam europejskie przepisy.

Masowa inwigilacja czy ochrona najmłodszych?

Wokół tej decyzji wybuchła gigantyczna awantura, a emocje po obu stronach barykady sięgnęły zenitu. Krytycy i obrońcy praw człowieka nie przebierają w słowach i bez owijania w bawełnę nazywają nowe regulacje „kontrolą czatów”. Na portalach zrzeszających przeciwników tych zmian możemy przeczytać wprost: „Nie chodzi tu o łapanie przestępców. To masowa inwigilacja wszystkich czterystu pięćdziesięciu milionów obywateli Unii Europejskiej”.

Z kolei zwolennicy nowych przepisów, na czele z Europejską Partią Ludową (to największa frakcja w Parlamencie Europejskim), twierdzą, że bez tych narzędzi firmy technologiczne miałyby związane ręce i nie mogłyby skutecznie tropić cyfrowych drapieżników. Powołują się przy tym na dramatyczne statystyki. Badania pokazują bowiem, że około jedno na pięcioro dzieci w Europie Zachodniej doświadczyło niechcianych lub wymuszonych interakcji o charakterze seksualnym w sieci przed ukończeniem osiemnastego roku życia.

Gdzie leży prawda? Aby to zrozumieć, musimy przetłumaczyć skomplikowany język brukselskich urzędników na ludzki. Nowe przepisy wprowadzają tak zwane „odstępstwo”, czyli prawny wyjątek od ogólnej zasady ochrony prywatności. Pozwala ono gigantom takim jak Google, Meta, Microsoft czy SnapChat na ignorowanie niektórych przepisów o ochronie danych, by mogły one skanować nasze wiadomości.

Jak to ma działać w praktyce i dlaczego to ślepa uliczka?

Wielu z nas myśli, że „masowy nadzór” oznacza, iż jakiś agent policji usiądzie przed komputerem i zacznie czytać nasze plotki na komunikatorach. Tak to nie wygląda. Nasze wiadomości mają być sprawdzane przez specjalne algorytmy, czyli automatyczne programy komputerowe. Jeśli program uzna, że przesyłane zdjęcie lub tekst są podejrzane, automatycznie „oflaguje” je, więc oznaczy jako niebezpieczne i wyśle raport do organów ścigania. I tu pojawia się potężny problem, na który wskazuje ponad ośmiuset naukowców i ekspertów w oficjalnym liście protestacyjnym. Systemy te są niezwykle niedoskonałe. Nie da się bezbłędnie skanować setek milionów wiadomości. Maszyna nie potrafi myśleć logicznie i nie rozumie kontekstu.

Co to oznacza dla zwykłego człowieka? Raporty przygotowane dla komunizującego Parlamentu Europejskiego ostrzegają przed tak zwanym „efektem mrożącym”. To sytuacja, w której uczciwi ludzie zaczną bać się normalnych, legalnych zachowań w sieci z obawy przed niesłusznym oskarżeniem. Klasyczny przykład, to ten, gdy rodzic robi zdjęcie wysypki na ciele swojego malucha i wysyła je przez komunikator do lekarza, aby skonsultować objawy choroby. Algorytm może uznać takie zdjęcie za niedozwolone, a przerażeni rodzice zamiast pomocy medycznej mogą mieć na głowie policję. Podobnie systemy mogą potraktować nastolatków, którzy dobrowolnie wymieniają się intymnymi wiadomościami.

Co gorsza, unijne przepisy mówią, że dane niewinnych ludzi powinny być natychmiast i bezpowrotnie usuwane. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego. Irlandzka Rada Swobód Obywatelskich ujawniła, że tamtejsza policja latami przechowywała raporty o rzekomych przestępstwach nadesłane z Ameryki, mimo że oficjalnie potwierdzono, iż zgłoszenia te były całkowitą pomyłką, a ludzie ci byli całkowicie niewinni. Nawet oficjalna ocena przeprowadzona przez sam Parlament Europejski w 2023 roku czarno na białym przewidywała, że ogólna skuteczność tych przepisów będzie po prostu ograniczona.

Szyfrowanie, czyli chwilowa tarcza obronna

Jednym z najważniejszych punktów oporu w tej cyfrowej wojnie jest kwestia tak zwanego kompleksowego szyfrowania, a w żargonie technicznym zwanego szyfrowaniem end-to-end. To technologia, która sprawia, że wiadomość jest zabezpieczona specjalnym kodem od momentu wysłania aż do momentu odebrania. Nikt – ani dostawca internetu, ani twórca aplikacji, ani policja – nie może jej podejrzeć w trakcie przesyłania. Wprowadzenie obowiązku skanowania treści przed ich wysłaniem w praktyce zniszczyłoby to zabezpieczenie i dało pełny dostęp do telefonów oraz innych urządzeń z dostępem do internetu.

Parlament Europejski na razie sprytnie ominął ten problem, chcąc uniknąć burzy. W przegłosowanych 9 lipca przepisach dodano poprawki, które wyłączają z monitoringu aplikacje używające pełnego szyfrowania. Oznacza to, że użytkownicy takich komunikatorów jak Signal czy Telegram mogą na razie spać spokojnie. Ich rozmowy nie będą kontrolowane. Jednak eksperci ostrzegają, że to tylko tymczasowy kompromis i kwestia czasu, aż urzędnicy upomną się również o te bezpieczne bastiony wolności.

Niebezpieczny precedens i równia pochyła

Głosowanie z mijającego tygodnia nie oznacza jeszcze, że nowe prawo natychmiast weszło w życie. Musi je teraz zaakceptować Rada Unii Europejskiej. Jednak cała ta sytuacja pokazuje niezwykle niebezpieczny trend. Uzasadnianie ograniczania wolności obywatelskich ochroną dzieci to najstarsza sztuczka w podręczniku dyktatorsko-autorytarnych rządów. Jeśli raz zgodzimy się na to, by władza – nawet w szlachetnym celu – zainstalowała w naszych telefonach narzędzia do stałego monitoringu, stworzymy niespotykane dotąd w historii możliwości nadzoru, kontroli i cenzury. Dzisiaj algorytmy szukają krzywdy dzieci, a czego będą szukać jutro? Niepoprawnych poglądów politycznych? Krytyki rządu? Słów, które nie podobają się aktualnej partii rządzącej?

W Unii Europejskiej trwają już negocjacje nad wprowadzeniem stałego systemu kontroli internetu. Przekroczenie tej granicy zmieni Europę z oazy wolności i praw obywatelskich w cyfrowy obóz dozorowany przez bezduszne algorytmy. Bezpieczeństwo dzieci jest fundamentalne, ale nie można go budować na gruzach wolności nas wszystkich.

Bogdan Feręc

Źr. PA Media

Photo by Brett Jordan on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Stalowe szlaki przys
Gdzie się podziali
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.