Kara śmierci powinna wrócić (Tylko dla dorosłych) – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Kara śmierci powinna wrócić (Tylko dla dorosłych)

Tu i ówdzie pojawiają się głosy, że prawo karne jest zbyt łagodne, bo przecież przestępstwa stale się pojawiają, natomiast ludzkość nie wymyśliła jeszcze systemu, aby całkowicie wyeliminować zło z naszych miast i wsi. I chyba właśnie tutaj zaczyna się problem, ponieważ przez wieki wymyślaliśmy najróżniejsze sposoby, żeby przekonać człowieka, iż jednak nie powinien mordować, gwałcić, torturować, rabować czy robić innych rzeczy, które normalnego obywatela przyprawiają o ciarki.

Z tym akurat nie do końca mogę się zgodzić, że nie mamy żadnego rozwiązania, które mogłoby część procederów zatrzymać, a przynajmniej istotnie zredukować. Oczywiście jeden sposób znamy doskonale, ale musielibyśmy wrócić do starożytności, średniowiecza, a później także do początku czasów nowożytnych i XIX wieku. Mam oczywiście na myśli karę śmierci, choć zanim ludzkość doszła do bardziej „eleganckiego” rozwiązania z postaci kata i miecza, potrafiła być znacznie bardziej pomysłowa.

Piętnowanie rozgrzanym żelazem, obcinanie nosów, uszu i rąk stosowane było bardzo długo, a swoje szczególnie ponure apogeum osiągnęło w XVI i XVII wieku. Metoda ta cieszyła się dużym wzięciem głównie w ówczesnej Anglii, ale i na Starym Kontynencie, o ile jesteśmy przy Europie. Na świecie kary cielesne, że tak je nazwę eufemistycznie, stosowano jeszcze długo później, a w niektórych miejscach przetrwały nawet do czasów współczesnych.

Jednak nie można powiedzieć, że były to kary, które nie odstraszały. Część to nawet eliminowała proceder, gdyż kieszonkowiec bez choćby jednej ręki miał mocno ograniczone możliwości „zarobkowania”. Była to zatem metoda, powiedziałbym, niezwykle bezpośrednia. Państwo nie organizowało kampanii społecznej pod hasłem „Nie kradnij”. Państwo po prostu informowało złodzieja, że jego kariera zawodowa właśnie dobiegła końca.

Do tego możemy doliczyć ścięcie głowy toporem, a wówczas delikwent otrzymywał jasny sygnał, że jednak postąpił niewłaściwie. W czasach, kiedy wymiar sprawiedliwości nie miał jeszcze do dyspozycji armii prawników, psychologów, kuratorów, ekspertów i formularzy w trzech egzemplarzach, komunikat był wyjątkowo prosty. Potem pojawiło się wieszanie, głównie za szyję, co z kolei miało wpływ na dostarczanie do organizmu tlenu, ale większość złoczyńców, przyzwyczajona jednak była do jego nieograniczonego dostępu. Pominę szczegóły techniczne, że nie chodziło do końca o tlen, ale generalnie zasada była taka, aby przerwać – łańcuch zbrodni.

Technologia szła jednak swoim tempem, a skoro Thomas Alva Edison i Nikola Tesla przyczynili się do rozwoju i popularyzacji praktycznego wykorzystania energii elektrycznej, nic nie stało na przeszkodzie, żeby zacząć z tegoż korzystać – również w mniej przyjemnych celach niż oświetleniowe. W Stanach Zjednoczonych pojawiło się więc krzesło elektryczne, a później także inne sposoby wykonywania wyroków.

W latach kolejnych okazało się, że na świat przyszli ludzie, którym na sercu leżało dobro morderców, gwałcicieli oraz wszelkiej maści wykolejeńców. I nie ma w tym nawet szczególnej ironii, bo wraz z rozwojem współczesnego prawa karnego pojawiła się idea, że człowiek, który zrobił coś potwornego, nadal jest człowiekiem, a państwo nie powinno odpowiadać barbarzyństwem na barbarzyństwo i zaczęto szukać bardziej „humanitarnych” rozwiązań. W wielu krajach karę śmierci zastąpiło więzienie, a później pojawiły się środki farmakologiczne, czyli współczesne wykonywanie wyroków śmierci w krajach, które zdecydowały się zachować tę karę, ale pozbawić ją całej tej ponurej teatralności.

Mamy więc rys historyczny, zaznaczoną wyraźnie ewolucję kar związanych z usuwaniem jednostek aspołecznych z życia publicznego, czyli możemy przejść do clou zagadnienia, czyli zasadności kary śmierci.

Ta stosowana była w tak zwanych krajach cywilizowanych dosyć długo. W Wielkiej Brytanii wykonywano ją jeszcze w XX wieku, podobnie jak w wielu innych państwach europejskich. Francja przeprowadziła ostatnią egzekucję w 1977 roku, a w USA kara śmierci nadal istnieje w części stanów. Są więc kraje, które uznały, że w wyjątkowych przypadkach państwo ma prawo odebrać życie człowiekowi, który sam świadomie odebrał je komuś innemu lub dopuścił się innego drastycznego zachowania.

Żeby jednak nie zostać posądzonym o krwiożercze zapędy, a i o to, że jestem dzikim człowiekiem, mam kilka argumentów na swoją obronę. Mamy więc przestępców, którzy, jak się o nich mawia, popełniają poważne zbrodnie. Oznacza to między innymi pozbawienie życia, tortury, a nawet gwałty. I tu ponownie pewne zastrzeżenie, bo zaraz będzie, że w stosunku do osób dorosłych stosuję inną miarę.

Poniekąd tak, ale na szczególne potępienie z mojej strony zasługują gwałciciele dzieci, wobec których moja tolerancja kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się krzywda dziecka. W pierwotnym tekście napisałem, że z takich ludzi „darłbym pasy”. Było to oczywiście sformułowanie celowo brutalne, bo czasami łagodny język jest wyjątkowo kiepskim narzędziem do opisywania rzeczy szczególnie podłych. Nie oznacza to jednak, że państwo powinno urządzać publiczne widowisko zemsty.

I tutaj dochodzimy do istoty sprawy, bo kara śmierci nie powinna być zemstą. Musi stać się ostrzeżeniem dla innych, ale też sankcją ostateczną, która stosowana jest wobec sprawcy najcięższych zbrodni, kiedy jego czyn jest udowodniony ponad wszelką rozsądną wątpliwość, a zagrożenie, jakie stwarza dla innych, jest skrajne.

Nasze „nowoczesne” społeczeństwo uznało jednak, iż propozycje takie są zbyt daleko idące, więc jeden po drugim kraje zaczęły znosić kary śmierci. I dzisiaj właściwie wystarczy wypowiedzieć słowo „szafot”, żeby część ludzi zaczęła zachowywać się tak, jakby właśnie rozpoczęła się dyskusja o przywróceniu średniowiecznych tortur. Tymczasem warto zapytać spokojnie: dlaczego? Dlaczego człowiek, który z premedytacją zamordował kilka osób, miałby mieć zagwarantowane dożywotnie życie? Dlaczego społeczeństwo ma przez kilkadziesiąt lat finansować jego pobyt, wyżywienie, opiekę medyczną i bezpieczeństwo w izolowanej placówce?

Oczywiście natychmiast pojawi się argument, że kara śmierci nie odstrasza. Być może. Niestety okazuje się, choć badań w tym zakresie nie da się sprowadzić do jednego prostego wniosku, że samo złagodzenie zakresu sankcji za popełnione czyny nie zmieniło natury człowieka. Złoczyńcy nadal istnieją, morderstwa nadal się pojawiają, a gwałty może i nie są na porządku dziennym, jednak od czasu do czasu i o nich się słyszy. Zwyrodnialcy wraz z liberalizacją prawa w zakresie nieuniknionego zakończenia żywota nie zniknęli, bo ustawodawca uznał karę śmierci za niehumanitarną.

Jestem nawet gotów zaryzykować tezę, że dla niektórych wizja spotkania z katowskim mieczem mogła być pewnym hamulcem. Nie twierdzę, że każdy potencjalny morderca przed popełnieniem czynu siadał przy kominku i analizował kodeks karny. Człowiek popełniający najcięższe przestępstwo nie zawsze jest istotą kierującą się racjonalnym rachunkiem. Ale skoro kara ma być również sygnałem dla społeczeństwa, to powinna ten sygnał wysyłać wyraźnie.

Teraz jednak musimy stosować resocjalizację, nawet w stosunku do osób skazywanych na dożywotnie odbywanie kary, co już samo w sobie bywa założeniem po prostu osobliwym. Nie dość tego, że morderca, wielokrotny gwałciciel czy inny pedofil przesiedzi sobie w spokoju resztę życia, to jeszcze musimy za ten jego pobyt całkiem słono płacić. W tym właśnie zakresie poszedłbym w innym kierunku, uznając karę śmierci za rozwiązanie równie ekonomiczne, co uzasadnione, choć oczywiście ekonomia nie może być najważniejszym argumentem za odebraniem człowiekowi życia.

Tak na marginesie, jestem zdania, że trzymanie przestępców w celach przez dziesięciolecia może być nieludzkie, ale przede wszystkim dla budżetów państw. Skoro ci ludzie mają odpokutować swoje winy, mają się zresocjalizować, to dlaczego nie może się to odbywać w ramach robót społecznie użytecznych?

To nie jest pomysł odkrywczy, bo kiedyś, nie tak dawno, czyli w końcówce XX wieku, więźniowie pracowali. Były roboty publiczne, ciężka praca i więziennictwo oparte na zupełnie innych zasadach. Potem weszło do gry prawo pracy i humanitaryzm, które zmieniły wszystko. Z jednej strony dobrze, bo człowiek skazany nie przestaje być człowiekiem, ale nie oznacza to automatycznie, że człowiek skazany za każdą zbrodnię powinien otrzymać od społeczeństwa dożywotni abonament na życie.

Niestety dla większości zbójów, mój humanitaryzm kończy się na złodziejach w tym sensie, że w przypadku zwykłej kradzieży nie widzę najmniejszego powodu, aby państwo stosowało rozwiązania ostateczne. Złodziej powinien oddać, odpracować, zapłacić i nauczyć się, że cudza własność nie jest jego własnością tylko dlatego, że akurat drzwi były otwarte. Jednak całą resztę, którą już wcześniej wymieniałem, czyli najcięższych morderców, wielokrotnych gwałcicieli i sprawców wyjątkowo brutalnych zachowań, dopuściłbym do procedury, w której kara śmierci byłaby możliwa.

Oczywiście nie od razu, nie zaraz po wydaniu wyroku. Pozostawiłbym im kilka lat na przemyślenie swoich występków, i codziennie przypominał, dlaczego odetnie się im głowę. Dałbym także możliwość odnalezienia nowych dowodów ewentualnej niewinności, przeprowadzenia kolejnych postępowań odwoławczych i zastosowania wszelkich zabezpieczeń, jakie współczesna nauka jest w stanie zapewnić. Trzy lata? Być może, ale maksymalnie pięć lat, i to z pełną możliwością wznowienia postępowania, gdy pojawią się nowe dowody.

Pamiętajmy, że właśnie tutaj może znajdować się największy problem kary śmierci. Pomyłka sądowa. Człowiekowi można oddać pieniądze, stanowisko, mieszkanie, reputację, a nawet zadośćuczynić lata spędzone w odosobnieniu, choć i to często jest niemożliwe. Nie można jednak oddać życia po egzekucji. Dlatego, jeśli kara śmierci miałaby wrócić, musiałaby wrócić razem z najwyższym standardem dowodowym, wielostopniową kontrolą sądową i absolutnym zakazem wykonywania wyroku tam, gdzie pozostaje choćby drobna wątpliwość.

Podobnie robiłbym z kierowcami łamiącymi przepisy ruchu drogowego, choć nie obcinałbym głów lub rąk, aż tak daleko to nawet ja się nie posunę. Ale mandaty zaczynające się od 10 000 euro? To już chętnie bym wprowadził, szczególnie dla tych, którzy traktują drogę publiczną jak prywatny tor wyścigowy. Dlaczego? Bo kara musi dać odczuć osobie popełniającej przestępstwo wyraźny sygnał, że nie ma zgody ogółu na takie zachowania, a i sama kara powinna być na tyle odczuwalna, by zapadła w pamięć na długie lata, czyli pozbawiałbym również dożywotnio uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi.

Jestem także zdania, że debata o karze śmierci nie powinna być zamykana jednym słowem: „barbarzyństwo”. Historia prawa, którą każdy może przeczytać, pokazuje bowiem coś znacznie ciekawszego. Kary zmieniały się razem ze społeczeństwami. Od zemsty rodowej, przez odwet i okrutne kary cielesne, przeszły na szafot, topór, stryczek i krzesło elektryczne, aż po współczesne, czyli zastrzyk lub tylko więzienie. Zmieniliśmy sposób karania, ponieważ zmieniliśmy sposób myślenia o człowieku, ale nie wyeliminowaliśmy istoty samego problemu.

Nadal istnieją ludzie, którzy świadomie i bez najmniejszych skrupułów niszczą życie innych. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: „Czy kara śmierci jest przyjemna?”. Dla większości oczywiście nie jest i nie powinna taką być. Jednak zadajmy sobie w zaciszu naszych domów pytanie: czy w absolutnie wyjątkowych przypadkach państwo ma prawo uznać, że sprawca najcięższej zbrodni przekroczył granicę, po której społeczeństwo nie musi już gwarantować mu prawa do dalszego życia?

Ja odpowiadam: tak – powinno mieć takie prawo. Nie dlatego, że lubię widok szafotu. Nie dlatego, że marzy mi się powrót kata z toporem. I zdecydowanie nie dlatego, że uważam dawny system kar za wzór cywilizacji. Jest wręcz przeciwnie, jestem zdania, że jeśli kara śmierci miałaby wrócić, powinna wrócić jako produkt nowoczesnego państwa prawa, a nie średniowiecznego gniewu. Bez tego tłumu pod szafotem, bez widowiska wywołującego ciarki na plecach i bez zemsty. Za to z wyrokiem wydanym po szczegółowym przeprowadzeniu postępowania sądowego, po sprawdzeniu każdego dowodu, każdej ekspertyzy i każdej, towarzyszącej temu okoliczności. Bo może właśnie na tym polega cywilizacja, że przestaliśmy karać najcięższe zbrodnie śmiercią, lecz na tym, że nauczyliśmy się karać w ten sposób bez potrzeby rozkoszowania się tą śmiercią.

A jeżeli ktoś uważa, że nawet wtedy kara śmierci jest absolutnie niedopuszczalna, ma oczywiście pełne prawo tak twierdzić. Ja natomiast pozostanę przy swoim, ponieważ kara w moim rozumieniu musi coś znaczyć. Jeżeli prawo jest tylko katalogiem zakazów, które można łamać bez poczucia konsekwencji, staje się zwykłym papierem. A papier, jak wiadomo, przydaje się również do innych rzeczy.

Prawo powinno więc chronić niewinnych, karać winowajców i jasno określać granicę, której przekroczenie oznacza utratę najwyższych przywilejów, jakie daje społeczeństwo.

Życie jest najwyższą wartością, chyba dla wszystkich i właśnie dlatego odebranie go przez państwo powinno być niemal niewyobrażalnym wyjątkiem. Ale niemal niewyobrażalny wyjątek to jeszcze nie to samo co wyjątek niemożliwy.

I dlatego uważam, że kara śmierci powinna wrócić, nie jako narzędzie zemsty, lecz jako ostateczna sankcja za najbardziej potworne zbrodnie, bo czasami sprawiedliwość nie potrzebuje krzyku. Czasami wystarczy, że powie spokojnie: przekroczyłeś ostateczną granicę.

Mieszkając w Polsce moje losy nie raz i nie dwa rzucały mnie w stronę osób, które, mówiąc oględnie, prawo stosowały wybiórczo. Jednak były to najczęściej luźne rozmowy w rozkosznej atmosferze, ale z pytaniami, jakie od zawsze lubiłem zadawać. Od czasu do czasu padało więc pytanie nie o sam pobyt tych ludzi w więzieniu, bo o tym opowiadali z lubością, a właśnie o kary ostateczne. W przypadku dożywotniego więzienia, wyrok przestaje na większości skazanych robić wrażenie już po kilku latach. Przyzwyczajają się do sytuacji i warunków, więc pędzą życie ospale, bez planów na przyszłość, a przeżywają wyłącznie dzień za dniem, w którym stałymi elementami są apele, posiłki i sześćdziesięciominutowe spacery.

Inaczej jest jakoby w przypadku skazanych na „czapę”, bo oni myślą o tym każdego dnia. Ich styl życia w więzieniu, przynajmniej w większości przypadków, jak słyszałem w relacjach, stale podporządkowany jest myśli, że kolejny dzień może być jego ostatnim. Tak działo się za czasów komunizmu w Polsce, bo wówczas skazany na szafot nie wiedział, kiedy pójdzie na szubienicę. Później system penitencjarny, a było to już po odzyskaniu przez Polskę wolności, ten, który następnego dnia miał poddać się zasądzonemu wyrokowi, wiedział o tym na 24 godziny wcześniej.

Niestety znam też relacje służb więziennych, bo i z nimi miałem kontakty zawodowe, ale oni mieli całkiem inne odczucia i krytykowali zmianę, jaką wprowadzono. Mówili, że w prawie 100 proc. przypadków, nie pomagała nawet stała izolacja i pełny nadzór przed dniem ostatecznym, bo skazańcy szaleli z rozpaczy, a to wpływało również na personel więzienia.

Tym samym wszyscy strażnicy więzienni, a z którymi miałem styczność, twierdzili, że o wykonaniu kary śmierci, skazany powinien dowiadywać się w ostatniej chwili.  

Bogdan Feręc

Photo by Alireza Jalilian on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Ćwierćwiecze w cie
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.