Prezes pisze do mnie z Gmaila i Outlooka, czyli o trzech wygranych milionach
Ja to mam jednak życie, bo to siedzi człowiek w domu, nic wielkiego nie robi, nie kupuje losów, nie obstawia totolotka, nie wysyła kuponów, a tu nagle – bach! Mój firmowy adres e-mail wygrał dla mnie trzy miliony i to zielonych. Prawdziwy amerykański sen, tylko bez potrzeby ruszania się z kanapy. Jak mawiała pewna zapomniana gwiazda internetu – mam mieć trzy duże bańki „dolarsów”.
To nie pierwszy raz, kiedy los się do mnie uśmiecha, bo gdybym zebrał wszystkie te wygrane mercedesy, sztabki złota, zagraniczne spadki po nieznanych krewnych i te miliony w różnych walutach od nigeryjskich książąt, to dziś byłbym najbogatszym człowiekiem tej części galaktyki. Problem w tym, że to bogactwo istnieje wyłącznie w skrzynce mailowej, pomiędzy reklamą garnków a rachunkiem za prąd.
Tym razem jednak sprawa jest wyjątkowo poważna, bo, jak informuje mnie oficjalny list, „pomyślnie spełniłem wymagania, spełniłem wymogi prawne, otrzymałem potwierdzenia, rekomendacje i otrzymałem satysfakcjonujący raport”. Brzmi imponująco, choć nie mam pojęcia, jakie wymagania spełniłem, kto mnie rekomendował i jaki raport został satysfakcjonująco otrzymany, ale skoro napisali, to musi być prawda. Przecież internet nie kłamie.
Najbardziej rozczula mnie jednak ta urzędnicza pompatyczność oszustów. Oni naprawdę myślą, że jak napiszą „Dział Prawny Telex”, „przelew SWIFT” i „Prezes Zarządu”, to człowiek padnie na kolana z wrażenia. To trochę tak, jakby złodziej pod blokiem podszedł w garniturze i powiedział: „Szanowny panie, zgodnie z procedurami działu mobilnej redystrybucji mienia uprzejmie wnoszę o przekazanie portfela”.
I jeszcze ten kontakt do „banku dokonującego płatności”: adres w Outlooku, poprzedzony cyframi. No tak, bo przecież prezesi największych banków świata siedzą na darmowej poczcie i czekają, aż mój email napisze do nich w sprawie moich trzech milionów. Jane Fraser, więc prezes światowego banku, osobiście nadzoruje przelew dla mnie, szarego Kowalskiego, a z adresu wyglądającego jak konto gimnazjalisty zakładane na szybko po lekcjach. Bezczelność tych ludzi jest wręcz idiotyczna.
Nie wiem, jak wielkim trzeba być prostakiem, żeby uwierzyć w taką bajkę. Naprawdę. Trzeba mieć wyobraźnię pięciolatka oraz intelekt betonu, by dać się na to nabrać. A jednak ktoś w to wierzy, bo inaczej te maile by nie powstawały. To właśnie jest najbardziej przerażające i nie głupota samych oszustów, bo ci często są zwyczajnie tępi jak trzonek od łopaty, ale fakt, że gdzieś po drugiej stronie siedzi człowiek, który daje się na to złapać.
Ci naciągacze są jak hieny, bo żerują na ludzkiej naiwności, chciwości albo zwykłej desperacji. Wiedzą, że wystarczy obiecać łatwy pieniądz, a ktoś kliknie, ktoś odpisze, ktoś poda dane. Dla nich to masowa produkcja kłamstwa, czyli na tysiąc wysłanych wiadomości, złapać jednego jelenia i interes się kręci.
Paradoks polega na tym, że wielu z tych oszustów to kompletni debile. Ich wiadomości są pełne błędów, nazwiska brzmią przypadkowo, adresy e-mail wyglądają jak żart, a całość śmierdzi przekrętem na kilometr. I może właśnie to jest w tym wszystkim dobre, bo ich nieudolność jest ostrzeżeniem. To podręcznikowy przykład, że złodzieje próbują wyłudzić pieniądze na każdy możliwy sposób, nawet najbardziej absurdalny. Dziś jest to „wygrana w loterii Google”, jutro „dopłata do paczki”, pojutrze „zablokowane konto bankowe”. Mechanizm jest ten sam, czyli wzbudzić emocje, wyłączyć rozsądek, zmusić do szybkiego działania. A człowiek, jeśli nie uważa, sam oddaje pieniądze obcym ludziom, którzy nie zasługują nawet na miano sprytnych przestępców.
Dlatego kiedy następnym razem dostaniesz wiadomość, że wygrałeś miliony, odziedziczyłeś fortunę albo bank pilnie potrzebuje twoich danych, przypomnij sobie jedno, że jeśli coś wygląda jak oszustwo, pachnie jak oszustwo i pisze z Outlooka jak oszustwo, to na 99.99% jest oszustwem.
A moje trzy miliony? Cóż, dołączą do kolekcji innych wygranych, które leżą gdzieś obok nigeryjskiego spadku i księcia, a pilnie potrzebował mojej pomocy. Istne imperium bogactwa. Szkoda tylko, że wyłącznie w oszukańczych wiadomościach.
Bogdan Feręc
