Izolując Chiny, świat izoluje własne możliwości – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Izolując Chiny, świat izoluje własne możliwości

Im dłużej przyglądam się globalnej polityce gospodarczo-handlowej wobec Chin, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że próby izolowania Państwa Środka mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. W zachodnich stolicach coraz częściej dominuje przekonanie, że ograniczanie chińskich wpływów gospodarczych jest nie tylko konieczne, ale wręcz pożądane. Problem polega jednak na tym, że światowa gospodarka nie przypomina dziś planszy do gry, na której można bez konsekwencji przesuwać pionki.

To obecnie skomplikowany i szarpany przez polityków organizm naczyń połączonych, więc kiedy zamykają jedne drzwi, bardzo często otwierają się inne i czasem, a  nawet coraz częściej, prowadzą one do miejsc znacznie mniej komfortowych z punktu widzenia Zachodu.

Doskonale widać to na przykładzie działań w Arktyce i śledząc reakcję chińskich władz na politykę Donalda Trumpa oraz coraz bardziej restrykcyjne podejście Zachodu do chińskiej ekspansji gospodarczej, można dostrzec wyraźny schemat działania. Zamiast wycofywać się z globalnej rywalizacji, Państwo Środka konsekwentnie realizuje wcześniej przygotowany plan omijania potencjalnych blokad. Jednym z jego najważniejszych elementów staje się właśnie rozwój Północnej Drogi Morskiej.

Nie jest to rozwiązanie idealne, ponieważ Pekin musi liczyć się z obecnością Stanów Zjednoczonych w Arktyce, ich ponownie rosnącym zainteresowaniem Grenlandią oraz ograniczoną gotowością Unii Europejskiej do współpracy przy projektach wzmacniających chińską pozycję – przynajmniej w kontekście wojny handlowej z USA. W praktyce oznacza to dodatkowe ryzyko polityczne dla całego przedsięwzięcia, a i nie można wykluczyć, że część dostaw zostanie w przyszłości przeniesiona na transport lotniczy. Tyle że dla chińskiego modelu gospodarczego nie byłoby to rozwiązanie optymalne. Chińska przewaga od lat opiera się bowiem nie tylko na skali produkcji, ale również na zdolności do oferowania konkurencyjnych kosztów transportu. Samoloty skracają czas dostaw, lecz podnoszą ceny, a to właśnie cena pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi chińskiej ekspansji handlowej.

Tak abstrahując od światowej, a może bardziej europejskiej wewnętrznej polityki handlowej, Unia Europejska zapomniała chyba, że klienta nie przyciągają „zielone” hasła, a w dużej części cena. Jeżeli natomiast UE produkuje drogo, jakość wyrobów wcale nie jest najwyższą z możliwych, nie może też oczekiwać, że unijny konsument, nie zacznie szukać zamienników, choćby były wyłącznie tańsze.

Jednak do celu, bo nie zmienia to faktu, że Arktyka coraz wyraźniej wyrasta na nowy geopolityczny front światowego handlu. Przesunięcie się pokrywy lodowej otworzyło nowe szlaki i możliwości, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się wizją wręcz futurystyczną. Trasy między Azją a Europą stają się krótsze, a państwa posiadające dostęp do północnych szlaków transportowych, zaczynają odgrywać coraz większą rolę w światowej logistyce. Pekin dostrzegł tę zmianę szybciej niż wielu zachodnich decydentów i w efekcie rozpoczął intensywną współpracę z Rosją przy rozwijaniu tzw. Nowego Polarnego Jedwabnego Szlaku. Dla Chin oznacza to możliwość ograniczenia zależności od tradycyjnych szlaków transportowych, szczególnie tych przebiegających przez regiony podatne na konflikty, jak Bliski Wschód czy okolice Cieśniny Ormuz. Dla Rosji jest to natomiast szansa na przyciągnięcie kapitału oraz dalsze wzmacnianie swojej pozycji w Arktyce.

To właśnie tutaj pojawia się zasadniczy paradoks polityki izolacji. Zachód zakładał, że presja gospodarcza osłabi pozycję Chin. Tymczasem skutkiem ubocznym staje się przyspieszenie strategicznego zbliżenia Pekinu i Moskwy, więc Unia Europejska, bo jest zwolenniczką blokady obu państw, zamiast swoimi sankcjami oraz ograniczeniami celnymi uderzyć w dwie potęgi, dała im możliwość zacieśnienia współpracy. Im silniejsza jest presja zewnętrzna, tym bardziej oba państwa znajdują wspólny interes w budowaniu alternatywnych struktur handlowych i logistycznych. Rosja dostarcza infrastrukturę, porty, lodołamacze oraz kontrolę nad znaczną częścią Oceanu Arktycznego. Chiny zapewniają natomiast kapitał, technologię i gigantyczny popyt na usługi transportowe. Powstaje więc układ, który nie byłby tak dynamicznie rozwijany, gdyby nie poczucie wspólnego zagrożenia ze strony Zachodu.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden, a pomijany w Zachodnich mediach aspekt, że Arktyka nie jest dziś wyłącznie przestrzenią gospodarczą. Staje się również obszarem strategicznej rywalizacji mocarstw. Rosnące zainteresowanie Grenlandią ze strony Waszyngtonu, amerykańska obecność na Alasce oraz coraz większe znaczenie szlaków północnych sprawiają, że region ten nabiera również znaczenia militarnego i politycznego. Kontrola nad przepływem towarów oznacza bowiem nie tylko wpływy ekonomiczne, ale również możliwość wywierania presji politycznej.

Właśnie dlatego twierdzę, że izolowanie Chin nie musi, a nawet nie będzie prowadzić do większej stabilności świata. Wręcz przeciwnie. Może przyspieszać proces tworzenia konkurencyjnych bloków gospodarczo-politycznych. Może jednocześnie zachęcać Pekin do poszukiwania nowych partnerstw, nowych szlaków oraz nowych mechanizmów omijania zachodnich ograniczeń. Dlaczego? Mocarstwa, niech będzie, że gospodarcze, szukają alternatyw, czego wyrazem jest stale rosnący w siłę blok BRICS, do którego dołączają kolejne kraje z Ameryki Południowej, Afryki, a nawet z rejonu Azji i Pacyfiku. To wyraźny sygnał dla zachodnich gospodarek i połowy gospodarczego świata, który jest wskazaniem, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska, zaczynają, choć stopniowo, blokować samych siebie. Do tego dołączyć należy sojuszników ekonomicznych USA i UE, czyli zarysowuje się już silny północno-południowy podział ekonomiczny.

Zastanawiam się niekiedy, który z bloków wyjdzie z tego starciaobronną ręką, a z moich obserwacji wynika, że Zachód, czy też Północ, jest i to już teraz na słabszej pozycji.

Wracając jednak do rozwoju Północnej Drogi Morskiej, odnoszę wrażenie, że właśnie taki, więc proces szybszych reakcji i odpowiedzi blokujących ograniczenia, obserwujemy, choć politycy zdają się go nie dostrzegać. Chiny, co też jest istotne, nie wycofują się z globalizacji, one próbują stworzyć jej nową wersję, mniej zależną od zachodniej kontroli. Można się z tym nie zgadzać, można postrzegać to jako wyzwanie dla dotychczasowego ładu, ale trudno ignorować fakt. Ruch w Arktyce rośnie, infrastruktura jest rozbudowywana, a współpraca rosyjsko-chińska pozostaje trwała mimo międzynarodowych napięć.

Dlatego zamiast świętować każdą kolejną gospodarczą uszczypliwość wymierzoną w Pekin, warto zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście prowadzi ona do osłabienia Chin? Coraz częściej mam nieodparte wrażenie, że prowadzi raczej do przebudowy światowych szlaków handlowych i wzrostu geopolitycznych napięć, ale i wzmocnienia dwóch okładanych handlowo państw. A to oznacza, że rachunek za politykę izolacji może ostatecznie zapłacić nie tylko Państwo Środka, nie Rosja, nawet nie Stany Zjednoczone, ale cały świat.

Ten natomiast gospodarczo upadnie, ale wcześniej, przetoczy się przez niego potężny kryzys ekonomiczny, który przetrwają najsilniejsi. Wówczas dopiero dowiemy się, która z gospodarek, jest faktycznie potęgą, a „nasza” Europa, raczej nie będzie w ścisłej czołówce.

Bogdan Feręc

Photo by Kyle Glenn on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS: