Cykliczny puls oceanu. Czy prognozy nadchodzącego El Niño rzeczywiście zwiastują klimatyczną apokalipsę?
Światowe serwisy informacyjne ponownie obiegły alarmujące nagłówki, a wywołane są najnowszymi prognozami Światowej Organizacji Meteorologicznej. Agencja meteorologiczna ONZ zapowiada na nadchodzące miesiące to rozwój umiarkowanego lub potencjalnie silnego zjawiska El Niño, ostrzegając przed globalnym wzrostem temperatur oraz widmem ekstremalnych anomalii pogodowych.
W oficjalnych komunikatach rzecznicy instytucji międzynarodowych, z Sekretarzem Generalnym ONZ António Guterresem na czele, używają dramatycznych sformułowań o „dolewaniu oliwy do ognia ocieplenia świata” i pilnych ostrzeżeniach dla ludzkości. Gdy jednak zdejmie się z tych doniesień grubą warstwę medialnej retoryki, wyłania się obraz zjawiska, które zamiast końcem świata, okazuje się po prostu kolejną odsłoną odwiecznego, naturalnego cyklu naszej planety.
Warto przypomnieć, czym w istocie jest El Niño – to okresowy wzrost temperatury powierzchni morza w strefie równikowej centralnego i wschodniego Pacyfiku, które standardowo trwa od dziewięciu do dwunastu miesięcy. Gwałtowny wzrost temperatur wody, obserwowany od końca kwietnia do połowy maja, a także nagromadzenie ciepła w warstwach podpowierzchniowych oceanu, a to klasyczne mechanizmy napędzające ten proces.
Zjawisko to od zarania dziejów wpływa na ziemską atmosferę, kształtując warunki bytowe na długo przed pojawieniem się ery przemysłowej. Obecna aktywność Pacyfiku, choć opisywana przez klimatologów jako gwałtowna, wpisuje się w dobrze znany, historyczny rytm Ziemi i nie stanowi w gruncie rzeczy niczego nadzwyczajnego. Ocean od milionów lat kumuluje i uwalnia energię w ten sam sposób, a planeta radziła sobie z tymi wahaniami bez trwałego uszczerbku dla swojej stabilności.
Prognozy ekspertów malują oczywiście ponury scenariusz, w którym wyższe niż przeciętnie temperatury od czerwca do sierpnia mają przynieść ulewne deszcze w Ameryce Południowej czy Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie wywołać susze w Australii i Indonezji. Sekretarz Generalna WMO Celeste Saulo przypomina, że poprzednia fala El Niño z przełomu lat 2023 i 2024 zapisała te lata, jako najgorętsze w historii pomiarów.
Pojawia się jednak pytanie, czy przewidywane „anomalie” faktycznie przybiorą tak katastrofalny obrót, jak sugerują to działacze klimatyczni. Sama Światowa Organizacja Meteorologiczna przyznaje wprost, że nie dysponuje dowodami na to, iż domniemane zmiany klimatyczne zwiększają częstotliwość lub intensywność samego El Niño. Sugestie natomiast, że współczesny klimat może jedynie potęgować jego skutki, pozostają w sferze szacunków i komputerowych modeli, które wielokrotnie w przeszłości cechowały się zbyt dużym rygorem prognostycznym.
Zamiast więc ulegać atmosferze powszechnego niepokoju i traktować naturalne wahania oceaniczne jako nieodwracalny kryzys, rozsądniej jest spojrzeć na nie z pewnym dystansem. El Niño, ze wszystkimi swoimi regionalnymi kaprysami pogodowymi, ostatecznie minie i prawdopodobnie już w okolicach listopada, ustępując miejsca kolejnej fazie cyklu. Ziemia, dysponująca z kolei potężnymi i wciąż nie do końca pojętymi przez naukę mechanizmami samoregulacji, po raz kolejny udowodni, że potrafi przetrwać okresowe ocieplenia wód tropikalnych, tak jak czyniła to przez całe tysiąclecia.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Immo Wegmann on Unsplash
