Weekend bez hamulców. Drogi pełne prędkości, której nikt nie kontroluje
Długi weekend miał być oddechem. Kilka dni luzu, chwila dla rodziny, może szybki wypad nad wodę. Tymczasem na irlandzkich drogach zrobiło się gęsto od decyzji, które pachną brawurą bardziej niż rozsądkiem. W ciągu pierwszych 48 godzin policyjnej operacji ponad 1200 kierowców przekroczyło dozwoloną prędkość. Liczba nie robi już wrażenia, ale bardziej robi wrażenie to, jak bardzo przekraczają.
Na drodze R245 w hrabstwie Donegal ktoś pędził 147 km/h tam, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. To nie jest pośpiech, a demonstracja lekceważenia, mówią funkcjonariusze. Na N87 w Cavan padło 173 km/h przy limicie 100, a dalej jest R267 i 111 km/h w strefie ograniczenia do 60 km/h, a także R684 z wynikiem 107 km/h przy ograniczeniu do 80. To nie są jednak pojedyncze incydenty, a wzór zachowania.
Operacja Gardy zaczęła się w czwartek o godzinie siódmej rano i potrwa do wtorku, kiedy widoczne będą punkty kontrolne, przeprowadzane testy trzeźwości, natomiast obecność policji zaznaczy się tam, gdzie zwykle jej nie ma. An Gharda Síochána i Road Safety Authority robią swoje, ale skala wykroczeń pokazuje coś niewygodnego, że część kierowców gra z systemem w kotka i myszkę, licząc, że tym razem się uda.
Nie zawsze się udaje. W pierwszych dwóch dobach akcji zatrzymano 48 osób za jazdę pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Prawie 110 kierowców przyłapano z telefonem w ręku albo bez zapiętych pasów. Niby detale, ale w praktyce momenty, w których ułamek sekundy decyduje o wszystkim, bo droga nie wybacza rozproszenia i nie negocjuje.
Najbardziej niepokoi jednak to, co dzieje się między punktami kontroli. Tam, gdzie nie ma radiowozu, wraca stary nawyk: „jeszcze trochę szybciej, jeszcze jeden manewr”. W tej logice zawsze jest „jeszcze”, a nigdy nie ma „dość”. Jednak trzeba pamiętać, że w ruchu drogowym nie jesteśmy sami. Pieszy na poboczu, rowerzysta na zakręcie, ktoś, kto wraca z pracy i nie chce być statystyką. To swoisty apel o ostrożność wobec niechronionych uczestników ruchu nie jest frazesem. To ostatnia linia obrony.
Bilans roku już teraz brzmi jak ostrzeżenie, bo mamy już na irlandzkich drogach 55 ofiar śmiertelnych, o dwie więcej niż rok temu w tym samym czasie. Liczby nie krzyczą, ale znaczą, że każda z nich to czyjś koniec świata, czyjś telefon, który nigdy już nie zadzwoni.
Długi weekend to moment, w którym kraj rusza jednocześnie. Więcej aut, więcej kilometrów, więcej pokus. W takiej chwili styl jazdy staje się sprawą publiczną, nie prywatną. Można to zbyć wzruszeniem ramion i powiedzieć, że tak już jest. Można też przyjąć prostą zasadę: dojechać to wygrać. Bo prawda jest stara jak droga. Prędkość robi wrażenie tylko przez chwilę, a skutki zostają na długie lata.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Dzięki uprzejmości RTE
