Zielona Wyspa w odcieniach czerni. Irlandzki ekocud na glinianych nogach – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Zielona Wyspa w odcieniach czerni. Irlandzki ekocud na glinianych nogach

Irlandia od lat z nieskrywaną dumą pielęgnuje swój mit i międzynarodowy wizerunek „Zielonej Wyspy” – globalnego lidera ekologicznej transformacji, który z entuzjazmem neofity maszeruje ku świetlanej, bezemisyjnej przyszłości.

Gdy jednak opadną kurtyny wzniosłych przemówień i politycznych deklaracji, a do głosu dochodzą suche fakty i zielona fasada zaczyna gwałtownie pękać. Najnowszy raport na temat bezpieczeństwa energetycznego, opublikowany przez Irlandzką Agencję ds. Zrównoważonej Energii (SEAI), brutalnie sprowadza nas na ziemię. Okazuje się bowiem, że pod grubą warstwą rządowej zielonej farby kryje się ponura, czarna rzeczywistość, w której paliwa kopalne nie tylko mają się świetnie, ale wręcz stanowią absolutny fundament irlandzkiej egzystencji.

Z dokumentu wyłania się obraz, który trudno nazwać inaczej niż spektakularną hipokryzją. Podczas gdy unijna średnia uzależnienia od importu tradycyjnych surowców energetycznych wynosi 57%, Irlandia bije europejskie standardy na głowę, pokrywając z zagranicznych paliw kopalnych ponad 78% swojego całkowitego zapotrzebowania na energię.

Ten imponujący wynik bez trudu zagwarantował krajowi zaszczytne, czwarte miejsce w Unii Europejskiej, ale od końca stawki. Ponad trzy czwarte energii napędzającej tutejszą gospodarkę pochodzi z ropy naftowej i gazu ziemnego. Co szczególnie uderzające w kontekście suwerenności państwa, cała wykorzystywana ropa oraz ponad 82% gazu dociera do nas z zewnątrz, głównie z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i kontynentu. Do tego niemal połowę energii pierwotnej generują produkty naftowe, co wprost wystawia kraj na potężne ryzyko geopolityczne.

Dyrektor generalny SEAI William Walsh z właściwą urzędnikom delikatnością zauważył, że ta sytuacja czyni gospodarkę bezbronną wobec globalnych zawirowań cenowych, co mieszkańcy doskonale widzą na swoich drakońskich rachunkach za ogrzewanie i oczywiście transport.

Irlandzki aparat propagandowy ma w zanadrzu swoje małe, zielone sukcesy, którymi chętnie chwali się przy każdej okazji. Sztandarowym projektem stała się fotowoltaika, która odnotowała oszałamiający skok, generując 1,65 terawatogodzin energii.

To imponujący wzrost o 150% w stosunku do sytuacji sprzed dwóch lat, jednak w ogólnym bilansie te piękne liczby pełnią raczej funkcję figowego listka. Wszystkie odnawialne źródła razem wzięte zdołały w ubiegłym roku zaspokoić zaledwie niespełna 16% zapotrzebowania energetycznego kraju. Nawet wiatr, będący przecież naturalnym i najbogatszym zasobem Irlandii, rósł w iście ślimaczym tempie nieco ponad 3%. Łączna moc zainstalowana w energetyce wiatrowej osiągnęła poziom 5,1 GW, co spektakularnie minęło się z ambitnym, rządowym celem wyznaczonym w Planie Klimatycznym, który zakładał minimum 6 GW.

Najbardziej fascynująco wygląda jednak realizacja słynnych budżetów węglowych. Choć całkowita emisja związana z energią po raz pierwszy w historii spadła poniżej 30 megaton ekwiwalentu dwutlenku węgla, to zarówno sektor transportu, jak i elektroenergetyki bez większych skrupułów przekroczyły limity przewidziane na lata 2021–2025.

Rząd z dumą podkreśla, że obecne emisje są o 19% niższe w porównaniu z rokiem bazowym 2018, a roczny spadek na poziomie 2,7% udaje się utrzymać pomimo wzrostu liczby ludności i pojazdów na drogach. To prawda, statystyki wyglądają nieźle na papierze, dopóki nie przypomnimy sobie o oficjalnym, szumnie ogłoszonym celu redukcji emisji o 51% do 2030 roku. Aby go w ogóle dotknąć, Irlandia musiałaby zmniejszać emisje w tempie średnio 4,8% rocznie. Obecna dynamika pokazuje więc wyraźnie, że rządzący licytują cele klimatyczne niezwykle wysoko, doskonale wiedząc, że rachunek za ich niedotrzymanie wystawią przyszłym pokoleniom.

Walka ze zmianami klimatu na Zielonej Wyspie pozostaje zatem w sferze pobożnych życzeń i wyrafinowanej retoryki – na papierze jesteśmy ekologicznym rajem, w rzeczywistości twardo stoimy na ropie i gazie.

*

Może więc czas porzucić te mrzonki i przyznać, że Irlandia musi korzystać z efektywnych materiałów energetycznych, aby w ogóle móc funkcjonować? A walka z klimatem, czy tam z jego zmianami, powinna zostać rozłożona na dziesięciolecia poza 2050 rok, aby znalazły się źródła wytwarzania energii, które faktycznie będą napędzać kraj.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Karsten Würth on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Irlandzki dylemat mo
Strach wydalenia, cz
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.