Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać. – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.

Historia ma swoją cierpliwość, ale ma też swoją pamięć. Można przez pewien czas odkładać trudne pytania, można przesuwać niewygodne tematy na dalszy plan, można tłumaczyć ostrożność wymogami chwili i racją stanu. Można próbować przekonywać, że są sprawy ważniejsze, że trzeba patrzeć przede wszystkim w przyszłość, że pewne rany lepiej pozostawić bez dotykania. Problem polega jednak na tym, że ofiary historii nie znikają tylko dlatego, że polityka postanowiła na chwilę odwrócić wzrok.

Wołyń i spóźnione sumienie polskich elit. Kiedy pamięć przestała przeszkadzać.
Fragment pomnika wołyńskiego Andrzeja Pityńskiego. Fot. Adam Bujak

Dzisiaj o zbrodni wołyńskiej znów mówi się pełnym głosem. Pamięć o zamordowanych Polakach na Wołyniu, w Galicji Wschodniej, na mojej ukochanej ziemi zamojskiej, Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie powróciła do centrum debaty publicznej. Powróciła w momencie szczególnym, kiedy relacje polsko-ukraińskie znalazły się pod wpływem kolejnych sporów i gdy część wypowiedzi strony ukraińskiej została w Polsce odebrana jako niewystarczająco wrażliwa wobec tragedii polskich ofiar.

Tutaj do wysłuchania program z anteny Radia Wnet z odsłonięcia Memoriał Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich:

https://www.mixcloud.com/widget/iframe/?feed=https%3A%2F%2Fwww.mixcloud.com%2Ftomaszwybranowski%2Fpomnik-rze%25C5%25BA-wo%25C5%2582y%25C5%2584ska-memoria%25C5%2582-ofiar-ludob%25C3%25B3jstwa-na-kresach-wschodnich-wreszcie-ods%25C5%2582oni%25C4%2599ty%2F&hide_cover=1

Dobrze, że o tym się mówi. Wreszcie! Od niepamiętnych czasów mawiam, jako dziennikarz radiowy i publicysta, że pamięć nie może być zakładnikiem politycznych kalkulacji.

Ale właśnie dlatego trzeba postawić pytanie, które nie jest wygodne dla żadnej strony sceny politycznejdlaczego tak wiele osób przypomina sobie o Wołyniu dopiero wtedy, gdy temat ponownie staje się elementem bieżącego sporu?

Przez lata o pamięć upominały się przede wszystkim rodziny ofiar, środowiska kresowe, historycy, społecznicy i nieliczni publicyści. To oni przypominali, że za datami, nazwami miejscowości i historycznymi opracowaniami kryją się konkretni ludzie: matki, dzieci, ojcowie, całe rodziny, które zostały brutalnie zamordowane tylko dlatego, że byli Polakami.

Pamięć o nich nie powinna potrzebować politycznego impulsu. Powinna być naturalnym obowiązkiem państwa.

Domostawa. Pomnik, który stał się wyrzutem sumienia

14 lipca 2024 roku w Domostawie odsłonięto pomnik „Memoriał Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich” autorstwa śp. profesora Andrzeja Pityńskiego, „Matejki rzeźby” jak o nim mówią do dziś. Było to wydarzenie wyjątkowe nie tylko ze względu na sam monument, ale także ze względu na ludzi, którzy przyjechali, aby być świadkami tego historycznego momentu.

Tysiące osób z całej Polski, potomkowie mieszkańców Kresów, przedstawiciele środowisk patriotycznych i kresowych, ludzie, którzy przez lata nosili w sobie pamięć o swoich bliskich zamordowanych podczas wojny, zgromadzili się w miejscu, które dla wielu stało się symbolem długo oczekiwanego upamiętnienia.

Byłem tam duchem i na antenie radia Wnet 14 lipca 2024 w programie specjalnym relacjonowałem dzięki licznym transmisjom w kanale YouTube, co dzieje się w Domostawie.

Czułem tę atmosferę i podziwiałem ludzi, dla których nie była to kolejna polityczna uroczystość, lecz osobiste spotkanie z historią własnych rodzin. Widziałem wzruszenie tych, którzy przez dziesięciolecia czekali, aby tragedia ich przodków znalazła należne miejsce w przestrzeni publicznej.

Ale tego dnia pojawiło się również inne pytanie: gdzie jest państwo?

Nieobecność najwyższych władz państwowych podczas odsłonięcia pomnika w Domostawie nie była przypadkiem ani wynikiem kolizji kalendarzy. W uroczystości uczestniczyli przede wszystkim przedstawiciele środowisk kresowych, potomkowie pomordowanych, organizacje społeczne, duchowieństwo, samorządowcy oraz parlamentarzyści Konfederacji: Grzegorz Braun (wówczas świeżo upieczony poseł do Parlamentu Europejskiego), Andrzej ZapałowskiTomasz Buczek (europoseł), Krzysztof TudujBartłomiej PejoWłodzimierz Skalik i Roman Fritz.

Spośród posłów Prawa i Sprawiedliwości obecny był tylko Paweł Jabłoński. Zabrakło natomiast reprezentantów rządu Donalda Tuska, Kancelarii Prezydenta RP oraz oficjalnej delegacji państwowej odpowiadającej randze wydarzenia.

Nie sposób analizować tej nieobecności w oderwaniu od wieloletnich kontrowersji, jakie towarzyszyły samemu monumentowi. Pomnik profesora Andrzeja Pityńskiego nie powstał dzięki wsparciu państwa ani wielkich instytucji publicznych. Został sfinansowany przede wszystkim dzięki determinacji środowisk kresowych oraz składkom Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej, która od lat uważała, że Polska ma moralny obowiązek godnie upamiętnić swoich obywateli zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Kontrowersje budziła przede wszystkim niezwykle dosłowna forma artystyczna dzieła. Zwolennicy pomnika podkreślali, że jego ekspresja odpowiada skali okrucieństwa zbrodni i nie pozwala sprowadzić pamięci o ludobójstwie do estetycznej, pozbawionej emocji symboliki. Krytycy wskazywali natomiast, że tak drastyczny przekaz może utrudniać proces pojednania polsko-ukraińskiego.

W podobnym duchu wypowiadał się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, akcentując znaczenie dialogu z Ukrainą i wyrażając obawy, że niektóre formy upamiętnienia mogą komplikować ten proces.

Można podzielać lub odrzucać tę argumentację. Trudno jednak nie postawić pytania, które wybrzmiewało w Domostawie niemal równie mocno jak modlitwy za pomordowanych. Czy troska o relacje międzynarodowe musi oznaczać nieobecność państwa podczas uroczystości poświęconej własnym obywatelom zamordowanym w czasie II wojny światowej? Czy rzeczywiście nie da się pogodzić odpowiedzialnej polityki zagranicznej z jednoznacznym oddaniem hołdu ofiarom? Dla tysięcy ludzi zgromadzonych w Domostawie odpowiedź wydawała się oczywista.

Krytycznie o pomniku i uroczystości wypowiedział się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który stwierdził, że „[pomnik] nie przyczynia się do budowania pojednania”.

Złośliwie dodam, że takiemu pojednaniu sprzyja mer Lwowa Sadowy marząc, aby rok 2027 był pod niebem tego pięknego miasta o polskich korzeniach „rokiem Szuchewycza”, który odpowiada za ludobójstwo na Kresach.

Pomnik Rzezi Wołyńskiej – awers. Llicencja CC BY – SA 4.0 Wikipedia

Ale wracając do tematu, nie chodziło 14 lipca 2024 roku wyłącznie o obecność konkretnych osób, ale o symbol, o maleńki sygnał, że Rzeczpospolita pamięta o swoich obywatelach zamordowanych podczas jednej z najtragiczniejszych kart XX wieku.

Nieobecność przedstawicieli najwyższych władz państwowych stała się przedmiotem krytyki i rozczarowania części uczestników uroczystości. Dla wielu z nich był to znak, że pamięć o ofiarach nadal nie zajmuje w państwowej hierarchii wartości miejsca, na które zasługuje.

Pomnik Andrzeja Pityńskiego jest dziełem trudnym. Nie został stworzony po to, aby uspokajać emocje. Jego forma ma przypominać o brutalności zbrodni i o cierpieniu niewinnych ludzi. Można dyskutować o artystycznych środkach wyrazu, można prowadzić debatę o tym, jak powinny wyglądać pomniki pamięci. Nie można jednak uciec od podstawowego pytania: czy ofiary mają prawo do własnego miejsca w historii?

Narody budują swoją przyszłość nie tylko przez planowanie jutra. Budują ją również przez uczciwe spojrzenie w przeszłość.

Policzek na wrażliwości Rodzin Wołyńskich. Zdjęcie nie wymaga komentarza. Fot. FB Marcin Rola

Smutna nota: Ukrainiec zdewastował pomnik ofiar Wołynia w Domostawie

W nocy z 6/7 sierpnia 2026 roku zdewastowano pomnik „Rzeź Wołyńska”. Monument, który jest miejscem pamięci i hołdu dla pomordowanych, został pomalowany farbą, a na jego powierzchni pojawiły się czerwono-czarne symbole kojarzone z OUN-B i UPA oraz napis „Sława UPA”.

Policja rozpoczęła śledztwo, zabezpieczając nagrania monitoringu. Ustalono, że sprawca przyjechał na miejsce rowerem i miał przy sobie plecak. Kilka dni później nastąpił przełom. 12 sierpnia 2025 roku służby zatrzymały we Wrocławiu 17-letniego obywatela Ukrainy, Ilię K. Podejrzanemu przedstawiono zarzuty związane z działalnością o charakterze sabotażowym oraz udziałem w działaniach wymierzonych w miejsca pamięci.

Postępowanie przeciwko Ilii K. nie zakończyło się dotychczas prawomocnym wyrokiem. Podejrzany został zatrzymany przez służby, usłyszał zarzuty dotyczące działalności o charakterze sabotażowym i pozostawał w dyspozycji wymiaru sprawiedliwości. Sprawa nadal wymaga rozstrzygnięcia przez sąd, który ostatecznie oceni zgromadzony materiał dowodowy i odpowiedzialność podejrzanego.

Dewastacja pomnika w Domostawie stała się nie tylko sprawą kryminalną, ale również bolesnym przypomnieniem, że pamięć o ofiarach historii wciąż pozostaje przestrzenią wymagającą ochrony. Monument miał przypominać o tragedii Kresów i losie tych, którzy nie mogli sami opowiedzieć swojej historii.

Pamięć odkładana na później. Gdy historia przegrywała z bieżącą polityką

Los pomnika „Rzeź Wołyńska” jest w pewnym sensie metaforą szerszego problemu. Przez lata dzieło Andrzeja Pityńskiego nie mogło znaleźć miejsca, w którym mogłoby stanąć. Monument, który miał być świadectwem pamięci, pozostawał poza przestrzenią publiczną, czekając na decyzję i odwagę tych, którzy mieli możliwość ją podjąć.

To nie jest wyłącznie historia jednego pomnika. To opowieść o tym, jak często w Polsce pamięć historyczna musi przebijać się przez warstwę politycznych obaw, kalkulacji i doraźnych interesów.

Oczywiście polityka zagraniczna wymaga odpowiedzialności. Relacje między państwami są skomplikowane. Szczególnie w sytuacji wojny i zagrożenia bezpieczeństwa trzeba ważyć słowa i decyzje. Ale dojrzałe państwo powinno potrafić łączyć troskę o współczesne sojusze z uczciwością wobec własnej historii.

Prawda historyczna nie jest bronią przeciwko innym narodom. Pamięć o polskich ofiarach nie oznacza wrogości wobec współczesnych Ukraińców. To rozróżnienie jest fundamentalne.

Można i trzeba wspierać naród ukraiński w obliczu rosyjskiej agresji, a jednocześnie oczekiwać szacunku dla polskiej pamięci historycznej. Te dwie rzeczy nie stoją ze sobą w sprzeczności, ale Ukraina ustami panów Zełeńskiego i Budanowa uważa, że tak.

Problem zaczyna się wtedy, gdy pamięć staje się niewygodna i zostaje odsuwana na później. A historia ma to do siebie, że bardzo często wraca właśnie wtedy, gdy ktoś próbował ją odłożyć.

Andrzej Pityński. Artysta, który zostawił Polsce testament pamięci

Historia pomnika „Rzeź Wołyńska” nie jest tylko historią jednego dzieła sztuki. Jest również opowieścią o człowieku, który przez całe życie traktował sztukę jako służbę pamięci. Profesor Andrzej Pityński należał do tego pokolenia twórców, dla których pomnik nie był dekoracją przestrzeni publicznej, lecz moralnym zobowiązaniem wobec tych, którzy sami nie mogli już przemówić.

Urodzony w Ulanowie, od lat siedemdziesiątych mieszkający i tworzący w Stanach Zjednoczonych, pozostawił po sobie dzieła, które na trwałe wpisały się w polską pamięć historyczną. Jego Pomnik Katyński w Jersey City stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich monumentów poza granicami kraju. Tworzył z przekonaniem, że naród, który nie potrafi opowiedzieć własnej historii, skazuje się na zapomnienie.

Pomnik „Memoriał Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich” był jednym z najważniejszych projektów jego życia. Artysta nie doczekał chwili, w której jego dzieło stanęło pod polskim niebem. Zmarł w 2020 roku w Stanach Zjednoczonych, pozostawiając po sobie twórczość, ale także pewnego rodzaju przesłanie: że pamięć o ofiarach nie może być uzależniona od chwilowych nastrojów politycznych.

Szczególnie symboliczny jest fakt, że przed śmiercią wyraził pragnienie, aby spocząć w rodzinnym Ulanowie wtedy, gdy jego dzieło poświęcone ofiarom Rzezi Wołyńskiej znajdzie swoje miejsce w Polsce. Ta ostatnia wola artysty pokazuje, jak głęboko związał własne życie z misją przypominania o tych, którzy zostali pozbawieni głosu. Kiedy wreszcie pomnik stanął w Domostawie, spełniło się nie tylko marzenie twórcy. Spełniło się również oczekiwanie wielu rodzin, które przez lata walczyły o to, aby pamięć o ich bliskich nie została przykryta ciszą.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wikipedia.org/Jarosław Kruk (Jrkruk).

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Człowiek, który przypominał wtedy, gdy nie było to wygodne

W historii pamięci o Wołyniu szczególne miejsce zajmuje ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Był jednym z tych ludzi, którzy przez lata konsekwentnie przypominali o konieczności uczciwego zmierzenia się z tragedią polskich Kresów. Tadeusz nie robił tego dlatego, że temat był popularny.

Przeciwnie!!!

Warto przypomnieć teraz o publicznym sporze, jaki na tle polityki pamięci o Rzezi Wołyńskiej toczył się między księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim a prezydentem Andrzejem Dudą. Nie chodziło o jeden gest czy jedno emocjonalne wystąpienie, lecz o głębszą różnicę spojrzenia na to, jak państwo polskie powinno mówić o zbrodni dokonanej na obywatelach II Rzeczypospolitej.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski podczas rozmów po uroczystościach rocznicowych w 2022 roku prezydent Andrzej Duda obcesowo i co najmniej nieelegancko wzywał księdza Tadeusza i przedstawicieli rodzin wołyńskich ofiar o ostrożność w formułowaniu ocen dotyczących ludobójstwa wołyńskiego, aby „ważyć słowa” [sic!].

Opinia publiczna odebrała to jako próbę ograniczania prawa rodzin do domagania się pełnej prawdy. Rok później, odpowiadając na krytykę księdza dotyczącą polityki państwa wobec Ukrainy i kwestii historycznych, prezydent Duda w rozmowie radiowej powiedział, że wolałby, aby ksiądz zajmował się tym, czym powinien zajmować się duchowny, co stało się początkiem kolejnej publicznej dyskusji o granicach politycznej ostrożności i obowiązku pamięci wobec ofiar.

Przez wiele lat była to sprawa trudna, budząca polityczne emocje i wymagająca odwagi. Ksiądz Isakowicz-Zaleski mówił wielokrotnie na antenie Radia Wnet i w moich programach w irlandzkim radiu NEAR FM o ofiarach, domagał się pamięci i zwracał uwagę na konieczność prowadzenia ekshumacji oraz godnego pochówku zamordowanych. Dla części środowisk jego stanowisko było niewygodne, ponieważ przypominało o sprawach, które wielu wolało odsunąć na dalszy plan.

https://youtube.com/watch?v=e4dgZ29XST8%3Ffeature%3Doembed

Warto dziś wrócić do tamtych debat i słów, które padały w przestrzeni publicznej. W ówczesnej dyskusji pojawiały się apele polityków, także tych, którzy dziś stali się jastrzębiami głoszenia słowa o ludobójstwie na Wołynie, aby nie doprowadzać do pogorszenia relacji polsko-ukraińskich i aby ostrożnie podchodzić do kwestii historycznych sporów. Z perspektywy czasu warto jednak zadać pytanie: czy ostrożność zawsze musi oznaczać milczenie?

Czy można budować dobre relacje między narodami, jeśli fundamentem ma być przemilczanie cierpienia jednej ze stron? Pojednanie nie rodzi się z zapomnienia. Pojednanie wymaga prawdy.

To jedna z najważniejszych lekcji, jakie płyną z historii Europy. Najtrwalsze pojednania nie powstawały wtedy, gdy trudne tematy ukrywano, ale wtedy, gdy potrafiono o nich rozmawiać uczciwie.

Nie chodzi o polityczne barwy. Chodzi o pamięć, która nie powinna mieć partyjnego szyldu

Pisząc o Wołyniu, nie można ulec pokusie uproszczenia. To nie jest historia jednej polskiej partii, jednego rządu ani jednego środowiska. Problem pamięci historycznej w Polsce przez lata był szerszy niż bieżące podziały polityczne.

Jedni bali się, że temat zaszkodzi relacjom międzynarodowym. Inni wykorzystywali go do bieżącej walki politycznej. Jeszcze inni po prostu milczeli, uznając, że są sprawy wygodniejsze i łatwiejsze. Tymczasem pamięć o zamordowanych nie powinna być własnością żadnego obozu politycznego. Nie jest prawicowa ani lewicowa i nie powinna być elementem kampanii wyborczej. Bowiem pamięć jest narzędziem przeciwko komukolwiek.

Jest obowiązkiem wobec ludzi, którzy zginęli bestialsko mordowani przez ukraińskich sąsiadów.

Dlatego również dziś, kiedy temat Wołynia wraca do głównego nurtu debaty, trzeba zachować ostrożność wobec politycznych deklaracji składanych po latach milczenia. Dobrze, że pojawiają się głosy przypominające o ofiarach. Dobrze, że państwo i politycy dostrzegają znaczenie tej pamięci. Ale społeczeństwo ma prawo pytać, dlaczego tak długo trzeba było na to czekać.

Tutaj do wysłuchania jeden z ponad stu programów, które zrealizowałem a poświęconych pamięci pomordowanych na Wołyniu (rok 2015):

https://www.mixcloud.com/widget/iframe/?feed=https%3A%2F%2Fwww.mixcloud.com%2Ftomaszwybranowski%2Firlandzka-tygodni%25C3%25B3wka-wnet-wo%25C5%2582y%25C5%2584-1943-pami%25C4%2599tamy%2F&hide_cover=1

Pisałem we wrześniu 2015 roku:

„W Radiu WNET wspomnienie polskiej hekatomby na Wolyniu, Kresach II Rzeczpospolitej. Poprawnosc polityczna polskich polityków zadziwia coraz bardziej. Temat Ofiar Wolynia 1943 i mordów OUN i UPA na ludnosci cywilnej w latach 1942 – 1947 „zamiatany jest pod dywan”…. Być poprawnym, ale zapominać o przelanej krwi przodków? Byc poprawnym i deptać polską rację stanu, gdy naród ukraiński, który chce bratać się i godzić, czci tych, co mordowali cywili, w imie Wielkiej Ukrainy?!

W programie o I Marsz Pamieci Ofiar Rzezi Wolyńskiej – Przemyśl 11 lipca 2015 (Wojciech Bakun dziekuję), oraz o pewnym apelu „o zgodę i braterstwo” podpisanym przez osoby, które przeczą, ze do Rzezi Wolynskiej doszlo… Dziekuje za wsparcie, pomoc i dzialanie Piotr Szelągowski i Aleksander Ziemiańczyk”

Moje świadectwo. Pamięć nie zaczęła się wtedy, gdy stała się wygodna

Piszę o tym nie jako ktoś, kto odkrył temat wczoraj. Pamięć o pomordowanych na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na Kresach była obecna w mojej pracy od lat. Jako dziennikarz, publicysta i radiowiec wracałem do tych spraw wtedy, gdy nie były one modne, gdy nie przynosiły politycznych korzyści i gdy łatwiej było milczeć niż mówić.

Ksiądz Błażej Nowosad był do końca ze swoją owczarnią.

Mojego wielkiego wuja ks. Błażeja Nowosada zamordowali ukraińscy bandyci spod znaku UPA, tej czarno – czerwonej flagi, którą tak się chlubi współczesna Ukraina.

19 grudnia 1943 r. oddział UPA z SS Galizien, pozostający na służbie niemieckiej, dowodzony przez Włodzimierza Darmochwała oraz policja ukraińska pod wodzą komendanta powiatowego Iwana Jurkiwa, a także żandarmi z posterunku w Tarnogrodzie spacyfikowali wsie: Potok Górny, Dąbrówkę i Zagródki. Mój wuj, najstarszy brat mojej babci (ze trony Taty) Genowefy, Ks. Błażej Nowosad otrzymał wcześniej ostrzeżenie, aby się ukrył, gdyż grozi mu niebezpieczeństwo. Prosiły go o to m.in. jego gospodyni Janina Sioma i najmłodsza siostra Wanda Mroczka. Ksiądz Błażej odpowiedział, że

„Dobry pasterz nie opuszcza owiec w biedzie. Pasterz musi być do końca ze swoją owczarnią.”

Na marginesie, ale ważnym, wreszcie z kopyta rusza proces beatyfikacyjny mojego wielkiego wuja. Dba o to ks. doktor Andrzej Łuszcz.

Mural na Szkole Podstawowej im. Błażeja Nowosada w moim rodzinnym Wozuczynie. Fot.

Tutaj do wsyłuchania jeden z programów poświęconych osobie ks. Błażeja Nowosada:

https://www.mixcloud.com/widget/iframe/?feed=https%3A%2F%2Fwww.mixcloud.com%2Ftomaszwybranowski%2Fwspomnienie-m%25C4%2599cz%25C4%2599%25C5%2584skiej-%25C5%259Bmierci-ksi%25C4%2599dza-b%25C5%2582a%25C5%25BCeja-nowosada-77-rocznica-%25C5%259Bmierci-z-r%25C4%2585k-ukrai%25C5%2584skich%2F&hide_cover=1

Nie pisałem tego dla poklasku. Ważyłem słowa i zmieniałem koncepcje. Robiłem to dlatego, że uważałem i nadal uważam, iż zadaniem dziennikarza jest przypominać o sprawach ważnych także wtedy, gdy są niewygodne.

Dlatego dzisiaj, patrząc na falę zainteresowania ludobójstwem Wołynia, mam w sobie jednocześnie satysfakcję i niedosyt. Satysfakcję, bo pamięć wreszcie przebija się do szerokiej świadomości społecznej. Niedosyt, bo wiele osób, które dziś głośno mówią o historii, mogło mówić o niej znacznie wcześniej.

Za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy premierem był Mateusz Morawiecki, a obóz polityczny skupiony wokół Jarosława Kaczyńskiego miał decydujący wpływ na kierunek polityki państwa, pomnik Andrzeja Pityńskiego „Memoriał Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich” przez długi czas oczekiwał na realizację, swoje miejsce w przestrzeni publicznej i niszczał pod gołym niebem w jednym z magazynów w Gliwicach [sic!]. Ten fakt pozostawiam bez dodatkowego komentarza.

Kibice Legii Warszawa pamiętają o ofiarach Rzezi Wołyńskiej. Warszawa 11 lipca 2024. Fot. Kibice Legii Warszawa (14)

Podobnie jak pozostawiam ocenę politycznego koniunkturalizmu tych wszystkich, którzy przypominają sobie o pamięci dopiero wtedy, gdy staje się ona elementem bieżącego sporu.

Dobrze, że pomnik w Domostawie wreszcie dwa lata temu został odsłonięty. Niezłomną osobą, która wyraziła zgodę na lokalizację pomnika Rzezi Wołyńskiej w Domostawie, był Zbigniew Walczak, który wówczas funkcję wójta gminy Jarocin. W 2018 roku uzgodnił on ostateczną lokalizację monumentu autorstwa Andrzeja Pityńskiego z jego autorem, a w kwietniu 2021 roku Rada Gminy Jarocin podjęła oficjalną uchwałę w tej sprawie.

Wspaniale, że tysiące ludzi mogły oddać hołd ofiarom, że o Wołyniu mówi się nie wstydliwie, ale pełnym głosem i w Polsce i w Europie. Ale historia wymaga od nas również odwagi zadania najtrudniejszego pytania:

Dlaczego dopiero teraz?

Pamięć nie powinna pojawiać się wtedy, gdy staje się wygodna. Pamięć powinna trwać zawsze, albowiem tylko naród, który pamięta swoich zmarłych, zachowuje swoją tożsamość. Tutaj przytoczę mądre słowa marszałka Józefa Piłsudskiego:

 „Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium”.

A naród, który pozwala, aby pamięć zależała od politycznego kalendarza, ryzykuje, że pewnego dnia obudzi się w świecie, w którym inni opowiedzą jego historię za niego.

Historia nie pyta, kto akurat sprawował władzę. Historia pyta tylko, kto miał odwagę pamiętać.

Tomasz Wybranowski

Rodzina Rudnickich, mordowana przez UPA we wsi Chobułtowa, fot. IPN/zbrodniawolynska.pl

Autorzy:

Tomasz Wybranowski

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
„Takich miejsc w P
Unijny teatr w Dubli
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.