Wołowina z zakazanymi hormonami jest w Europie. Skandal wokół wołowiny z Mercosur podważa zaufanie do systemu kontroli
Wołowina pochodząca z krajów Mercosur, w szczególności z Brazylii, a zawierająca zakazane substancje, znalazła się w europejskim łańcuchu dostaw mimo obowiązujących zakazów stosowania hormonów wzrostu. Dopiero po wprowadzeniu mięsa do obrotu badania wykazały obecność estradiolu – substancji całkowicie zakazanej w produkcji żywności na terenie Unii Europejskiej. Sprawa wywołała poważne pytania o skuteczność kontroli importu, równość standardów sanitarnych oraz bezpieczeństwo konsumentów.
Unia Europejska zakazała stosowania hormonów wzrostu w hodowli zwierząt już w 1981 roku, a zakaz dotyczy zarówno produkcji wewnętrznej, jak i importu. Hormony takie jak 17β-estradiol są uznawane za niedopuszczalne w produkcji żywności przeznaczonej na rynek europejski, a wszystkie państwa eksportujące mięso do UE są zobowiązane do zagwarantowania, że ich produkty spełniają te wymogi. Mimo tych zasad audyt Komisji Europejskiej wykazał, że brazylijski system kontroli nie był w stanie w pełni zagwarantować, że eksportowana wołowina nie pochodzi od zwierząt szpikowanych estradiolem. W odpowiedzi Brazylia zobowiązała się do wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń, w tym ograniczenia eksportu do mięsa pochodzącego wyłącznie od zwierząt spełniających europejskie normy.
Największe obawy pojawiły się jednak dopiero wtedy, gdy potwierdzono, że wołowina skażona zakazanym hormonem faktycznie znalazła się w europejskim systemie dystrybucji żywności. Irlandzki urząd ds. bezpieczeństwa żywności potwierdził przypadek mięsa z Brazylii zawierającego estradiol, które weszło do unijnego łańcucha dostaw, zanim zostało zidentyfikowane jako niezgodne z przepisami.
Fakt, że mięso zostało wykryte dopiero po wprowadzeniu do obrotu, wywołał ostrą reakcję polityczną. W Parlamencie Europejskim padły pytania o identyfikację producentów i zakładów przetwórczych odpowiedzialnych za eksport skażonego mięsa, a także o to, dlaczego nie wydano natychmiastowego ostrzeżenia w ramach systemu szybkiego reagowania na zagrożenia żywnościowe.
Wątpliwości dotyczą również równego traktowania producentów. W przypadku podobnego naruszenia w państwie członkowskim UE zakład przetwórczy zostałby natychmiast postawiony w stan zawieszenia produkcji i rozpoczęłoby szeroko zakrojone dochodzenie, w którym prześledzono by, jaką drogą mięso trafiło do produkcji. Tymczasem pojawiły się pytania, czy wobec zagranicznych eksporterów zastosowano lub będą stosowane równie surowe środki.
Komisja Europejska utrzymuje, że wszystkie importowane produkty podlegają rygorystycznym kontrolom sanitarnym i że normy bezpieczeństwa żywności są „nienegocjowalne”, niezależnie od umów handlowych. Jednak sam fakt wykrycia estradiolu w mięsie, które dotarło do Europy, podważa przekonanie o tej sugerowanej szczelności systemu. Kontrole opierają się na certyfikatach, audytach i wyrywkowych badaniach, co oznacza, że bezpieczeństwo importu zależy nie tylko od europejskich instytucji, lecz także od systemów nadzoru w krajach eksportujących.
Problem ma również wymiar strukturalny. Mercosur jest największym dostawcą wołowiny do Unii Europejskiej, odpowiadając za około 73% importu tego mięsa. Skala handlu sprawia, że nawet pojedyncze naruszenia mogą mieć szeroki zasięg i poważne konsekwencje dla rynku oraz zaufania konsumentów.
Europejscy rolnicy od lat argumentują, że import z państw Mercosur tworzy nierówne warunki konkurencji. Produkcja w UE podlega surowym ograniczeniom dotyczącym hormonów, antybiotyków i środków chemicznych, co zwiększa koszty hodowli. Tymczasem w niektórych krajach eksportujących dopuszczalne są praktyki zakazane w Europie. W odpowiedzi na te obawy Parlament Europejski przyjął mechanizmy ochronne, które pozwalają zawiesić preferencje handlowe, jeśli import wołowiny lub innych wrażliwych produktów zacznie zagrażać europejskim producentom, lub naruszać stabilność rynku.
Spór o wołowinę z Mercosur wykracza poza pojedynczy incydent, a dotyka fundamentów europejskiej polityki żywnościowej i przekonania, że każdy produkt na rynku spełnia te same standardy, niezależnie od kraju pochodzenia. Jeżeli konsumenci zaczną wątpić w skuteczność kontroli, konsekwencje mogą być długotrwałe. Zaufanie do systemu bezpieczeństwa żywności buduje się latami, lecz można je utracić jednym transportem, który nie powinien nigdy opuścić portu i trafić na unijne stoły.
W praktyce sprawa ta stawia Unię Europejską przed trudnym testem. Musi udowodnić, że globalny handel nie oznacza kompromisu w kwestii zdrowia publicznego i, że zasady, które obowiązują europejskich rolników, obowiązują również tych, którzy chcą sprzedawać swoje produkty w Europie.
Bogdan Feręc
Źr. RTE/Parlament Europejski
Photo by Blaz Erzetic on Unsplash
