Unijny totalitaryzm na poziomie z ZSRR – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Unijny totalitaryzm na poziomie z ZSRR

Wielki Brat mówi obecnie po europejsku, więc mam już pewność, że Unia Europejska idzie drogą, przed którą sama ostrzegała. A wolność… ta rzadko umiera w huku wystrzałów, bo znacznie częściej odchodzi po cichu – krok po kroku. Najpierw pojawiają się wyjątkowe okoliczności, a następnie rozwiązania, które mają jakoby chronić. Później te domniemane „środki bezpieczeństwa” stają się coraz szersze, aż w końcu człowiek budzi się w świecie, w którym państwo wie o nim więcej, niż on sam chciałby komukolwiek powiedzieć.

Przez dziesięciolecia Europa Zachodnia budowała swój wizerunek jako przeciwwaga dla Związku Radzieckiego. Tam był aparat inwigilacji, tutaj miała być wolność. Tam cenzura, tutaj swoboda wypowiedzi. Tam państwo patrzyło obywatelowi przez ramię, tutaj miało chronić jego prywatność. Dzisiaj jednak coraz większa grupa Europejczyków zadaje sobie pytanie, czy granica między bezpieczeństwem a permanentnym nadzorem nie została już przekroczona?

Unia Europejska od lat rozwija regulacje mające zwiększyć bezpieczeństwo w internecie. Cel brzmi szlachetnie, bo to i walka z przestępczością, terroryzmem, praniem pieniędzy, czy wykorzystywaniem dzieci. Trudno znaleźć więc człowieka, który sprzeciwiałby się ściganiu najgroźniejszych przestępców oraz samych przestępstw, ale… No właśnie, problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pod hasłem ochrony społeczeństwa tworzy się mechanizmy, które pozwalają ingerować w prywatną komunikację prawie połowy miliarda uczciwych obywateli.

To właśnie wtedy pojawia się pytanie, które powinno niepokoić każdego człowieka, niezależnie od tego, jakie ma poglądy polityczne i jakie jest jego zdanie. Czy państwo albo stowarzyszenie państw ma prawo zaglądać do naszych prywatnych rozmów? Jeszcze kilka lat temu większość europejskich polityków odpowiedziałaby zdecydowanym „nie”. Dzisiaj jednak odpowiedź brzmi coraz częściej: „tak, ale tylko dla waszego dobra” i właśnie w ten sposób zaczyna się każda historia dyktatorskiego ograniczania wolności.

Szczególnie kontrowersyjne pozostaje nowe prawo dotyczące skanowania wiadomości przesyłanych za pomocą komunikatorów internetowych. Krytycy tych rozwiązań wskazują, że oznacza to odejście od zasady poufności komunikacji elektronicznej. Zwolennicy odpowiadają z kolei, że chodzi wyłącznie o wykrywanie materiałów związanych z najpoważniejszymi przestępstwami.

Nawet jeśli intencje są dobre, w co akurat nie wierzę, pozostaje fundamentalny problem, technologia nie rozróżnia człowieka uczciwego od przestępcy. Każda wiadomość staje się w takim przypadku obiektem analizy, a co ciekawe, to nie człowiek jest cenzorem, bo bezduszna maszyna. Ta natomiast nie jest w stanie wyłapać kontekstu wypowiedzi, nie rozumie sarkazmu, a i nie umie wyczuć niuansów słownych, które mogą określać specyfikę każdego języka. To oznacza, że każda wiadomość zostanie poddana automatycznej kontroli. Każdy użytkownik zostanie potraktowany nie jak obywatel korzystający z przysługujących mu praw, lecz jak osoba wymagająca wcześniejszej weryfikacji, a ściśle rzecz ujmując, jako podejrzany.

To odwrócenie logiki państwa prawa, choć w demokracji, każdy obywatel z zasady jest niewinny, przynajmniej do czasu, gdy wina, nie zostanie mu udowodniona. Jednak Unia Europejska poszła drogą sowiecką, czyli w państwie nadzoru wszyscy są potencjalnie podejrzani, o ile nie są winni i to już w założeniu.

Jeszcze większe kontrowersje budzą przepisy, że niektóre grupy traktowane są odmiennie od pozostałych. Przepisy rzeczywiście przewidują wyjątki od reguły, bo dla określonych kategorii osób – prawo nie jest obowiązujące. Takie zapisy, rodzą więc pytania o zgodność z jedną z podstawowych zasad demokracji, czyli z równością wobec prawa, które powinno działać jednakowo wobec wszystkich. Dlaczego? Bo prywatność albo jest wartością chronioną dla każdego, albo nie jest nią dla nikogo. Nie można przekonywać obywateli, że ich korespondencja powinna być monitorowana, jednocześnie tworząc wyjątki dla politycznych elit. Tak, to właśnie politycy i osoby zajmujące stanowiska publiczne korzystają z wolności wypowiedzi w komunikatorach internetowych, bo ich ten system nadzoru nad myślą i słowem nie obowiązuje. Taki model, co podkreślam, nie wzmacnia zaufania do instytucji publicznych – przeciwnie, prowadzi do przekonania, że istnieją obywatele pierwszej i drugiej kategorii. W dużym uproszczeniu, posłowie Parlamentu Europejskiego, w tym praktycznie wszyscy z Polski, choć z wyłączeniem europosłów Konfederacji, sami wyłączyli się spod tego narzędzia permanentnej inwigilacji.

Jeszcze ciekawiej zrobi się, kiedy przyjrzeć się kategorii osób ubiegających się o ochronę międzynarodową, czyli azylantom, bo to wskazuje, że Europejczyk na swoim kontynencie ma mniej praw, niż jakiś nachodźca z innej części świata, choćby był nieudokumentowany. Spod prawa raportowania o „złych słowach” pisanych przez użytkowników komunikatorów, wyłączeni zostali właśnie azylanci i osoby ubiegające się o azyl w krajach Unii Europejskiej. Tym samym imigrant z Afryki ma obecnie więcej praw pisząc na WhatsAppie, niż Ty, który urodziłeś się w Europie.

Jeżeli więc określone grupy osób wyłączone są spod obowiązujących przepisów „Chat Control 1.0”, które dotyczą pozostałych mieszkańców Unii Europejskiej, również należałoby jasno uzasadnić podstawę prawną i cel takich rozwiązań. W przeciwnym razie łatwo o zarzut nierównego traktowania, co akurat widać gołym okiem.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Europa coraz częściej zaczyna przypominać kontynent, który przestaje ufać własnym obywatelom. Każdy z byłych kryzysów, co karnie znosiliśmy, przynosił nowe ograniczenia. Tak było z pandemią, terroryzmem, dezinformacją, cyberbezpieczeństwem, mową nienawiści, a teraz włączono do tego wszystkiego ochronę dzieci. Nie przeczę, każdy z tych problemów jest realny i każdy z nich wymaga działania. Jednak nadzwyczajne odstępstwa od obowiązujących przepisów i uprawnienia przyznane władzy, niezwykle rzadko są później dobrowolnie ograniczane.

To nie jest wyłącznie problem europejski, ponieważ mechanizmy masowej inwigilacji rozwijają Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja i wiele innych państw. Europa, jednak latami podkreślała, że miała i chce być inna. Miała być miejscem, gdzie prawa obywatelskie nie są dodatkiem do demokracji, lecz jej fundamentem. Dlatego wszelkie rozwiązania ingerujące w prywatność powinny podlegać wyjątkowo rygorystycznej kontroli sądowej, być proporcjonalne i zgodne z prawami podstawowymi. W przeciwnym razie łatwo przekroczyć granicę, po której tzw. demokratyczne instytucje zaczynają przypominać mechanizmy znane z ustrojów autorytarnych.

Porównania do Związku Radzieckiego pojawiają się dziś coraz częściej i nie bez racji. Warto jednak zachować precyzję, bo Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) – obecna Federacja Rosyjska, był państwem jednopartyjnym, pozbawionym wolnych wyborów, niezależnych sądów i wolnych mediów. Unia Europejska nie jest, o przepraszam, nie była takim systemem, a przynajmniej twierdzi, że takim nie jest. Ja nie jestem natomiast tego pewien, a właściwie mam przekonanie, że przestała być demokracją i stała się systemem terroru politycznego.

Unijne zakazy, dyrektywy i nowe prawa – uderzające bezpośrednio w wolność wypowiedzi i prywatność korespondencji nie oznaczają przecież, że nie można krytykować kierunku zmian. Wręcz przeciwnie. Demokracja i nasza wolność obywatelska, słabo, ale wciąż jeszcze żyje właśnie dzięki temu, że obywatele mają prawo mówić to, co myślą i zadawać nawet niewygodne pytania ludziom rządzącym w ich imieniu. Z kolei, jeżeli państwo chce zaglądać do prywatnych wiadomości swoich mieszkańców, powinno przekonująco wykazać, że jest to rozwiązanie absolutnie konieczne, skuteczne i proporcjonalne. Gdy jednak tworzy wyjątki dla wybranych grup, powinno szczegółowo wyjaśnić ich podstawę prawną, bo ograniczając prywatność, każdy Tusk, Merz i każda von der Leyen musi liczyć się z tym, że społeczeństwo będzie patrzyło im na ręce równie uważnie, jak ono chce patrzeć obywatelom.

Może to oklepany slogan, ale wolność nie znika jednego dnia, ona znika wtedy, gdy ludzie przestają dostrzegać kolejne ograniczenia, a i przestają na nie reagować. Kiedy natomiast już zauważą, że prywatność stała się luksusem, często okazuje się, że jest za późno, aby odzyskać to, co przez lata wydawało się oczywiste.

Na koniec jeszcze kwestia, a może bardziej jeden sprawiedliwy. Spod nowego prawa inwigilacji komunikatorów internetowych wyłączył się Telegram i właściciel tego medium Paweł Durow powiedział, że telegram nigdy nie skanował prywatnych wiadomości i nie będzie tego robił nadal, choćby Unia Europejska poszła dalej i przegłosowała tę poważniejszą wersję cenzorską, czyli Chat Control 2.0.

Jak to skomentować? Cóż, Orwell, pisząc swój „Rok 1984”, raczej nie przypuszczał, że „myślozbrodnia” stanie się faktem. Teraz tylko czekać, aż powstaną unijne łagry, jak do więzień wsadzani będą ludzie, którzy mają odwagę powiedzieć prawdę, a i mówić o niej publicznie, czy choćby napisać na komunikatorze.

Bogdan Feręc

Graf. Wygenerowana przez AI

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
ZNAJDŹ NAS:
Niewdzięczność Ki
Miłosz Lodowski: Pi
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.