Pęknięcie w proeuropejskim micie? Irlandia słyszy coraz więcej głosów sprzeciwu
Przez lata Irlandia uchodziła za jedno z najbardziej proeuropejskich państw, a członkostwo było tu opowieścią o awansie cywilizacyjnym, gospodarczym skoku i politycznej stabilności. Dziś ta opowieść wciąż dominuje, ale w tle pojawia się nowy dźwięk, wciąż cichy, ale niepokojący i coraz wyraźniejszy. Antyunijne nastroje zaczynają się podnosić.
Uwagę na ten proces zwróciła minister spraw zagranicznych Helen McEntee, która przyznaje wprost, że w Irlandii rośnie poziom eurosceptycyzmu. Jeszcze nie krzyk, jeszcze nie masowy bunt, lecz, jak sama to określa, „szept, który staje się coraz głośniejszy”. McEntee wskazuje na mechanizm dobrze znany w całej Europie. Populistyczne głosy coraz częściej przedstawiają Unię Europejską jako wygodnego winowajcę krajowych problemów. Gdy coś nie działa, gdy rosną napięcia społeczne lub gospodarcze, odpowiedź bywa prosta – to wina Brukseli. Taka narracja uwodzi swoją prostotą i obiecuje ulgę bez konieczności mierzenia się z trudnymi, wewnętrznymi decyzjami.
Minister ma wygłosić we czwartek swoje pierwsze duże przemówienie poświęcone zbliżającej się prezydencji Irlandii w Radzie Unii Europejskiej. Wystąpienie organizowane przez Biuro Łącznikowe Parlamentu Europejskiego oraz Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Irlandii, dotyczyć ma nie tylko technicznych przygotowań do przewodnictwa w drugiej połowie roku, ale też fundamentów europejskiego projektu, w tym wartości, bezpieczeństwa i konkurencyjności.
W jej ocenie świat wchodzi w „nowy moment w historii”, w którym założenia dotąd uznawane za oczywiste zaczynają być kwestionowane. To zdanie brzmi jak diagnoza epoki, w której niepewność i stare sojusze, ale też stare prawdy przestają być oczywiste, a polityka coraz częściej karmi się emocją zamiast odpowiedzialnością. McEntee podkreśla, że Irlandia nadal wykazuje silne poparcie dla Unii Europejskiej. Jednocześnie nie ukrywa zaniepokojenia i jej zdaniem nie można pozwolić, by antyunijne narracje rosły bez odpowiedzi. Dlatego zapowiada inicjatywę ogólnokrajowej debaty o Europie, rozmowy, która nie odda pola populistycznym uproszczeniom i nie pozwoli, by szept przerodził się w krzyk.
W swoim wystąpieniu minister ma również przypomnieć podstawową logikę europejskiego projektu, że bez bezpieczeństwa nie ma dobrobytu, bez konkurencyjności nie da się utrzymać nowoczesnych społeczeństw, a bez wspólnych wartości wszystko to traci sens. To argument stary, niemal klasyczny, ale właśnie dziś, w czasach zmęczenia polityką i instytucjami, wymagający ponownego wypowiedzenia.
Irlandia od lipca do grudnia obejmie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej, forum, na którym ministrowie państw członkowskich kształtują unijne prawo i kierunki działania. W tym czasie kraj będzie gospodarzem m.in. nieformalnego spotkania przywódców UE oraz szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej. To moment symboliczny, bo Irlandia stanie w centrum europejskiej sceny, jednocześnie zmagając się z pytaniami o własne nastroje i przyszłą relację z Unią.
*
Pamiętajmy jednak również politycy, że eurosceptycyzm rzadko wybucha nagle. Zaczyna się od zmęczenia, od rozczarowania, od poczucia, że decyzje zapadają gdzieś daleko. Zielona Wyspa wciąż wierzy w Europę, ale coraz uważniej wsłuchuje się w swoje wewnętrzne szepty. I od tego, jak na nie odpowie, zależy, czy pozostaną tylko echem, czy staną się nową polityczną melodią.
Z pełnym komentarzem wstrzymam się do czasu, aż Pani minister przedstawi swoją wizję przyszłości Irlandii w Europie.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by Dongki Koh on Unsplash
