Państwo dla wybranych, czyli rząd zapłaci rachunki „spóźnialskim”
Irlandzki rząd zapowiedział wsparcie dla setek tysięcy gospodarstw domowych zalegających z rachunkami za energię elektryczną i gaz. Wicepremier i minister finansów Simon Harris poinformował, że pomoc obejmie około 320 000 osób, które nie były w stanie uregulować należności za prąd. Jednocześnie rozszerzony zostanie dodatek paliwowy, z którego skorzysta dodatkowe 50 000 gospodarstw domowych, a świadczenie zostanie wypłacone z mocą wsteczną od stycznia.
„Podejmujemy działania mające na celu wsparcie osób zagrożonych ubóstwem energetycznym” – podkreślił Harris, zaznaczając, że rząd świadomie zrezygnował z powszechnych kredytów energetycznych na rzecz „ukierunkowanych działań”, czyli jak już komuś odetną prąd, wówczas rząd rzuci finansowy ochłap. Według rządu pomoc powinna trafiać do tych, którzy najbardziej jej potrzebują, a nie do wszystkich bez wyjątku.
Skala tego problemu jest jednak alarmująca, bo wcześniej publikowane już dane Komisji Regulacji Usług Komunalnych pokazują, że liczba gospodarstw domowych zalegających z rachunkami za energię elektryczną wzrosła w ciągu roku z 264 458 do 319 459, a to ponad 20%. W samym grudniu odnotowano gwałtowny wzrost, a średnia kwota zadłużenia odbiorców energii elektrycznej zwiększyła się o kolejne 10%. Jednocześnie aż 26% odbiorców gazu i 14% odbiorców energii elektrycznej nie było w stanie zapłacić całości swoich rachunków.
Minister mieszkalnictwa James Browne przyznał, że rząd jest „bardzo świadomy” presji finansowej, z jaką mierzą się gospodarstwa domowe i zapowiedział działania o charakterze długoterminowym, mające obniżyć koszty energii i zapewnić stabilność systemu. Opozycja twierdzi jednak, że obecne działania są spóźnione i niewystarczające. Rzecznik ds. finansów Sinn Féin Pearse Doherty określił sytuację jako kolejną „plamę na dorobku rządu” i wezwał do natychmiastowego pakietu wsparcia w związku z kosztami utrzymania, w tym przywrócenia powszechnych kredytów energetycznych. Według niego państwo ma obowiązek reagować w sytuacji, gdy setki tysięcy rodzin nie są w stanie pokryć podstawowych kosztów życia.
Rząd argumentuje, że odchodzi od nadzwyczajnych, szerokich programów wsparcia na rzecz bardziej selektywnych rozwiązań. Logika tej decyzji jest jasna, czyli pomoc ma trafiać tam, gdzie występuje realne zadłużenie i ryzyko odcięcia dostaw energii. Jednak taka strategia ujawnia mniej widoczną, lecz równie istotną grupę społeczną.
*
To ludzie, którzy rachunki płacą zawsze i właśnie dlatego pozostają niewidoczni. To gospodarstwa domowe, które nie pojawiają się w statystykach zadłużenia, bo regulują należności kosztem własnej codzienności. Rezygnują z wyjazdów na urlopy, odkładają zakup ubrań, ograniczają życie społeczne, a czasem nawet oszczędzają na jedzeniu, aby rachunek za prąd i gaz nigdy nie pozostał nieopłacony. Nie zalegają, więc się nie kwalifikują się do pomocy. Nie wpadają w system, więc system ich nie widzi. W ten właśnie sposób powstaje paradoks polityki publicznej, bo państwo reaguje wtedy, gdy pojawia się dług, gdy system rejestruje kryzys w postaci zaległości. Nie reaguje natomiast wtedy, gdy kryzys rozgrywa się po cichu, w domowych budżetach, w decyzjach o rezygnacji z podstawowych elementów normalnego życia.
Pomoc dla zadłużonych jest konieczna i uzasadniona, z tym nie należy się bardzo spierać, choć jest potrzeba identyfikacji problemu. Bez rządowego wsparcia, a może bardziej bez budżetowego wsparcia, bo to nie są pieniądze premiera, wicepremiera i ministrów, tysiące rodzin znalazłyby się w jeszcze trudniejszej sytuacji. Jednak polityka oparta wyłącznie na reagowaniu na zadłużenie tworzy niebezpieczny sygnał, że wsparcie pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś przestaje płacić.
Na końcu pozostaje pytanie, którego nie da się uniknąć. Co z ludźmi, którzy robią wszystko, aby nigdy nie zalegać? Którzy płacą rachunki kosztem jakości własnego życia, zdrowia i przyszłości? Dlaczego system, który przychodzi z pomocą, gdy ktoś upadnie, nie potrafi wesprzeć tych, którzy z desperacją starają się, aby nie upaść?! Tych ludzi też są tysiące, o czym rząd w Dublinie stara się nie pamiętać.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Kadr z nagrania RTE
