Nadchodzi przebudzenie bestii?

„Bestia ze Wschodu” to określenie, które używane było w Irlandii ze względu na wschodni front atmosferyczny, który przyniósł nienaturalnie dużą ilość opadów śniegu, ale i bardzo niskie temperatury.

„Bestia ze Wschodu” może jednak nabrać za jakiś czas całkiem innego znaczenia, o czym świadczą pewne wydarzenia, jakie dzieją się teraz na Ukrainie. Obserwując sytuację na froncie i wiadomości, które w dużej ilości z niego płyną, a przedstawiane są jako sukcesy Ukrainy, zaczynam się zastanawiać, czy na coś takiego Rosja mogłaby pozwolić, gdyby nie jakiś ukryty plan?

Wciąż nie opuszcza mnie wrażenie, że okupant Ukrainy szykuje coś bardzo poważnego, chociaż nie zrobi tego rękoma żołnierzy, których wysłał na tzw. operację specjalną, czyli wojnę.

Przekaz z Moskwy jest aktualnie skromny, nie ma wypowiedzi ze szczytów władzy, a to może zwiastować, że po prostu podpuszczają ukraińskie wojsko, by uderzyć na skoncentrowane oddziały z kierunku, z którego w ogóle nie będą się tego spodziewać. Mówię tu o „zasypaniu ołowiem”, ale z powietrza.

To byłby scenariusz w wersji soft, bo jest też, ten nieco gorszy i Federacja może planować rozgromienie Ukrainy w sposób totalny, więc zbiera siły, a może nawet podejmuje już decyzje o wysłaniu nad zaatakowane państwo gradu bomb, które zrujnują każdy cal ziemi. Celami mogą być też pewne wybrane miejsca na Ukrainie, a ten skarzą teren wokół okolic bombardowań i większą część państwa ukraińskiego.

Wiadomo też, że niektóre z państw, a chodzi o te, które mają jeszcze jakieś wpływy w Rosji, przeciwne są atakowi nuklearnemu, jednak szef Kremla zaczyna przecież tracić grunt pod nogami i Federacji coraz częściej słyszy się głosy niezadowolenia, więc aby utrzymać ster państwa, powinien wykonać ruch decydujący o losach wojny. Jeżeli natomiast ma taki plan, nie będzie to już wysyłanie słabo uzbrojonych i bez przeszkolenia żołnierzy na front, co się do tej pory nie sprawdziło, a w ruch pójdzie cała dostępna broń artyleryjska i rakietowa.

Co się wtedy stanie? Może mieć to globalne konsekwencje i obraz tego obserwowany będzie również w niektórych państwach położonych blisko Ukrainy.

NATO, o czym mówi teraz półgębkiem, ma dwa plany, więc „A” i „B”, a oba są działaniami obronnymi, chociaż ważną rolę w obu odgrywać ma Polska. Istotne jest natomiast, że żaden z tych planów, nie zakłada rozwiązania w sposób pokojowy i z udziałem negocjatorów. Ważnym graczem w tej całej niepokojącej przyszłości może być też Turcja i tę należy z uwagą obserwować.  

W tej chwili widzę tylko jedną drogę, jeden kierunek rozwoju sytuacji, który doprowadzi do konfliktu na dużą skalę, ale chcę się mylić.

Bogdan Feręc

Photo by Phil Hearing on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Odmowa ministra prze
Bloomsday i smutna r