Milionowa zabawka bez wzroku. Jak irlandzki rząd poleciał po bandzie moralności
Nasz rząd znowu udowodnił, że pragmatyzm i myślenie długodystansowe to pojęcia absolutnie mu obce. Kupno luksusowego odrzutowca Dassault Falcon 6X za skromne 53 miliony euro miało być symbolem nowoczesności, prestiżu oraz powagi państwa. Jednak wyszło jak zwykle i najnowszy nabytek irlandzkiego Korpusu Lotniczego ma jedną, drobną, wręcz kosmetyczną wadę.
Wstydliwy mankament sprawia, że przy byle gęściejszym mleku nad lotniskiem w Baldonnell wysoce prawdopodobne staje się awaryjne lądowanie w zupełnie innym hrabstwie.
Powód tej technologicznej niemocy jest wręcz groteskowy. Nowoczesny odrzutowiec, stwarzający pozory maszyny do zadań specjalnych i misji medycznych, został zamówiony bez kluczowego systemu FalconEye. To właśnie ta nakładka wizyjna pozwala pilotom dosłownie przenikać wzrokiem najgęstszą mgłę, burze czy nocne ciemności.
Dlaczego zrezygnowano z technologii, która w dzisiejszym lotnictwie jest właściwie absolutnym standardem? Ponieważ elementy owej optyki dostarcza izraelska firma Elbit. W imię wielkiej polityki, po deklaracjach o wstrzymaniu handlu z Izraelem, urzędnicy uznali, że podpisywanie papierów z podmiotem z Bliskiego Wschodu byłoby moralnym zgrzytem.
Zamiast więc poszukać kompleksowego kompromisu lub po prostu wybrać inną maszynę, postanowiono kupić oślepioną latającą limuzynę dla najważniejszych osób w państwie. Najwyraźniej w gabinetach uznano, że rządowi dygnitarze potrafią przecież latać na samym morale. Ironii dodaje fakt, że w tym samym czasie państwo bez mrugnięcia oka zamawia śmigłowce oraz samoloty patrolowe napakowane po brzegi inną izraelską awioniką i radarami. Tam jednak dostawcą był pośrednik, więc sumienie urzędników pozostało czyste. W przypadku Falcona trzeba było jednak złożyć podpis bezpośrednio u producenta, a to przecież wymagało wykazania się heroiczną, choć całkowicie absurdalną pryncypialnością.
Zapytani o tę kuriozalną sprawę – ślepego na wytyczne całego gabinetu – przedstawiciele Departamentu Obrony jak z nut wyśpiewują gładką formułkę, że samolot nie posiada absolutnie żadnych ograniczeń operacyjnych. To fantastyczna wiadomość. Wygląda na to, że według oficjalnych czynników niezdolność do lądowania w złych warunkach atmosferycznych to nie brak możliwości, lecz zwyczajna optymalizacja rozkładu lotów.
Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej o tej sprawie, choćby na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej, zderzy się z kolejną ścianą. Wojsko i policja dokumentów nie mają, a kluczowy dział zamówień w ministerstwie poprosił o wydłużenie terminu, bo akurat udał się na urlop.
W efektowny sposób zafundowano zatem państwu latający pomnik własnej bezmyślności. Błyszczący czernią, na którą wydano setki milionów euro, prestiżowy odrzutowiec, w trudniejszych warunkach pogodowych staje się w Irlandii nielotem. Irlandzcy politycy, dokładnie tak jak ich luksusowa zabawka, poruszają się dziś w kompletnej mgle, przekonani o własnej nieomylności i całkowicie nieświadomi faktu, że wszyscy wokół doskonale widzą, jak bardzo zboczyli z kursu.
Bogdan Feręc
Źr. PA Media
Fot. CC André Gerwing
