Między współpracą narodów a projektem superpaństwa, czyli Europa na rozstaju dróg
Poniższy tekst będzie głosem opierającym się na oficjalnym stanowisku i argumentacji przedstawionej publicznie przez posłankę do Parlamentu Europejskiego. Nie jest to więc głos oderwany od debaty, która zaczyna przebijać się do dyskursu społecznego.
Europa znalazła się w punkcie krytycznym, podkreśla posłanka do Parlamentu Europejskiego (MEP) Anna bryłka, która jest zdania, że nie mamy do czynienia już ze sporem o tempo integracji ani o techniczne korekty traktatów. Sprawa idzie o samą istotę europejskiego projektu, a nazywanego Unią Europejską, więc czy ma on pozostać wspólnotą współpracujących państw narodowych, czy też zostać przekształcony w scentralizowane superpaństwo, w którym decyzje zapadają ponad głowami narodów.
W ostatnich tygodniach „eurofederalizm”, jak zaznacza MEP Bryłka, przestał się maskować, a z ust jego najważniejszych rzeczników padają bardziej niż otwarte deklaracje. Zastanawiać może wypowiedź polskiego szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego, który ponownie wraca do postulatu likwidacji unijnego prawa weta, a równocześnie proponuje stworzenie europejskiego legionu, finansowanego z budżetu Unii Europejskiej. Do tego wszystkiego, jakby sprawa nie była budzącą kontrowersje, minister Sikorski dodaje, iż powinno się pozostawić otwarte drzwi dla państw kandydujących. Warto tu zwrócić uwagę, że nie jest to niewinna inicjatywa obronna. To próba budowy zalążka europejskiej armii, niezależnej strukturalnie od NATO, a zarazem polityczny manewr, by wciągać w unijne mechanizmy Ukrainę i to bez formalnej zgody na jej członkostwo. Z tego natomiast wynika, że prawo zostaje zastąpione faktami dokonanymi, co jednocześnie brak demokratycznego mandatu, jaki politykom wystawiają społeczeństwa.
Jeszcze dalej w swoich opiniach idzie szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber, do której należą partie Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Pan Weber zgłosił postulat ustanowienia „prezydenta Europy”, łączącego funkcje szefa Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej, co z całą pewnością nie jest reformą dla sprawności funkcjonowania unijnych struktur, a skupieniem władzy w jednych rękach. To też zamach na samą konstrukcję Unii Europejskiej dodaje MEP Anna Bryłka. Rada Europejska to z kolei ostatnie realne forum, gdzie głos państw ma znaczenie, ale po zmianach, zostałaby podporządkowana logice Komisji Europejskiej, czyli politycznym zamiast religijnym dogmatem o nieomylności papieża. Kontrola narodowa ustąpiłaby centralnemu zarządzaniu, a to już otwiera drogę do narzucania jednolitej polityki fiskalnej, migracyjnej, energetycznej i obronnej bez oglądania się na historię, kulturę i interesy poszczególnych krajów.
Kulminacją tego myślenia są tezy Mario Draghiego. Autor raportu o konkurencyjności Unii Europejskiej wprost wzywa do pełnej federalizacji państw członkowskich, porzucenia modelu konfederacyjnego i podporządkowania państw jednemu centrum decyzyjnemu. Z tego wynika, że nie jest to już język integracji, a mówiąc wprost, likwidacji suwerenności poszczególnych państw, w tym Polski i Irlandii. Wizja „Zjednoczonych Stanów Europy” oznacza w praktyce odebranie państwom większości praw do decydowania o ich granicach, podatkach, polityce społecznej, energetyce, obustronnej migracji oraz bezpieczeństwie i co chyba najważniejsze, wszystko to bez realnego mandatu społecznego.
Trudno nie zauważyć cynizmu tej sytuacji, gdyż postulaty dalszej centralizacji płyną od ludzi-symboli epoki kryzysów, rządów posługujących się dekretami zamiast ustawami i technokratycznego stylu zarządzania, w którym obywatel jest przeszkodą, a nie podmiotem. Więcej władzy dla unijnej biurokracji oznacza jednocześnie mniej demokracji, mniej kontroli i więcej polityki prowadzonej ponad narodami, a nie z nimi. Jak podkreśla MEP Anna Bryłka, to nie jest droga do silnej Europy, lecz najprostsze rozwiązanie do wprowadzenia dyktatury elit.
*
Trzeba to powiedzieć jasno, iż sama Unia Europejska nie jest, przynajmniej w założeniach, projektem złym. W swojej pierwotnej idei, jako przestrzeń współpracy gospodarczej, swobodnej wymiany, koordynacji interesów na kontynencie, miała pełny sens i realną wartość. Problem zaczął się jednak wtedy, gdy współpraca została zastąpiona dominacją, a integracja – unifikacją. Europa nie potrzebuje jednego centrum władzy. Potrzebuje szacunku dla różnorodności, tradycji i tożsamości, ograniczenia biurokracji i powrotu do logiki zdroworozsądkowej współpracy, nie zaś ideologicznego oraz komunizującego centralizmu.
Stawką jest podmiotowość państw – w tym Polski oraz Irlandii, o czym warto przypomnieć, bo nie można pozwolić, by pod hasłami „postępu” i „efektywności” odebrano narodom ich własne państwa, a do tego właśnie zmierzamy. Obrona suwerenności nie jest anachronizmem, jest warunkiem demokracji. Europa stoi dziś przed wyborem i albo cofnie się z drogi federalizacji, albo stanie się projektem wbrew obywatelom, a to zawsze kończy się źle.
Bogdan Feręc
Źr. MEP Anna Bryłka
Graf. Obraz wygenerowany przez AI
