Między długiem a zależnością. Polska w europejskim układzie nacisków
Powiedzmy to otwarcie, politycy zrobili zupełną rozpierduchę na świecie, zadłużyli go tak, że nasze pra, pra, pra wnuki nie wyjdą z tego przez dziesięciolecia, a na dodatek twierdzą, że nic specjalnego się nie dzieje, bo to normalne procesy. To zdanie nie jest publicystyczną przesadą, a streszczeniem epoki. Epoki, w której dług przestał być problemem, a stał się narzędziem. Narzędziem władzy, kontroli i uzależnienia, bo kto ma dług, ten ma też pana. Czasem w garniturze, czasem w Brukseli, czasem w jakimś banku inwestycyjnym, a czasem po prostu w statystyce.
Tak, weźmy sobie za przykład taką Polskę, która zadłużona jest obecnie na 1,9 bln zł, co oznacza, że jej zadłużenie zagraniczne brutto w 2025 roku oscylowało wokół 453–455 mld euro wykazując niewielkie wahania kwartalne, jak podaje NBP, a całkowity dług publiczny, w tym zagraniczny, stale rósł, zbliżając się do 2 bln zł. To nie jest już tzw. bezpieczny poziom zadłużenia, jak lubią powtarzać politycy i zaprzyjaźnieni z nimi ekonomiści. To poziom, przy którym państwo traci swobodę manewru. A państwo bez tej swobody nie jest partnerem – jest petentem.
Dane mogą niewiele mówić, ale spójrzmy na to w ten sposób, że budżet Rzeczypospolitej Polskiej wynosi circa 630 mld złotych, natomiast odsetki od obsługi zadłużenia to jakieś 100 mld zł. Tym samym budżet państwa, z automatu zmniejsza się do 530 mld zł i tylko, jeżeli nie będziemy spłacać samej kwoty, jaka została pożyczona. To z kolei oznacza jedno, że zanim państwo wyda złotówkę na szkoły, drogi czy ochronę zdrowia, najpierw musi zapłacić haracz za wcześniejsze błędy. Haracz legalny, podpisany, opatrzony pieczątką, ale haracz.
Co jednak w tej kwestii jest istotne, Polska, zamiast działać jak rasowy bankrut, więc zacząć oszczędzać, ciąć koszty tam, gdzie da się to zrobić, czyli np. odbierać przywileje socjalne nachodźcom, kontrolować wydatki wewnętrzne, jak ekonomiczny debil nadal się zapożycza.
To jest moment, w którym kończy się bajka o „odpowiedzialnym państwie”. Normalny bankrut zaciska pasa. Polska – przeciwnie – rozdaje kolejne obietnice na kredyt. Kredyt, którego kosztów nie ponosi ani rząd, ani ministrowie, ani posłowie, bo ponosi je obywatel. Taki cichy sponsor politycznej nieodpowiedzialności.
Do tego czyni wydatki na obronność, ale część z nich już na starcie można zakwalifikować jako nierozsądne, bo jak mówi Ministerstwo „Wojny”, zwiększono produkcję, a co za tym idzie zakupy min przeciwpiechotnych. Super, ale śmiem przypomnieć, że obecna wojna, co pokazuje przecież ta na Ukrainie, toczy się z wykorzystaniem technologii dronów, więc piechota ma w działaniach wojennych niewielkie, o ile nie znikome znaczenie, więc i nóg urywać nie ma komu. Wniosek nasuwa się sam, czyli kupujemy rozwiązania z XX wieku, finansując je długiem XXI wieku, w wojnie, która toczy się w XXII wieku. To nie jest strategia obronna – to jest kosztowna iluzja bezpieczeństwa.
Wróćmy jednak do samego zadłużenia, bo to jednak znaczące w polskich warunkach, a przecież kwoty nie są bagatelne, więc budżet z roku na rok staje się płytszy, a i głębiej sięga do portfeli podatników. Zadłużenie wskazuje również, że problemem stała się już transformacja energetyczna, która podnosi koszty funkcjonowania państwa, a to przez drogie alternatywy dla paliw kopalnych, same zmiany w sposobie dostarczania energii do domów oraz firm i przez źródła jej wytwarzania.
Zielona ideologia w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się po prostu droga i to nie chwilowo, jak próbuje się nam to przedstawiać. To strukturalny wzrost kosztów energii, który zabija konkurencyjność przemysłu i wysysa pieniądz z gospodarki1.
Do tego finansowanie obcych wojsk, które i tak nie są w stanie powstrzymać Rosji, która, o ile miałaby na to ochotę, powiem to brutalnie szczerze, rozpirzyłaby Ukrainę w jeden dzień. I znowu, nie swoimi żołnierzami, a kilkoma rakietami oraz nawałnicą dronów.
To nie jest zachwyt nad Rosją a konstatacja faktu, ponieważ siła militarna XXI wieku nie polega na masie, tylko na precyzji. A Europa, w tym Polska, płaci za iluzję, że liczba baz i kontyngentów zastąpi realne zdolności odstraszania.
Co więc, bo to jednak felieton o finansach naszej ojczyzny, Polska powinna zrobić, żeby poprawić stan finansów i faktycznie wyjść ze spirali zadłużenia? Recepta jest prosta, czyli po pierwsze oszczędzać, po drugie zwiększyć dochody, a po trzecie przestać wyprzedawać się z majątku.
O oszczędzaniu mówiłem wcześniej, czyli można się zastanowić, jak zwiększyć dochody. Tu rozwiązań jest wiele, więc zarzucić kosztowne programy Zielonego Ładu, wpuścić do kraju szerokim strumieniem kapitał inwestycyjny, w tym na pełną skalę uruchomić Centralny Port Komunikacyjny, nie zaś jego szczątkową namiastkę.
Już tylko z tej inwestycji przychody Skarbu Państwa mogłyby zwiększyć się o kilka procent, a po pełnym uruchomieniu – Polska staje się centrum logistycznym na całą Europę2.
Ja wiem, że Niemcom się to nie podoba, to oni rękoma naszych polityków zablokowali tę inwestycję, ale może w końcu powinniśmy odejść od wiernopoddańczych gestów wobec kogokolwiek i zacząć zachowywać się jak pełnoprawne i niepodległe państwo?
Do tego należy zacząć wyhamowywać w naszej ojczyźnie dyktat Brukseli, a zacząć też traktować Unię Europejską, dokładnie tak, jak ona robi to wobec Polski. Nie mówię tu o wychodzeniu ze struktur europejskich, ale rzecz idzie zmianę o traktatów, więc współpraca na niwie gospodarczej, a nie politycznej. Wspólny rynek – tak. Centralne zarządzanie państwami – nie.
Do tego, co ponownie zaczął uruchomiać prezydent Karol Nawrocki, realnie rozpocząć budowę Trójmorza, by móc zbudować blok ekonomiczny silny i samowystarczalny. Trójmorze, o ile powstanie, będzie samowystarczalne, a na to wskazują zasoby naturalne pasa zaczynającego się na brzegach Morza Bałtyckiego, przez Morze Adriatyckie i Morze Czarne3.
To nie jest fantazja, bo to geografia plus ekonomia, a te dwie rzeczy, w przeciwieństwie do polityki, nie kłamią.
Oczywiście, a tu właśnie mamy rozbieżność z naszym prezydentem, bo Karol Nawrocki praktycznie odrzuca możliwość współpracy z Federacją Rosyjską, ja natomiast twierdzę, że ten rynek dla Trójmorza powinien zostać otwarty. Rozumiem argumenty polskiej głowy państwa, jednak nie można z Rosją rozmawiać wyłącznie na podłożu wydarzeń historycznych i przekonaniu, że „Ruscy” to samo zło.
Od lat powtarzam, że Rosjan nie musimy kochać, nie musimy ich nawet lubić, a możemy również przypominać, iż są winni wielu zbrodni, ale wydaje się, że gospodarka zajmująca połowę kontynentu euroazjatyckiego, to jednak partner, którym nie powinno się gardzić4.
Wracam ponownie do zadłużenia Polski, bo jednak cały czas leży mi to na sercu, a i zacząłem się z pewnych powodów interesować jej kwestiami ekonomicznymi, gdyż związane jest to z moimi planami życiowymi. Jednak kiedy widzę, że politycy toczą finanse Rzeczypospolitej po równi pochyłej w kierunku bagna, nie mogę pozostać w milczeniu.
Powiem to jasno, obrany kierunek jest zły, i nawet nie chodzi mi o to, że akurat rządzi krajem Koalicja Obywatelska, bo gdyby u władzy byli jej przeciwnicy, więc Prawo i Sprawiedliwość, ocenę ekonomiczną miałbym dokładnie taką samą. Wyrazi ktoś wątpliwość, ale w takim przypadku zapraszam do przypomnienia sobie moich słów, kiedy właśnie PiS był u władzy, a wówczas mówiłem w ten sam sposób, o ile nie ostrzej.
Jednym, końcowym zdaniem jestem przekonany, że Polska musi się uwolnić spod buta tych, którzy prowadzą ją ku finansowej zgubie i po raz kolejny powtórzę, że nie chodzi mi stricte o polskich polityków, bo oni nie działają w próżni. Są natomiast zależni od politycznych układów, a to one właśnie są zagrożeniem dla naszej ojczyzny.
Bogdan Feręc
Photo by Lukasz Radziejewski on Unsplash
Przypisy:
1. Dane Eurostat i Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) wskazują na trwały wzrost cen energii elektrycznej w UE po wdrożeniu mechanizmów ETS oraz kosztów transformacji energetycznej, szczególnie w krajach bez własnych tanich źródeł energii. ↩
2. Analizy PwC oraz raporty Ministerstwa Infrastruktury (2018–2023) wskazywały, że pełnoskalowy CPK mógłby generować od 1 do 2,5% PKB rocznie w długim horyzoncie, głównie poprzez logistykę, transport i usługi okołolotnicze. ↩
3. Bank Światowy oraz OECD wskazują, że region Trójmorza posiada jedne z najwyższych niewykorzystanych rezerw surowcowych i potencjałów logistycznych w Europie, przy jednocześnie niskim stopniu integracji infrastrukturalnej. ↩
4. Rosja pozostaje jednym z największych eksporterów surowców energetycznych i mineralnych świata; według danych WTO i IMF, całkowite wyłączenie jej z handlu globalnego zwiększa koszty dla importerów, nie eliminując jej z rynku. ↩
