Kierunek Bliski Wschód. Co Irlandia naprawdę chce ugrać w Zatoce Perskiej?
Gdy słyszymy o oficjalnych wizytach dyplomatycznych na Bliskim Wschodzie, zazwyczaj spodziewamy się nudnych, okrągłych zdań o umacnianiu więzi i wymianie kulturowej. Szczerze mówiąc, pod tą całą gładką dyplomatyczną fasadą zawsze kryje się twarda gra o wpływy i pieniądze.
Dokładnie to dzieje się teraz, gdy minister spraw zagranicznych Helen McEntee krąży między Katarem, Arabią Saudyjską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Oficjalnie Dublin mówi o handlu, inwestycjach i spotkaniach z tamtejszą irlandzką diasporą. W sumie trudno się dziwić, że tam pojechała, bo globalna niestabilność w takich miejscach jak Cieśnina Ormuz uderza rykoszetem w gospodarkę na całym świecie, w tym także w Irlandię.
Wizyta zaczęła się z dużym rozmachem w Katarze, gdzie doszło do spotkania z premierem szejkiem Mohammedem bin Abdulrahmanem bin Jassimem Al Thanim i podpisania oficjalnego porozumienia o konsultacjach politycznych. Kolejnymi przystankami na trasie są Rijad i spotkanie z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych, a potem Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Minister McEntee głośno mówi o tym, jak bardzo cieszy się na rozmowy z wykształconymi Saudyjkami i jak ważna jest dla niej liczna społeczność irlandzkich ekspertów, którzy mieszkają i pracują w Dubaju czy Abu Zabi. To wszystko brzmi pięknie i oczywiście ma ogromne znaczenie dla wizerunku Irlandii na świecie. Zjednoczone Emiraty Arabskie to w końcu jeden z najbliższych partnerów gospodarczych Dublina w tamtym regionie i naturalne jest, że szuka się tam nowych pól do rozwoju biznesu.
Jednak w tej całej podróży chodzi raczej o coś znacznie głębszego i o wiele bardziej pragmatycznego.
Choć oficjalne komunikaty milczą na ten temat, sam rejon wizyty mówi nam o wiele więcej niż urzędowe dokumenty. Nie da się ukryć, że zbliżenie Irlandii do Środkowego Wschodu to idealna okazja do cichych, zakulisowych rozmów o rynku paliw płynnych i gazu. W dobie permanentnego kryzysu energetycznego w Europie każdy logicznie myślący rząd, szuka alternatywnych i stabilnych źródeł dostaw. W sumie byłoby grzechem nie wykorzystać takich spotkań do wysondowania możliwości na tym polu, nawet jeśli minister rozmawia oficjalnie z doktorem Thani Al Zeyoudi, czyli ministrem handlu zagranicznego ZEA, o tradycyjnych inwestycjach.
Ta ofensywa dyplomatyczna może być również zwiastunem znacznie szerszego otwarcia Irlandii na inne kluczowe kraje w regionie, ale zwłaszcza na Kuwejt, który obok Zjednoczonych Emiratów Arabskich stanowi jedną z potęg finansowych i surowcowych.
Rozwijanie partnerstwa ekonomicznego z tymi państwami to dla Dublina szansa na gigantyczny zastrzyk kapitału. Bogate fundusze inwestycyjne z Zatoki Perskiej nieustannie szukają bezpiecznych miejsc do ulokowania swoich miliardów, a Irlandia ze swoim silnym sektorem technologicznym i finansowym jest dla nich bardzo atrakcyjnym kąskiem.
Mówiąc w perspektywie kilku lat, zbliżenie z Kuwejtem i Emiratami to nie jest chwilowa moda, ale wydaje się głęboko przemyślaną strategią Dublina na przetrwanie w niepewnych czasach, gdzie bezpieczeństwo narodowe i gospodarcze zależy od silnych, globalnych sojuszy.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. CC European People’s Party
