Europa bez dzieci to kontynent na kredyt – "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii

Europa bez dzieci to kontynent na kredyt

Europa lubi mówić o przyszłości, a mówi o niej miękko, w folderach, w strategiach pisanych czcionką Calibri 11, gdzie wszystko się „zwiększa”, „wzmacnia” i „optymalizuje”. A tymczasem przyszłość Europy ma bardzo konkretną miarę, czyli chodzi o ilość dzieci i tu zaczyna się cisza. Taka gęsta, że słychać echo pustych placów zabaw i szkół, które z roku na rok mają mniej uczniów, a więcej pamiątkowych tablic na murach.

Nie, to nie jest tekst o utrzymywaniu uchodźców, azylantów ani o rachunkach za polityczne sumienie. To nie jest felieton o tym, kto skąd przyjechał i jak dużo nas to kosztuje. To jest tekst o naszych pieniądzach. O pieniądzach Europejczyków, które znikają, bo znikają sami Europejczycy, a pieniądz, wbrew marzeniom banków centralnych, nie rozmnaża się w próżni.

Europa się starzeje i nie jest to metafora, to wykres. Krzywa demograficzna opada jak kurz w zamkniętym teatrze. Mniej dzieci, mniej pracujących, mniej składek, mniej podatków. Więcej emerytów, więcej kosztów zdrowotnych, więcej desperackich pomysłów polityków, jak łatać system, który nie ma już kim oddychać. Każdy niemal sektor europejskiej działalności podupada nie dlatego, że ludzie są leniwi albo źli. Podupada, bo ludzi po prostu nie ma.

I wtedy pojawia się narracja zastępcza, bo skoro nie rodzą się dzieci, to je sobie „importujmy”, jakby społeczeństwo było towarem z magazynu. Jakby można było jednym podpisem pod uchwałą zastąpić pokolenia, język, doświadczenie i wspólnotę. To myślenie jest wygodne, ale krótkoterminowe, ślepe i po prostu głupie, bo nie rozwiązuje problemu pieniędzy, tylko przesuwa w czasie, często pogłębiając napięcia, które i tak już buzują pod europejskim dywanem.

Prawdziwym problemem Europy nie jest migracja. Prawdziwym problemem Europy jest to, że nie potrafi zadbać o własne trwanie. Nie potrafi stworzyć warunków, w których młodzi ludzie chcą i mogą mieć dzieci. Nie potrafi połączyć wielkich słów o wartościach z bardzo przyziemnym faktem, że rodzina musi mieć gdzie mieszkać, z czego żyć i móc oddać dziecko do żłobka, gdy rodzice idą do pracy.

Promocja rodziny brzmi dziś jak hasło z innej epoki, jak coś wstydliwego, niemodnego, podejrzanego, a przecież to jest najbardziej racjonalna inwestycja, jaką można sobie wyobrazić. Dziecko nie jest kosztem. Dziecko jest przyszłym pracownikiem, podatnikiem, innowatorem, pielęgniarką, inżynierem, nauczycielem, choć na początku ta przyszła Europa chodzi w butach ubrudzonych piaskiem z podwórka.

Młodzi ludzie nie potrzebują ideologicznych wykładów o tym, że „powinni”, oni potrzebują ułatwień i to tych realnych, namacalnych, codziennych. Łatwiejszego startu na rynku pracy, który dziś często przypomina casting bez końca. Szybkiej ścieżki mieszkaniowej, bo miłość miłością, ale w kawalerce 28 metrów kwadratowych trudno planować trójkę dzieci i spokojny sen. Pomocy w wychowywaniu dzieci, która nie polega na tym, że państwo wysyła kolorową broszurę z hasłem „jesteście ważni”.

Nie chodzi o to, żeby każdy nowo narodzony Europejczyk miał swoją prywatną nianię i srebrną łyżeczkę. Chodzi o elementarną dostępność żłobków, przedszkoli, szkół i to bez zapisów na listy oczekujących, zanim dziecko zdąży usłyszeć pierwszą kołysankę. Bez tego całego absurdu, w którym rodzice planują ciążę pod kalendarz rekrutacji, bo dziecko to nie wczasy na Bali, to nie jest luksus, a jest infrastrukturą przetrwania Europy.

Stary Kontynent uwielbia słowa „zrównoważony rozwój”, a tymczasem nie potrafi zrównoważyć własnej demografii. Co ciekawe, takie dbanie o rozwój przyszłych obywateli ma nawet nazwę, suchą i bezlitosną, czyli zastępowalność pokoleń. Jeśli nie rodzi się wystarczająco dużo dzieci, społeczeństwo się kurczy, a wówczas kurczy się rynek pracy, kurczą się wpływy do budżetów, kurczy się zdolność finansowania wszystkiego, co dziś uznajemy za oczywiste, więc służby zdrowia, edukacji, emerytur.

Nie ma w tym wszystkim żadnej magii i gdyby w Europie rodziło się dwukrotnie, a nawet trzykrotnie więcej dzieci niż dziś, za dwie dekady problemy z brakiem pieniędzy zaczęłyby znikać. Na rynek pracy weszłyby setki tysięcy młodych ludzi, którzy wcześniej otrzymali warunki, by się urodzić, dorosnąć i zdobyć kompetencje. To jest inwestycja długofalowa, nudna dla politycznych kampanii, ale fundamentalna dla cywilizacji, europejskiej cywilizacji. Zamiast tego Europa woli jednak myśleć krótkim oddechem. Łatać dziury, przesuwać środki, liczyć na to, że „jakoś to będzie”, a demografia nie zna słowa „jakoś”. Demografia zna tylko liczby i czas, a tego nie da się dodrukować.

Tradycja Europy zawsze opierała się na rodzinie i nie jako haśle ideologicznym, lecz jako podstawowej jednostce społecznej, ekonomicznej oraz kulturowej. To w rodzinach rodziły się języki, zwyczaje, etos pracy i odpowiedzialności. Nowoczesność nie polega na tym, by to odrzucić, lecz by to mądrze dostosować do realiów XXI wieku i to bez górnolotnych haseł, za to z kalkulatorem w ręku.

Prawda o naszych czasach jest brutalnie prosta – bez dzieci nie ma przyszłych podatników. Bez podatników nie ma pieniędzy. Bez pieniędzy nie ma państwa opiekuńczego, którym Europa tak chętnie się chwali. Można też zaklinać rzeczywistość rezolucjami, można tworzyć kolejne programy pilotażowe, ale bez demograficznego fundamentu wszystko to jest budowlą na piasku.

Europa stoi dziś przed wyborem, którego nie da się odłożyć i albo zacznie poważnie traktować własną reprodukcję społeczną, albo pogodzi się z rolą muzeum świata – pięknego, bogatego w historię, ale coraz mniej żywego, czyli pozostanie kontynent z idealnie odrestaurowanymi kamienicami i brakiem dziecięcego śmiechu.

To nie jest lament z mojej strony – to jest zimna diagnoza i jednocześnie wezwanie skierowane do polityków, aby zwrócili się w stronę zdrowego rozsądku. Europa nie potrzebuje cudów, potrzebuje natomiast dzieci i, co najważniejsze, warunków, by mogły się rodzić. Bez tego każda debata o pieniądzach będzie tylko rozmową o tym, jak podzielić coraz mniejszy tort, a to nigdy nie kończy się dobrze.

Bogdan Feręc

Photo by Jessica Rockowitz on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

"Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Privacy Overview

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.