Cicha dźwignia Pekinu. Chiny przykręcają kurek i wysyłają sygnał w światowej wojnie handlowej
Chiny nie organizują hucznych konferencji prasowych, bo one zmieniają zasady i właśnie dlatego świat powinien słuchać uważnie tego, co mówi się w Państwie Środka. Decyzja Pekinu o ograniczeniu ulg podatkowych na eksport kluczowych produktów, w tym paneli fotowoltaicznych i akumulatorów, to ruch, który wykracza daleko poza księgowość. To sygnał polityczny, gospodarczy i strategiczny oraz być może zapowiedź kolejnego etapu globalnej wojny handlowej, prowadzonej dziś ciszej, ale nie mniej bezwzględnie.
W piątek chińskie Ministerstwo Finansów oraz Państwowa Administracja Podatkowa opublikowały zmiany w zasadach przyznawania ulg podatkowych na eksport szeregu produktów. Od 1 kwietnia 2026 roku całkowicie zniesione zostaną ulgi eksportowe dla produktów fotowoltaicznych, natomiast w przypadku akumulatorów proces będzie stopniowy, a od tej samej daty stawka ulgi w podatku VAT spadnie z 9 do 6 procent, a od 1 stycznia 2027 roku zostanie całkowicie zlikwidowana.
Na papierze wygląda to technicznie, ale w rzeczywistości dotyka jednych z najbardziej strategicznych sektorów XXI wieku – zielonej energii, transformacji klimatycznej i elektromobilności. A tam, gdzie stawka jest globalna, każdy ruch ma konsekwencje międzynarodowe.
Decyzja Pekinu zapadła w kontekście narastających napięć handlowych między Chinami a Zachodem, zwłaszcza Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Od miesięcy Bruksela i Waszyngton oskarżają Chiny o dumping cenowy, nadprodukcję i zalewanie rynków tanimi technologiami zielonej energii. Dochodzenia antysubsydyjne, cła, zapowiedzi barier, to już codzienność, a teraz Pekin oficjalnie odpowiada spokojem, ale faktycznie zaczyna przestawiać swoje produkty na inne tory.
Zniesienie ulg eksportowych oznacza jedno: chińskie produkty staną się droższe za granicą. Mniej konkurencyjne cenowo, bardziej „normalne” w realiach rynkowych. Ruch ze strony chińskich władz może i zmniejszy presję na europejskich oraz amerykańskich producentów, ale jednocześnie ograniczyć dostępność tanich technologii, na których opiera się tempo transformacji energetycznej w wielu krajach, więc decyzja Pekinu staje się bronią obosieczną.
Co ciekawe, chiński przemysł krajowy przyjął tę decyzję z zadowoleniem. Chińskie Stowarzyszenie Przemysłu Fotowoltaicznego otwarcie poparło zmiany, argumentując, że pomogą one przywrócić racjonalne ceny na rynkach zagranicznych i zmniejszyć ryzyko napięć handlowych. W dłuższej perspektywie decyzja może zapobiec zbyt gwałtownemu spadkowi cen eksportowych i ograniczyć liczbę sporów handlowych.
To brzmi jak język stabilizacji, ale stabilizacja bywa formą kontroli. Pekin wysyła sygnał, że potrafimy zdjąć nogę z gazu, ale to my decydujemy, kiedy i o ile. Ograniczenie ulg nie jest kapitulacją, lecz manewrem. Chiny wciąż pozostają globalnym gigantem produkcji paneli fotowoltaicznych i akumulatorów. Teraz po prostu testują nową równowagę – taką, która zmniejsza presję zewnętrzną, a jednocześnie wzmacnia krajowy rynek. Mówiąc prościej, producenci paneli fotowoltaicznych z Chin, zaczną też zarabiać więcej, a to też wyższe wpływy do państwowej kasy.
Dla Europy i świata to moment niewygodnych pytań. Czy droższe chińskie technologie spowolnią zieloną transformację? Czy lokalni producenci zyskają czas na odbudowę? A może to dopiero wstęp do twardszych decyzji po obu stronach, gdy handel znów stanie się narzędziem polityki, a nie tylko wymiany towarów?
Nie należy też porzucać myśli, że chińska decyzja nie może zostać wkrótce wykorzystana jako forma nacisku, więc nie usłyszymy jakiejś formy szantażu, że albo Europa i USA pójdą na pewne ekonomiczne lub celne ustępstwa, albo wrócą ulgi na panele solarne.
Bogdan Feręc
Źr. Xinhua
